669. INDIE. RADŻASTAN 2025. cz. 7
Wszystkich Świętych - więc zaczynamy od tematów funeralnych. Otóż mieli okazję uczestniczyć, czy raczej obserwować tradycyjny pogrzeb indyjski przez spalenie. Zwłoki ułożono najpierw na postumencie, a potem przeniesiono na betonową płytę na której ułożono stos drzewa, tak ze 3 warstwy. Na nich umieszczono ciało i przykryto je jedną warstwą drzewa. Wokół ułożono trochę drobnych gałązek na podpałkę. Potem stos polano czymś co wyglądało na topione masło, po czym stos podpalił najstarszy syn zmarłego. Ceremonii towarzyszy niezbyt miły zapach palonego mięsa, a obrazu doprłniają walające się w pobliżu śmieci i krowa, która w nich grzebie. Podobno Tołstoj na pytanie jakim jednym słowem scharakteryzowałby Rosję miał powiedzieć: KRADNĄ. Ja gdybym miał jednym słowem określić wrażenia z Indii, w których też byłem: ŚMIECI.
Ale byli też nad jeziorem, nad którym mieli zobaczyć flamingi. Byli, ale flamingi były daleko. Byli też nad solniskiem otoczonym oczywiście wianuszkiem śmieci i próbowali jazdy po blocie. Z miernym skutkiem, ale za to zaiteresowała się nimi policja, czy nie zaklocają porządku? Dobrze, że nie zarzucili im, że śmiecą! Widzieli też po drodze strzeżony parking policyjny z motocyklami i skuterami. I w końcu dotarli dp celu, do miasta Jaipur, w którym załapali się na wesele. Europejczyk obecny na weselu dodaje mu splendoru - więc chętnie się ich zaprasza. Chociażby na chwilę. W Jaipur odwiedzili pizzerię, aby spróbować czegoś bez carry, na woń którego już im się ulewa. Byli też w Hawa Mahal - Pa;acu Wiatrów. W Jaipur ruch uliczny jest podobno większy niż w Delhi. To walka o każdy centymetr jezdni dlatego poruszają się po mieści tuktukami.











Komentarze
Prześlij komentarz