658. BOGACS. SHORT PROGRAM

 


W środę dostałem SMSa od Wojtka i Dzidki z Kielc. Jedziemy do Bogacs. Miło by było ciebie zobaczyć. Będziemy do poniedziałku. Początkowo odpisałem, że nie dam rady tak z dnia na dzień, a w dodatku w poniedziałek  mam wizytę u okulisty na planowany zabieg. Ale po namyśle doszedłem do wniosku: a dlaczego nie?   Szybkie przygotowania w środę po południu i w czwartek, o 6 rano ruszam w drogę. Jadę trasą na Kraków, która ostatnio bardzo mnie się spodobała.  Jadę S 7, żeby było szybciej. Niestety w Warszawie jestem przed ósmą - co oznacza, że tracę czas w korkach. Około godziny. W Krakowie nawigacja prowadzi mnie  (nie wiedzieć czemu)  przez miasto. Granicę przekraczam w Jurgowie, jadę na Poprad i dalej drogą nr 66 i 67 na Rożnawę. To b. fajne drogi motocyklowe: dobra nawierzchnia , kręta i górzysta. Kamperem trochę męcząca. Najgorszy odcinek drogi jest na Węgrzech - od Eger do Bogacs. Dziura na dziurze i dziurą pogania - jak mawiają Rosjanie. Na miejscu jestem punkt 18ta. Miejsca jest dosyć, ale jak na porę roku,, kamperów całkiem sporo. Odnajduję Wojtków i zajmuję miejsce w pobliżu. Wieczorem jeszcze obowiązkowo basen geriatryczny i kolacja z winem w Wojtków. 


Rano dzień zaczynamy od moczenia się od 8mej w basenie, potem dopiero śniadanie Po śniadaniu chwila przerwy i rowery. Jedziemy tracą na Cserepfalu, w tej miejscowości skręcamy w prawo na Tard. Mamy spory podjazd oraz długi, szybki zjazd w dół do 45km/h. Niestety po drodze zaczyna lekko mżyć i skracamy trasę. Po powrocie basen, a potem jestem proszony na domowy gulasz. Na bogato. Po obiedzie jeszcze krótka trasa po mieście. Okazuje się, że Bogacs jest znacznie większe niż się wydawało i w samym mieście jest gdzie pojeździć. Po powrocie stwierdzamy, że przybyło sporo kamperów i cały czas jeszcze dojeżdżają nowe. Wieczorem ponownie "proszona" kolacja, basen wieczorny i do kampera. Oglądam jeszcze film na DVD - Alternatywy 4. 

W sobotę standard: rano basen, a potem wspólna rowerowa wycieczka ścieżką rowerową do Mezokovesd. W mieście robimy drobne zakupy i jemy lody. Przy okazji stwierdzam, że do Eger mogę pojechać przez Mezokovesd. Wprawdzie tak jest  dalej, ale ominę najgorszy odcinek całej trasy. Po powrocie basen, a potem jedziemy do restauracji  na obiad. Zamawiam coś co w karcie po polsku określone jest jako kawałki golonki, a w rzeczywistości okazuje się całą, dużą golonką z frytkami i piramidą cebulki. Podane na małym, drewnianym talerzu tworzy spory kopiec, z którego przy krojeniu  sypie się na obrus ta cebulka i frytki. Golonka jest pyszna, ale porcja nie na moje możliwości.  Z trudem zjadam połowę, na siłę jeszcze trochę i poddaję się - nie daję rady i ledwo wstaję od stołu. Taka porcja kosztuje 5.400 Forint, czyli poniżej 60zł i z powodzeniem najedzą się dwie, a nawet trzy osoby. Zupa czosnkowa coś ok. 2.400Ft. Niestety obiad, który w rewanżu za wcześniejszą wyżerkę u Wojtków ja stawiałem, nie wyszedł mnie na zdrowie. To moja przypadłość, gdy przesadzę z jedzeniem. Cztery razy zaliczałem WC z powodu rozstroju żołądka. Po południu planuję wyjazd do domu, żeby przed wizytą u okulisty w poniedziałek nie być jak koń po westernie. Pakuje=ę rower, jeszcze jedna kąpiel w basenie i po 17tej ruszam w drogę powrotną. W planie mam dotarcie do granicy z Polską. Żal trochę wyjeżdżać,  bo po południu zrobiła się piękna pogoda, a kemping cały się zapełnił jak w środku lata.  Wracam przez Jurgów. Po drodze zaczyna popadywać, szczególnie po przekroczeniu linii Tatr. W Krakowie ignoruję nawigację, która ponownie chce mnie prowadzić przez miasto i kieruję się drogowskazami. Niestety w krytycznym miejscu widok zasłania mi autobus, który wyprzedzam i zamiast skręcić na Warszawę, wbijam się na A 4. Jest już wieczór, więc zatrzymuję się na najbliższym parkingu na nocleg.



W niedzielę budzę się k. 8mej. Szybkie śniadanie i w drogę. W domu jestem po południu. Trochę drogi w powrocie przez ten błąd nadłożyłem. Rowerem zrobiłem ok.70km. Samochodem ok.1500km bez przygód, chociaż mam wrażenie, że w serpentynach, na prawych zakrętach zaczyna się odzywać lewy przegub. W tamtą stronę spalanie 9,2, w powrotnej drodze 8,5 l na 100km bo jechałem 100, a nie 110km/h.

Noce były zimne, szczególnie ta na parkingu przy A 4. Chyba znalazłem sposób na skuteczne grzanie przez me chińskiego webasto. Po rozruchu na mocnym grzaniu, gdy zagrzeją się rury prowadzące ciepłe powietrze, dopiero wtedy można grzanie zmniejszyć i będzie ciepło. W przeciwnym razie para idzie w gwizdek.

Jutro kolejna relacja z Pakistanu!

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

691. AMERYKA PŁD. 2026. POSZŁY KONIE...

678. PLANY NA 2026 ROK.

650. RUMUNIA 2025 cz.1