683. SYLWESTER 1978/79. PRAWDZIWA ZIMA!!!
Zima zaskoczyła drogowców ! Taki tytuł pojawia się w gazetach co roku. W 2025 nie było inaczej. Ale tym razem trochę ich rozumiem. Od paru lat śnieżnej zimy nie było, a utrzymywanie służb oczyszczania w pełnej gotowości kosztuje - bo trzeba za to płacić. A za samą gotowość płaci się mało. Dużo za akcje odśnieżania, których ostatnio nie było.
Ale to co działo się przed końcem 2025 roku to mały Miki, w porównaniu do Sylwestra 1978. Tego dnia od rana padał śnieg - praktycznie w całej Polsce - i temperatura spadła do minus 30st w komplecie z silnym wiatrem. Już w południe robiło się nieciekawie, a po południu były już potężne zaspy, które wieczorem miały już po 2 -3 metry!. W zaspach utknęły pociągi, stanął cały transport, a wiele imprez sylwestrowych nie doszło do skutku.
My mieliśmy Sylwestra spędzić w Lubiejewie,w Zespole Szkół Rolniczych. To od Ostrowi Maz., gdzie wówczas mieszkałem ok. 5 km. Jechaliśmy maluchem i pierwsza trudność to był wyjazd z osiedla. Dystans ok.50m pokonaliśmy w kopnym śniegu w ok. pół godziny. A muszę powiedzieć, że maluch świetnie sobie radził w trudnych warunkach jako, że miał napęd na tył i ten tył był mocno dociążony przez silnik. Do tego wczesne maluch miały tzw. ręczny gaz - czyli fabryczne cięgło pod deską rozdzielczą połączone z przepustnicą gaźnika. Jak maluch utknął w śniegu i koła buksowały, można było zostawić go na jedynce z włączonym gazem, wysiąść z auta i je popychać. Problemem było tylko aby zdążyć wsiąść, jak koła złapały przyczepność i samochód ruszał. Nie zawsze się to udawało i prowadziło to do tego, że samochód potrafił uciec właścicielowi. Podobne rozwiązanie miały też wczesne Fiaty 125p. Potem ze względów bezpieczeństwa fabryka zrezygnowała z tego wyposażenia.
Gdy udało się wyjechać z osiedla, w mieście było jako tako. Problemy zaczęły się dopiero poza miastem, gdzie już były potężne zaspy. W odśnieżaniu pomagało wojsko, które przecierało drogi Scotami. Z kłopotami, ale udało nam się dojechać na miejsce. W odróżnieniu od zespołu muzycznego, który utknął po drodze i większości uczestników, którzy też z miasta nie dojechali. Jak wspomniałem, było minus 30st i napoje na stołach, na sali gimnastycznej, gdzie miały być tańce, pozamarzały i porozsadzały butelki. Imprezę przeniesiono do pokoju nauczycielskiego, gdzie było trochę cieplej, ale i tak śnieg leżał na parapetach (od wewnątrz) bo do tego przecież jeszcze silnie wiało i śnieg przedostawał się przez każdą szczelinę. A nie było jeszcze wtedy szczelnych okien z PCV. Siedzieliśmy w pokoju w kożuchach, ale zabawa była przednia. Rano jeszcze był problem z odpaleniem auta, które zamarzło. Na szczęście stało w warsztacie i było kilka metrów wolnego miejsca, żeby je odpalić na pych - co po kilku próbach się udało.
Tak więc to co teraz się działo, to cicha msza przy bocznym ołtarzu, w porównaniu!!!



Komentarze
Prześlij komentarz