576. MAROKO 2024. 13.X. TETUAN - AL HOCEIMA - TAZA

                                           

Zapomniałem napisać, że jeszcze w Maladze, po zainstalowaniu GPS (BMW Navigator VI) okazało się, że się zawiesił i żadne próby odblokowania, resetowania i wyjmowania  baterii - które zwykle działały - nie przyniosły rezultatów i po dwóch dniach prób go zdemontowałem. Tym sposobem zostałem bez nawigacji. Mogłem wprawdzie korzystać z telefonu, ale plama była. Nie lubię korzystać z Google Maps w telefonie, bo często w najbardziej skomplikowanej sytuacji drogowej jakieś połączenie wytrąca go z równowagi.  

Po skromnym jak zwykle śniadanku ruszamy na szlak. Dziś pierwszy dzień prawdziwej jazdy. W planie Al Hoceima leżąca nad Morzem Śródziemnym. Do wyboru dwie drogi: przez Góry Rif lub wzdłuż wybrzeża. Wybieramy drugą opcję ze względu na widoki, ale też ciekawszą drogę. Pierwsza połowa trasy ma gorszą nawierzchnię, druga jest już znacznie lepsza. Ale najlepsza trasa prowadzi z Al Hoceima do Taza. Super nawierzchnia, szybkie zakręty, dwa pasma w każdą stronę. Jeżeli w muzułmańskim raju czeka na faceta 40 dziewic, to w naszym 40 takich tras. Jednak trzeba uważać. Po ulewach, a nawet powodziach które niedawno nawiedziły Maroko -  jezdnia, która zazwyczaj nie jest tu idealnie czysta - teraz jest pokryta warstwą kurzu. A w najniższych miejscach drogi często stoją jeszcze błotne kałuże, których najwyraźniej nikt nie ma zamiaru uprzątnąć i dopiero samochody je roznoszą po asfalcie. Nocujemy w pensjonacie za Taza, trochę w bok od głównej drogi. Po zakwaterowaniu schodzimy na dół na piwo. Piwo w restauracjach jest drogie: od 5 do nawet 10EUR za puszkę. W sklepie po 3 EUR, ale cen nie ma-  więc tak naprawdę do końca nie wiadomo ile kosztuje.


 

Po jakimś czasie przed nasz pensjonat zajeżdża gościu na rowerze. Na kawałku trawnika  rozkłada kawałek folii i stawia namiot. Zapraszamy go na piwo i chipsy. To Francuz, prawdziwy globtroter. Teraz jest w podróży od kilku tygodni, ale wcześniej bywał na wielomiesięcznych wyprawach po różnych częściach świata. Miło nam się gawędzi do wieczora. Radek nawet chodzi do pobliskiego sklepu aby dokupić piwa. Francuz jakoś się nie wyrywa, aby nam postawić. To jeden z takich super wieczorów, gdy spotykają się podróżnicy w nieoczekiwanych miejscach i opowiadają o swoich przygodach. W końcu przecież i my nie sroce spod ogona... Czasami można się dowiedzieć o ciekawych, szerzej nie nieznanych  miejscach przy już  planowanej trasie.To dla mnie jest esencja podróżowania: ciekawe miejsca, ciekawi ludzie, dobrane towarzystwo.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

691. AMERYKA PŁD. 2026. POSZŁY KONIE...

678. PLANY NA 2026 ROK.

650. RUMUNIA 2025 cz.1