697. AMERYKA POŁ 2026. cz.7
Kolejny
etap, 230 km do Humahauca. Całą noc lało, deszcz bębnił o blaszany dach
i ciężko się spało, bo wyobraźnia podpowiadała jak będzie wyglądać
droga rano. Rano na szczęście przestało padać, ale błoto oczywiście było.
Początek trasy, przez las był w miarę dobry, ale potem skręcili w górską
drogę i wspinali się aż do wysokości 4600mnpm. Im wyżej jechali, tym
było gorzej. Nawet grad ich dopadł po drodze. Tasowali się parę razy z
grupą Sambora, ale generalnie jechali we własnym towarzystwie. Ale grupa się rozciągnęła. W pewnym momencie zorientowali się, że nie
widać Grześka. Okazało się, że na kamienistym podłożu zaliczył upadek i
nie bardzo miał siłę podnieść motocykl. Grzesiek od początku ma problemy
ze zdrowiem, bo z Polski wyjechał po chorobie i nawet nie było pewne
czy nie zrezygnuje z wyjazdu. Do problemów dróg oddechowych doszły
efekty choroby wysokogórskiej i ogólnie jest w słabej kondycji. Rano
jest jeszcze "jak cię mogę", ale po południu traci siły. Nawet jakieś
kurcze mu dokuczają. Ma ciężko. Stwierdził (rozsądnie), że tą trasą nie
da radny i wrócili, aby pojechać łatwiejszą drogę. Piotrek był z przodu i
postanowił sprawdzić czy droga dalej jest taka ciężka. Trudność
polegała na tym, że jechali korytem rzeki. Wyschniętej wprawdzie, ale po
kamienistym dnie, gdzie kamieni było kilka warstw - zatem podłoże b.
niestabilne. Ciężkim motorem z bagażami, które zakłócają równowagę,
naprawdę jest ciężko. W efekcie Piotrek też zaliczył upadek motocykla, tyle tylko,
że był sam i nie był w stanie podnieść motocykla,z powodu osłabienia spowodowanego wysokością. !!! Poszedł nawet po
pomoc, znalazł jakieś dwie kobiety, które odsyłały go dalej, ale nie był w stanie przejść dodatkowych 200m. Na szczęście
grupa Sambora była z tyłu. Dojechali do niego, podnieśli motocykl i pojechał z nimi dalej. Dojechali w
końcu do Hamahuaca. A tu przecież karnawał i ostatki. Nie mogli znaleźć
noclegu bo zjechało się pełno ludzi , W końcu znaleźli jakąś obórkę, jak
sami to określili, za 200$ ! Dwieście kilometrów pokonali w 10 godzin!!! Naprawdę było ciężko. Wieczorem poszli zobaczyć karnawał, ale było już po pochodzie. Tylko setki ludzi krążyło z piwami w lodówkach turystycznych. Grześkowi się nie poprawia, za to Hubi zaczyna kasłać. Coś kiepsko to zaczyna wyglądać.







Komentarze
Prześlij komentarz