481. SOUTH AMERICA - 2024. dzień 13
Dziś dzień lajtowy. Rano śniadanko, jajecznica z 15 jajek na szynce. Posiłek wydaje Hubert. Wczoraj w recepcji była nieprzyjemna sytuacja. Za hotel mieli zapłacić 203 $. Gdy zaproponowali 200 $ właściciel wpadł w szał i o mało co nie doszło do bójki. Hubert pauzuje, bo zna miejscowe atrakcje, w objazd po okolicy jedzie trójka. Przed wyjazdem muszą jeszcze zmienić hotel bo tu nie ma miejsca na dziś. A ponieważ kupili wczoraj 24 jaja - spożywają resztę jako sadzone. Testosteron będzie z nich buchał. Jakoś nie pokazują tego basenu przy hotelu, więc pewnie to był pożarowy z żabami. Grupa wycieczkowa pojechała do punktu widokowego 3 Marie. - The three Marias Valley of the Moon Na miejscu okazało się, że droga zamknięta dla pojazdów. Piotrek z Grześkiem idą z kamasza 1200m pod górę w strojach motocyklowych ! Radek po 200m wraca. Na wierzchołku okazało się, że dojazd jest, tylko z drugiej strony. Za to widoki były podobno przepiękne. Ponadto zobaczyli Ojos del Salar, Lagunę Tebinquinche - vide internet. Radek po powrocie zjadł kolejne jaja. Chyba bycze bo duża porcja, gdyby była mniejsza to by znaczyło, że w pojedynku poległ torreador.
Hubiemu udało się dotrzeć do Arica. Sergio pomógł jeszcze przy zdejmowaniu motocykla przy pomocy widlaka, zainkasował należność i ruszył w drogę powrotną. Hubi musiał kupić drugi bilet lotniczy (przebukowanie kosztowałoby tyle samo - a więcej zabawy) za 110 $ i po 17 godzinach od noclegu w Iquique, bez jedzenia dotarł do Santiago. Bez jedzenia, bo lotnisko w Arica w remoncie, nie ma gdzie usiąść a tym bardziej zjeść. Kible kontenerach. Hotel budżetowy w Santiago 250 $. Taniocha. Teraz czeka na połączenie do Europy.
















Komentarze
Prześlij komentarz