696. AMERYKA PŁD. 2026. cz.6
Katedra w Salta
. Rano zaczęli od pobieżnego zwiedzenie Salta. Wyjazd z Salta w ulewnym deszczu. Ale jak program jest napięty, trzeba jechać bez względu na pogodę. Dojechali do Libertador General San Martin gdzie zatrzymali się na popas. Relację mam niedokładną, ale wynika z niej, że nie jadą razem z grupą Sambora i wbrew zapowiedziom nie wiezie im bagaży. Trasę mają jednakową, ale grupa Sambora jest bardziej mobilna bo jadą na lżejszych motocyklach klasy 350 - 450cm i bez bagaży, co w trudnym terenie jest handicapem. Po postoju na lunch i obowiązkowym tankowaniu ruszyli w kierunku m. San Francisco. Nie padało, ale było po dużym deszczu, więc jechali w bryzgach błota. W większości egzotycznych krajów, np. w Maroko błoto ma czerwonawy kolor i jest dosyć przylepne. Po doświadczeniach z poprzedniej wyprawy jadą raczej ostrożnie. 30km pokonali w ok. 1 godzinę! Droga wąska, śliska, po jednej stronie góra, po drugiej urwisko, zwierzęta hodowlane. Przeprawy przez małe potoczki. Śliskie, zabłocone mostki. Zdarzają się autobusy z przeciwnej strony i trzeba uważać przy wymijaniu. W S.Francisco stają na nocleg, nawet w miarę przyzwoity. Wcześniej jakieś zakupy: 4 pomidory, 4 piwa , 2 cebul i 2 chleby. Kolacja i śniadanie we własnym zakresie z udziałem puszki "turystycznej" Huberta. Rano po śniadaniu z resztek kolacji w drogę. Najpierw odwiedzili Sambora, żeby oddać bagaże.Oni nocowali też w S.Francisco, ale w innym miejscu, niżej, Miasto położone na zboczu.






Komentarze
Prześlij komentarz