654. HUBI & HUBERT PAKISTAN 2025. cz.1
To będzie kolejna relacja " z drugiej ręki". Dwóch Hubertów z Kielc jest na wyprawie z Samborem w Pakistanie. Ruszyli we czwartek i polecieli do Islamabadu z przesiadką w Doha w Katarze. Tam spotkali pięcioro uczestników wyprawy (w tym parę polsko-czeską), którzy utknęli przez dobę na lotnisku z powodu odwołanego lotu. H&H mieli więcej szczęścia, gdyż udało im się przebukować bilety. Z Doha polecieli do Skardu, gdzie jest początek ich trasy. Z lotniska zabrał ich Sambor do hotelu przed którym czekały na nich Hondy crf 300. Wieczorem wspólna kolacja, omówienie planów wyprawy. Rano rozpoczął się pierwszy dzień jazdy.W planie był kierunek na Nanga Parbat, ale pogoda (śnieg) zmusiła ich do zmiany planów i kierunku. Po kilkudziesięciu kilometrach w drodze do Karimabadu przed Gilgti musieli zrobić objazd z powodu jakiejś strzelaniny (!) w mieście. Zaczyna się jak u Hitchcoca! Trzymajmy kciuki za nich! Żeby objechać miasto musieli zrobić 30km off roadu, który bardzo sobie chwalą. W ekipie są 3 kobiety: jedna jako plecak i dwie kierownice (feminatyw). Dziewczyny wymiatają na motorach, aż miło patrzeć. Chociaż nie wiadomo, czy bardziej nie należy podziwiać tej pasażerki, która na wybojach stara się nie oddzielić od siedzenia i wylądować na poboczu. Ekipa liczy 12 osób. Sambor z Jankesem (pracownik) jadą Hiluxem z bagażami. Motocykle dobrze się spisują i chyba idealnie nadają się na takie wyprawy bez bagaży. Pierwszego dnia zrobili 130km w 6,5 godz. Drugiego 200km w 8 godz. W takim terenie, z postojami to normalne. Uroku dodaje popadujący śnieg na tyle gęsty, że przemoczył Hubiego do suchej nitki z powodu niedopiętej kurtki. Pierwsze dwa noclegi w hotelach średniej jakości. Trasy górskie, najwyższy pokonany punkt 4300mnpm. Zatrzymali się aby obejrzeć siedmiotysięcznik, ale z powodu mgły widać go było jedynie do połowy. 4300m to już poważna wysokość na której ujawniają się objawy choroby wysokogórskiej. Pierwszy zgrzyt: podzielili się na dwie grupy, H&H z innymi osobami jechali z przodu i zatrzymali się na jedzenie. Dwóch pozostałych z tyłu zajechało wcześniej na obiad bez uzgodnienia i powiadomienia - a oni czekali godzinę przekonani, że mogło im się coś przydarzyć. W końcu pojechali dalej bez obiadu. Jazda w grupie wymaga jednak pewnej dyscypliny i wyobraźni, której tu zabrakło.













Komentarze
Prześlij komentarz