482. SOUTH AMERICA - 2024. dzień 14

 Zacznę od Hubiego. Jak wiadomo dotarł do Santiago. Niestety pech go nie opuszcza i idzie mu jak  "kurwie w deszcz"  - jak mawiał mój wuj. Miał tu przebukować bilet powrotny w Air France. Z początku miało być prosto:  80 $ i po sprawie. Ale wynikł jakiś problem i za drugim podejściem okazało się, że nie 80 tylko dopłaci 300   -  a potem, że nie ma miejsc. Za trzecim podejściem załatwił bilet w KLM do Amsterdamu, z międzylądowaniem w Paryżu. Lot ma trwać 17 godzin !  Ale dopiero jutro jest lot, więc jeszcze jeden dzień spędzi w Santiago. Żeby dopełnić tragicznego obrazu - w czasie kąpieli poślizgnął się,  przewrócił się i uraził w bolący bark. Niech Bóg ma go w opiece. Trzymajmy kciuki za jego szczęśliwy powrót. Udało mi  się jeszcze dowiedzieć od Hubiego, że razem z kierowcą Sergio jechała jego żona i syn. To prości ludzie z jakiejś wioski w Andach i dla nich była to podróż życia. Szczególnie nocleg w Hiltonie jaki zafundował im w Iquiquica po drodze, był dla nich bajkowy. Nigdy nie byli w takim miejscu i może już nigdy w życiu nie będą. Byli b. skrępowanie, nie wiedzieli jak się w takim hotelu zachować. Mimo, że śniadanie mieli hotelowe - jedli je w pokoju. Sergio był pomocny przy negocjacjach na granicy z Chile, przy rozładunku w porcie. Generalnie sympatyczna rodzina.  A po pożegnaniu z Hubim pojechali nad ocean zobaczyć morze i plażę. Tym sposobem obie strony były zadowolone ze wspólnie odbytej podróży,  aczkolwiek z zupełnie różnych powodów.

Chłopcy natomiast ruszyli rano  w stronę granicy z Boliwią. Z lokalizacji wynika, że dotarli dosyć daleko. I tyle. Nie ma od nich wiadomości ale wiemy, że w Boliwii będą problemy z zasięgiem, więc musimy uzbroić się cierpliwość i liczyć się z przerwami w relacjach.  Piotrek dzwonił do mnie z granicy chilijsko-boliwijskiej, ale akurat byliśmy z Jolą w teatrze i nie mogłem odebrać połączenia.  Pisali tylko krótko, że na granicy jest ogromny burdel - cokolwiek by to miało oznaczać. Wieczorem po zakończeniu etapu przychodziły do mnie wiadomości i foty. Wczoraj nie doszły, więc zakładam ,że są poza zasięgiem internetu i na razie nie dotrą. Ale wieczorem zajrzyjcie na stronę - może będzie aktualizacja!  Dotarli do m. Pena Barrosa na wys. ok.4200mnpm.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

691. AMERYKA PŁD. 2026. POSZŁY KONIE...

678. PLANY NA 2026 ROK.

650. RUMUNIA 2025 cz.1