656. H & H. PAKISTAN 2025. cz.3
Dziś ekipa zmierza w kierunku Karakorum, ku granicy z Chinami. Celem wioska Sin Shal (albo jakoś tak?). Ok. 50km samego offu, raczej wymagającego: wąsko, luźne kamienie, ślisko, przeprawy przez rzeczki. Trasa ciężka, jedna z dziewczyn nie ma już siły wracać samodzielnie, więc wsiada do auta, a na jej moto jedzie pracownik Sambora. W pokojach zimno, nie ma ogrzewania. Śpią w dresach i we wszystkim co się da założyć, przykryci po nos kocami. Wieczorem słychać tylko szczękanie zębami.
Kolejnego dnia zmieniają hotel, rano przewożą do niego bagaże. Na lekko, bez bagaży jadą do doliny Chapur San tuż przy granicy z Afganistanem. Ominęła ich szczególna atrakcja, gdyż za dwa dni była wymiana ognia na granicy z Afganistanem. Ta zabawa w wojnę powtarza się co jakiś czas. Może nie koniecznie w tym miejscu. Trasa ok. 140km offu, ciężka. Droga biegnie po zboczach, chociaż są też wypłaszczenia. Jazda wymaga koncentracji ( i umiejętności) z powodów jak wyżej. Na końcu szlaku znajduje się klasztor. Po stronie afgańskiej widać majestatyczny siedmiotysięcznik ! Jedna dziewczyna jest wykończona i narzeka, że nie daje rady. Facet z kolei zaliczył glebę i potłukł obojczyk. Na szczęście tylko potłukł - bo byłby problem. Prędkość była nieduża - jak to na offie. Są wiec pierwsze ofiary ! Podróżują na sporych wysokościach, ponad 3tys. m. , więc towarzyszą im objawy choroby wysokogórskiej, głównie ból głowy, w cięższych przypadkach wymioty. Choroba wysokogórska daje się bardzo we znaki i pozbawia dotkniętego nią, woli działania. Dlatego podziwiam zawsze alpinistów (którzy przecież nie są od niej wolni) za determinację i wolę walki. H & H jakoś sobie z nią radzą na szczęście. W drodze powrotnej, w jakiejś zapadłej wsi jedzą b. dobry obiad, znacznie lepszy niż sugerowałby to wygląd lokalu. Jedzenie, mimo warunków w jakich są serwowane posiłki, ogólnie jest dobre. Uciążliwością są wyłączenia prądu w hotelach między 20.00 a 24.00.




Komentarze
Prześlij komentarz