698. AMERYKA POŁ. 2026. cz.8

 


Smarowanie łańcucha poza oczywistą niedogodnością ma też swoje dobre strony. Przy tej właśnie czynności zauważyli, że w Hondzie Radka jest z tyłu kapeć. Mimo, że to była niedziela udało im się znaleźć czynny zakład wulkanizacyjny. Właściciel nie był wysokiej klasy fachowcem, a właściwe żadnym fachowcem nie był, bo trzeba było mu pomóc zdjąć koło i pomagać przy założeniu. Przy montażu nowej dętki nie sprawdził opony i po jej założeniu okazało się, że został gwóźdź w środku. Widać jak nasz ex prezydent - cały czas się uczy. Z podobnym skutkiem. Tym sposobem wyjechali dopiero ok.godz. 13tej. Zaraz za rogatkami zaczęło się chmurzyć, a po niedługim czasie rozpętała się burza. Słowo rozpętała jest tu właściwe, bo burza w górach, o takiej intensywności, z piorunami, które walą w pobliżu, to spore przeżycie. Na szczęście udało im się schronić w budce do pobierania opłat drogowych. Gdy się uspokoiło ruszyli dalej, ale tym razem szczęście ich opuściło, bo ponownie  lunął deszcz a schronienia już nie mieli. Ulewny deszcz w tak wysokich górach od razu zmienia warunki drogowe, bo wkrótce okazało się, że są osuwiska kamieni, które blokują drogę. Im jakoś udało się przejechać, ale samochody, nawet z napędem 4 x 4 musiały  się poddać. Takie przeszkody zdarzyły się trzy, czy cztery razy po drodze. Sytuacja dowiodła wyższości motocykli nad samochodami! Po drodze granica z Boliwią i dwugodzinna odprawa. Standard. Dojechali do m. Tupiza.



 






Komentarze

Popularne posty z tego bloga

691. AMERYKA PŁD. 2026. POSZŁY KONIE...

678. PLANY NA 2026 ROK.

650. RUMUNIA 2025 cz.1