485. SOUTH AMERICA - 2024. dzień 17

 

Ostatnie relacje na podstawie których piszę bloga z obecnej wyprawy stawały się coraz krótsze. W końcu dziś udało mi się zmotywować grupę do odrobienia pracy domowej i zamieszczam trochę informacji z ich dotychczasowych przygód. Otóż np. w Boliwii część dróg biegnie po terenach zalewowych ( w czasie opadów )  w związku z czym samochody wyznaczają sobie objazdy nowymi trasami, które nie zgadzają się z mapami. Czasami droga jest zaorana, aby uniemożliwić turystom dostęp do niektórych lagun, np. Laguna Colorado. To powoduje, że kilka razy zmylili drogę i musieli zawracać. W "hotelach"  warunki często są spartańskie, np. nie ma światła aż do wieczora i potem w nocy. Jakoś się już zaaklimatyzowali do wysokości i już nie mają większych problemów. Teraz dopiero się dowiedziałem, że na Uturuncu wjechali wynajętym Nissanem Patrolem i mieli przewodnika. Auto stare , 30letnie, pięło się w górę na łysych oponach, przebijało się przez zaspy. Kierowca chciał jak najwyżej ich wwieźć, a oni mieli pełne gacie, że się zsuną w dół. Wjechali na 5600m i dalej było z kamasza. Ze szczelin wydobywała się siarka, panował wielki smród.    Z początku było w miarę  pochyło, ale potem zrobiło się stromo. Piotrek niósł plecak z wodą, dronem. aparatem, itp. Najgorzej znosił wysokość Hubert, który oddawał przewodnikowi (Wołodimirowi) co mógł do niesienia. Nawet telefon. Korzystał z tlenu. Grzesiek też średnio znosił wysokość. W najlepszej kondycji był zdecydowanie Piotrek.  Filmowanie z drona, fotografie, potem szybko w dół - bo szło załamanie pogody. Część trasy w dół po śniegu zjeżdżali na dupie. Po powrocie satysfakcja ogromna, że dali radę, że się udało. Było ciężko, Naprawdę.  









Drugiego dnia droga do Uyuni to dramat - we znaki dają się tarki na szutrach. Motocykle rozkręcają się, najbardziej Radka. Prawie zgubił kufer centralny ze stelażem. Po deszczach droga jest kiepska, sporo przepraw prze wodę. Na solnisko wjechali motorami, a tam znaleźli gościa, który zabrał ich na pakę samochodu i pojechali zwiedzać. Na solnisku dużo ludzi, samochodów, nawet motocykli. Pewnie wypożyczonych - bo przecież wkrótce zardzewieją! Tam też deszcz ich zgonił na ląd.


A tymczasem:  Hubi był w końcu u lekarza: stwierdził silne stłuczenie, uraz ścięgna. Generalnie nie najgorzej w stosunku do tego czego się można było spodziewać. Co nie znaczy, że mniej bolało.

A tymczasem: grupa wyrusza Z Uyuni drogą nr 30 na północ.Po drodze zwiedzają muzeum parowozów. Jadą na północ obok jeziora Lago Poopo. PO drodze niespodzianka. Na dwupasmówce łapie ich policja za szybkość. Propozycja 4 x 200, po długich targach stanęło na 600 boliwarów. Krajobraz się zmienia, pojawiają się rośliny, a nawet drzewa. Domy lepiej wyglądają, widać nawet pola uprawne i jakieś maszyny. Przejeżdżają przez miasto Oruro. Dominujące wspomnienie - potworny smród. Przed miastem kończy się paliwo u Grześka i Piotrka. Przelewają z baniaków i dojeżdżają do stacji benzynowej.  Tankują cena na słupku ponad dwieście, właściciel chce 500 b. Podobno cudzoziemcy płacą podwójnie. Do tankowania potrzebny paszport. Staje na 400 b, ale nie mogą zatankować do baniaków! Po przejechaniu ponad 500km dojeżdżają do stolicy La Paz . Idą zjeść coś lokalnego - czyli do chińczyka



. Piotrkowi coś nie posłużyło. Chłopaki idą oglądać miasto - Piotrek zostaje w pokoju.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

691. AMERYKA PŁD. 2026. POSZŁY KONIE...

678. PLANY NA 2026 ROK.

650. RUMUNIA 2025 cz.1