694. AMERYKA PŁD. 2026. cz.4
Dziś trasa do Fiambala ok. 480km. Zasadniczą trudność sprawiało zaopatrzenie w benzynę, bo jak wczoraj pisałem ta odległość przekraczała ich możliwości w sensie pojemności zbiorników i pojemników. Ale oczywiści dali radę. Fiambala to już Argentyna, aby tam dojechać musieli skręcić na wschód i pokonać przełęcz San Francisco na poziomie ok. 4800mnpm. Droga wspaniała. I pod względem asfaltowym, bo prawie same asfalty z małymi wyjątkami (dobrej jakości), ale przede wszystkim widoki, widoki, widoki. Praktycznie co parę kilometrów warto by się zatrzymać i podziwiać. Po drodze przejście graniczne do Argentyny i standardowe, osobne formalności na obu granicach granicy. Na szczęście ruch niewielki, więc poszło gładko. Droga niezbyt stromo, ale stale pod górę i niepostrzeżenie pokonywali kolejne wysokości: 1000, 2000, 3000, 4000mnpm. Dotarli do wysokości prawie 4800m. Wszystko było OK, dopóki nie zsiedli z motocykli. Nagle okazało się, że brak im aklimatyzacji, bo prawie 5tys. metrów to już poważna wysokość, pokonana prawie jednego dnia. Jak zsiedli okazało się, że przejście nawet kilku kroków jest problemem. Dopadła ich choroba wysokogórska w prawdziwym wydaniu. Najgorzej czuł się Grzesiek i Hubert. Czuli się naprawdę kiepsko, w związku z czym bez zwlekania grupa ruszyła w dalszą drogę w dół. Aby szybciej! Dopiero na wysokości poniżej 2tys m człowiek wraca do zdrowia. W dodatku było b. gorąco ok. 40st, a nawet na przełęczy było 20st. Widać było najwyższy wulkan na świecie (Ojos del Salado - 6893m) po jednej stronie, po drugiej jezioro Laguna Verde. Piotrek w Polsce odgrażał się, że będzie go zdobywał - ale zrezygnował gdy zobaczył. W Fiambala Grzesiek z Hubertem od razu pakują się do wyrek. Piotrek z Radkiem krzątają się przy motocyklach i idą spać później. W pościeli Piotrka niespodzianka: pająk wielkości bułki! Na noc wszystkie rzeczy pakują w torby, żeby go nie zabrać ze sobą.







Komentarze
Prześlij komentarz