516. MONTENEGRO 2024. cz. 7

 



Dziś zmieniamy kraj i miejsce zakwaterowania. Jedni chcą jechać autostradą, inni wręcz przeciwnie - tak, że grupa dzieli się na podgrupy. Najwcześniej wyjeżdżają Hubi z Darkiem, gdyż jadą do Splitu odebrać Magdę z lotniska. Rano śniadanie w większości przygotowane przez Adama, sprzątanie, pakowanie i w drogę. Ja ze Sławkiem startujemy jako ostatni. Sławuś prowadzi. Jedziemy wąską drogą wzdłuż zatoki, po stronie wody. Jest naprawdę wąsko i trzeba uważać, bo za skarpą betonową jest od razu woda. Po jakimś kilometrze czuję silne ukłucie i ból w okolicach krtani. Najwyraźniej coś mnie użarło. Staję, zdejmuję kask i rękawice. Sławuś nie patrzy w lusterka, nie widzi, że się zatrzymałem i jedzie dalej. Śpieszę się żebyśmy się nie pogubili, bo moja nawigacja z BMW wariuje. Pojawia się komunikat,  "pamięć przepełniona !!! i nie może wyznaczyć trasy" do Trogiru, gdzie mamy dojechać. To największa wada tego urządzenia, która je dyskwalifikuje, bo nie zawsze nawet reset pomaga!. Użądliło mnie coś.  "Cosia" nie widać, więc ruszam dalej. Za chwilę użarło mnie ponownie, tym razem powyżej pępka. Albo wpadły mi za koszulkę dwa owady, albo ten pierwszy jest wkur.... i się mści! Staję ponownie, zdejmuję kurtkę - z za ubrania wypada sprawca. Ubieram się - trochę to trwa, a Sławuś pojechał. Ruszam. Za kilka km stoi i czeka na mnie. Ruszamy. On wciska się między samochody i pędzi do przodu. Ja ze swoimi kuframi się nie mieszczę, a samochód przede mną stoi i przepuszcza nadjeżdżających z przeciwka - bo wąsko. Gonię go kilka kilometrów, bo przede mną ukazał się motocykl. Ale coś jest nie tak. Zatrzymuję się i dzwonię do niego. Okazuje się, że zjechał na prawo do promu, a ja wpatrzony w uciekający motocykl nie zauważyłem go. Oczywiście kłótnia - kto dał ciała. Nie możemy się wzajemnie przekonać. Sprawę zamyka moje "pier.... się". Prowadzi lecz nie patrzy w lusterka, a ja bez nawigacji. Pojadę sam jak ma mnie tak prowadzić. Wracam na prom, on już popłynął. Jadę wolno w kierunku Splitu. Zatrzymuję się przed miastem, w restauracji jem obiad. Kurczak w sosie gorgonzola i frytki. Dostaje cały półmisek frytek, tak jak ze 3 duże porcje w M Donaldsie. Do tego mineralna. Razem ok. 10 EUR. jak na Chorwację - tanio. Nad morzem jest zdecydowanie drożej.  Robię sobie dłuższą przerwę, odpoczywam - bo gorąco. Ruszam do Trogiru. Jest nowy most i nie ma już takich korków jak kiedyś gdy jechało się przez stary, zwodzony. Odnajduję kwaterę, która jest w drugim rzędzie budynków od drogi. Wszyscy mają kwatery w bloku w apartamentowcu. Ja z Krzyśkiem w oficynie: duży pokój i duża kuchnia z wersalką. Krzysiek wspaniałomyślnie oddaje mi sypialnię. Wieczorem idziemy na stare miasto Trogir jest uroczy - jak zresztą większość miast nadmorskich w Chorwacji. Jest drogo. Oczywiście ze Sławkiem jest już zgoda.



Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

691. AMERYKA PŁD. 2026. POSZŁY KONIE...

678. PLANY NA 2026 ROK.

650. RUMUNIA 2025 cz.1