701. AMERYKA POŁ. 2026. cz. 11
Trochę bałaganu zrobiło się w mojej relacji, ale to z powodu skąpych informacji od chłopaków jakie do mnie docierają, a w dodatku czasami od trzech jednocześnie i dotyczące różnych dni . Więc trochę porządku: Z Uyuni pojechali przez Potosi, Oruro i La Paz. Drogi prawie w całości asfaltowe, dobrej jakości i oszołamiające krajobrazy. Do tego szybkie zakręty i góry w okolicach 4tys. metrów wysokości. Jak pisałem wcześniej Hubert z Grześkiem źle znoszą te wysokości. Radek z Piotrkiem znacznie lepiej, a do tego Piotrek ma zdecydowaną chęć zaliczenia trasy zaplanowanej. W tej sytuacji doszło do rozdzielenia wyprawy na dwie grupy: jedna to Hubert i Grzesiek, którzy pojechali do Peru nad Jez. Titicaca aby złapać trochą kondycji, a Radek z Piotrkiem do m. Coroico. Podział grupy nastąpił na obrzeżach La Paz.
La Paz, nieoficjalna stolica Boliwii, to miasto w Andach, o szczególnym położeniu i konstrukcji urbanistycznej. To najwyżej położona (3640mnpm) stolica świata mimo, że położona w kotlinie. Zawartość tlenu w powietrzu jest tak niska, że pożary po wybuchu same wkrótce gasną. Uliczki są tak wąskie, że autobusy międzymiastowe zatrzymują się na przedmieściach i pasażerowie przesiadają się do małych busików lub podróżują kolejkami linowymi, które są namiastką komunikacji miejskiej. Tych kolejek jest dużo i amatorzy takiego sposobu podróżowania i zwiedzania tym sposobem - zjeżdżają się tu z całego świata, aby z góry podziwiać miasto. Do La Paz jechali autostradą A 1, która też jest szczególna: ma dwa pasy ruchu w każdą stronę, ale w zasadzie nie ma wiaduktów. Pasy jezdni tylko miejscami są rozdzielone: wałami ziemi, rowami lub betonowymi konstrukcjami z poj. elementów. Na tych betonowych przeszkodach - płotkach, które u góry mają ok. 15cm szerokości, siedzą wielkie psy wyglądające jak ogromne koty. Na autostradzie można (?) skręcać w lewo, a w każdym razie wszyscy tak robią. Zdarzają się też dziury wielkości dużego psa lub ulani z asfaltu "śpiący policjanci", które to przeszkody są nieoznakowane, co przy prędkości dopuszczalnej na autostradzie 80km/h !!! i braku uwagi prowadzi do katapultowania. Do tego dochodzą samochody i motocykle jadące pod prąd. Autostrada prowadzi przez miejscowości z domami w odległości 20m od niej.
Co się dzieje z Hubertem i Grześkiem jeszcze nie wiem, natomiast Piotrek z Radkiem dojechali do Coroico, gdzie Piotrek wyszukał super hotel. Droga dojazdowa do niego była w przebudowie, miała zdjętą kostkę, usypany kopny żwir i robotnicy mówili im, że nie dojadą ! Piotrek nie dojedzie? Dojechali. Pomógł Radkowi, który miał problemy, ale dojechał. Hotel z basenem którego krawędź kończy się urwiskiem, z widokiem na góry. Poezja. Z powodu trudności z dojazdem są tam jedynymi gośćmi. Do chwili obecnej chłopcy przejechali już 3500km. Po drodze mieli przełęcz, na której leżał śnieg - a tu mają 35st. Jechali drogą równoległą do Drogi Śmierci, którą jechali w ubiegłym roku.
Dotarła do mnie informacja głosowa od Huberta. Obaj z Grześkiem są zaziębienie i słychać jak kaszlą. Przejazd przez La Paz, tę miejską dżunglę, to walka o życie, gdyż masz wrażenie, że każdy kierowca chce cię zabić, a motocykle to zwierzyna łowna. Bałagan, góry śmieci, zdezelowane samochody. Wrażenia są takie, że śmieci z małych miejscowości wywozi się kilka kilometrów za miasto i porzuca przy drodze. Kłęby dymu za starymi dieslami. Trochę to przygnębiające. Dotarli do miejscowości Puno na przylądku Jez. Titicaca. Są w malowniczym miejscu, w fajnym hotelu z sympatycznymi właścicielami. Wczoraj było pięknie, dziś leje. Leżą w łóżkach, podziwiają widoki jeziora, kurują się. Wieczorem dostali jakiś wspaniały rosół jakby z kaszą. B. smaczny. Liczą na to, że jakoś dojdą do siebie.





Komentarze
Prześlij komentarz