659. H & H. PAKISTAN 2025. cz. 4

 



 Kolejny dzień - wyprawa w kierunku granicy chińskiej. Jadą dobrą drogą asfaltową, wzdłuż rzeki, wąwozem. Po obu stronach przytłaczająco wysokie pasma górskie. Wjeżdżają na 4500m. Wszystko zaśnieżone, ale asfalt jeszcze czarny. Bardzo spękany - albo wskutek trzęsień ziemi, albo wskutek mrozów. Dojeżdżają do wypłaszczenia przy granicy z Chinami. Po pakistańskiej stronie jest wielka, żelazna brama. Po chińskiej jakiś łuk triumfalny? i równie wielka brama. Po ich stronie, poza nimi jest jeszcze kilka osób. Po stronie chińskiej autokary dowożą ludzi, którzy coś wykrzykują. Po ich, tzn. pakistańskiej stronie jest jeden żołnierz, po drugiej cała armia uzbrojona po zęby. Słonecznie, ale zimno - ok. 9 st. Typowo motocyklowa pogoda ! Wracają do hotelu Osho po szutrach i piachach. Hotel lepszy niż wygląda z zewnątrz. Wieczorem spotkanie grupy w ogrodzie, przy ostatniej flaszce. Potem: siusiu, paciorek i spać.


 

Rano lekko zmarznięci wyruszają w kierunku Nanga Parbat. Trasa asfaltowa, piękne widoki do których powoli się przyzwyczajają. Po drodze porządny obiad. Dojeżdżają do miejsca, gdzie muszą zostawić motocykle - bo jest zakaz jazdy. Zabierają najpotrzebniejsze rzeczy bo dwie noce spędzą w dolinie Fairy Meadows.  Dalej podróżują po 4 osoby jeepami, a tak naprawdę Toyotami z lat 60tych, w całkiem dobrym stanie. Droga robi się coraz węższa, wyboista, w końcu jadą tuż nad krawędzią stoku, za którą już tylko przepaść - kilkaset metrów ! Oczywiście nie ma żadnych barier czy innych, zbędnych europejskich wynalazków. Po kilkunastu kilometrach dojeżdżają do miejsca, gdzie droga została zasypana kamieniami po ostatnim trzęsieniu ziemi. Idą pieszo, ścieżką "śmierci". Jest naprawdę wąsko tak, że trzeba się przytulać do ściany, a do tego ślisko. Jeden błąd, luźny kamień i lot w dół na tyle długi, że zdążysz się pomodlić. Ta przeprawa ma ok. 30m, ale dłuży się niemiłosiernie. Za nią czekają inne jeepy, które utknęły za osuwiskiem i pewnie już tam zostaną na zawsze, a przynajmniej na długo. Po 5km jeepy już nie dają rady i jest przesiadka na konie lub można iść z kamasza.  Są na wysokości 2300m, a mają dojechać na 3400m. Ponad kilometr przewyższenia! H & H zaczynają pieszo, ale szybko tracą kondycję i chęć maszerowania, i po kilometrze drogi przesiadają się na konie. Czy konie mnie słyszą? Ścieżka jest wąska, ma nierówne brzegi i osuwające się pod kopytami kamienie. Po drodze ścieżkę przecinają potoczki. Jest niebezpiecznie. Po prostu. W  końcu zestresowani docierają  po dwóch godzinach do doliny Fairy Meadows. To duża płaska przestrzeń z widokiem na Nanga Parbat i spływający z niego lodowiec. Chętni poszli na wycieczkę ok. 8km w kierunku góry. Nasi odpuszczają i snują się po wiosce podziwiając widoki. Jest tu jezioro wysychające z braku wody! W sąsiedztwie lodowca!!!  Odpoczywają w barze i piją kawę z ekspresu, pierwszą od wielu dni.


 



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

691. AMERYKA PŁD. 2026. POSZŁY KONIE...

678. PLANY NA 2026 ROK.

650. RUMUNIA 2025 cz.1