522. SPOTKANIE W SKRUDZINIE 76. cz.1

 

Chyba Sławek rzucił pomysł, żeby zrobić wypad w nowosądeckie, który od razu został skwapliwie podchwycony. Termin: 13 - 16.czerwca 24. Wynalezieniem kwatery zajęła się Magda, która ma dobra rękę do wynajdywania dobrych miejsc. Tym razem wybrała prywatny apartament w Skrudzinie, niedaleko Nowego Sącza.  Na fotach wyglądał obiecująco. !3ty wypadał w czwartek, więc z rana startuję w trasę, która ma liczyć nieco ponad 500km. Ma padać, więc do mojego budżetowego kombinezonu Adrenaline wpinam ocieplacze wraz z membranami.  Wykonany jest w dużej części z tkaniny typu "mesh" - więc b. przewiewny. Jadę TT 800.  Gdy wyjeżdżam świeci słońce, więc już po 40km, na stacji benzynowej w Pułtusku rozbieram się, bo mi gorąco. Kilkadziesiąt kilometrów za Warszawą, już na S7 zaczyna popadywać, więc staję pod wiaduktem obok jakieś pary na motocyklu, która już jest w trakcie ubierania deszczaków. Robię to samo. Deszcz nie jest wielki, pada przez kilkanaście kilometrów, raczej jadę tylko po mokrej nawierzchni. Po kilkudziesięciu kilometrach przestaje i rozbieram się ponownie. Nienawidzę tego. Jak ma padać to niech pada. Ubieram się i jadę. Najgorsza jest taka zmienna pogoda. Przed Książem Wielkim skręcam z siódemki i jadę na południe przez Kazimierzę Wielką i Nowy Sącz. 

W Sączu mam małą przygodę. Ulica jest zamknięta z powodu remontu. Ale ja nie przejadę?! Więc jadę, aż napotykam wielka kałużę, rozlewisko raczej. Nie ryzykuje przejazdu, bo może być głęboko, może być zalany jakiś wykop i nie przejadę. Ale obok jest zrobiony wąski chodniczek dla pieszych. Od strony ulicy odgrodzony siatką, a z drugiej znaczny spadek terenu. Wjeżdżam na niego i do przodu. Niestety w jednym miejscu na środku stoi słup. Kierownica się nie mieści. Nie mam wyjścia: ani zawrócić, ani jechać. Pcham się na siłę, siatka trochę ustępuje i rysując lusterka oraz handbary jakoś się przeciskam. Raz już kiedyś miałem taką sytuację, gdy zjechałem na prowizoryczna kładkę dla pieszych obok remontowanego mostu. Zjechałem po niej mocno w dół i okazało się, że nie mieszczę się między poręczami. Też udało się, bo poręcze były cienkie i nieco ustąpiły. Mam jakąś taką skłonność do ryzyka i np. sprawdzam czy dojadę do kolejnej stacji benzynowej mimo, że komputer pokazuje już zero. Raz musiałem pchać motocykl kilkaset metrów do stacji benzynowej, a raz kamperem dojechałem z rozpędu pod dystrybutor, gdy na dojeździe zgasł już silnik.



Dojeżdżam do Skrudziny, GPS wskazuje miejsce oznaczone nr 76, ale takiego domu nie ma. Dzwonię do Huberta. Już są na miejscu, ma wyjść na ulicę. Krążę, ale go nie widzę. Dzwonię ponownie. Mówi, że mnie słyszał, a więc to gdzieś blisko. Zawracam, jadę dalej niż poprzednio. Jest. Stoją z Magda przed otwartą bramą. Wjazd na posesję niespecjalny. Jest stromo, tak ze 30 stopni w górę, a podjazd wysypany warstwą 20cm luźnego szutru. Ruszam w górę. Przednie koło grzęźnie w kamieniach, tylne traci przyczepność. Gleba na prawą stronę!  Ale wstyd. Motocykl nie ucierpiał, ale moje ego się potłukło. Pomagają mi podnieść Triumpha, asekurują, wjeżdżam na parking, który wygląda tak samo, tylko jest płasko. Jest z nimi Andrzej, który u nich nocował. Wyjaśnia się tajemnica, dlaczego nie zmokli po drodze - czego dowiedziałem się przez telefon od Huberta. Oni swoje motocykle przywieźli na lawecie. No to mamy remis: obciach, za obciach. Sławek z Adamem - ostatnio nierozłączna para - mają dojechać wieczorkiem. I dojeżdżają. Zwiedzamy kwaterę - jest olśniewająca. Stary dom po gruntownym remoncie, urządzony ze smakiem. B. czysto. W kuchni kompletne wyposażenie, łącznie z ekspresem i zapasem kawy oraz zmywarką z zapasem chemii. Ogromna ilość szklanek, kieliszków, talerzy i wszelkiego dobra. Na dole kuchnia z jadalnią i duży salon z wielkim telewizorem. I  WC z napisem SROC. Na górze cztery sypialnie i dwie łazienki. Grill gazowy przed domem, miejsce na ognisko z grillem, zapas drzewa. Piszę tak obszernie, bo miejsce warte polecenia. Nocleg za 3 doby - 270 zł od osoby! Jedziemy do miasta po zakupy. Chleb, wędliny, soki, etc i sporo alkoholu na wieczór. Przyjeżdżają Sławek z Adamem. Pomagamy Gold Wingowi Adama wspiąć się po szutrze na parking. Wieczorem impreza do późnej nocy i nocne rodaków rozmowy.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

691. AMERYKA PŁD. 2026. POSZŁY KONIE...

678. PLANY NA 2026 ROK.

650. RUMUNIA 2025 cz.1