519. MONTENEGRO 2024. cz.10
O 10tej musimy opuścić pokoje, bo wchodzi ekipa sprzątająca. Pociąg mamy o 17.25. Do Splitu jest coś z 50km, więc mamy nadmiar czasu. Chciał - nie , jedziemy na dworzec i tam będziemy czekać. Razem z nami ruszają Hubi z Magdą i Darek. Ma padać po drodze. Oni jadą w trójkę do Kielc na kołach. Ten "dworzec" to grube nieporozumienie. Obok jest dworzec autobusowy i port promowy. Trudno uwierzyć, ale w takim miejscu nie ma żadnej poczekalni, nie ma żadnej restauracji ! Są tylko ohydne bary, z podłym jedzeniem. Czekanie dłuży się. Powoli zjeżdżają się motocykle. W końcu podstawiają lory. Zaczynamy zajmować miejsca. Ekipa mocująca motory jakaś nieporadna, jakby pierwszy raz to robili. Trzeba ich pilnować i kontrolować co zrobili, bo gotowi zamocować motocykl za lusterko lub kierunkowskaz. Po jakiejś godzinie podstawiają wagony sypialne, można zająć miejsce i przebrać z motocyklowych ciuchów. Umyć się. Droga powrotna tradycyjnie nie jest już tak radosna, jak w przeciwna stronę. W końcu, po małym opóźnieniu ruszamy. W przedziale czekają na nas standardowe paczki: buteleczka musującego wina, krakersy, woda. Wypełniamy zamówienia na śniadanie. Wieczorem idziemy spać, że świadomością, że impreza się skończyła. Został już tylko nieciekawy powrót autostradami do domów.


Komentarze
Prześlij komentarz