480. SOUTH AMERICA . dzień 11. DODATEK NADZWYCZAJNY
Winien jestem teraz wyjaśnienie co się stało dnia 11tego wyprawy. Nie pisałem całej prawdy na prośbę Hubiego, który nie chciał stresować rodziny - głównie córek, które śledzą tego bloga "Świat nie torba, świat nie kurza dupa" - jak pisała Wisłocka. Mleko się wylało i wiadomości z drugiego końca świata dotarły już do Polski - piszę więc jak było. Otóż okoliczności wypadku były takie jak opisałem, z tym tylko, że ucierpiał kierowca, a nie motocykl. Hubi zbyt szybko pokonywał wyrwę spowodowaną przez wodę, stracił równowagę po wjechaniu w dół, w efekcie tego upadł tak nieszczęśliwie, że uderzył barkiem w skarpę drogi. I doznał urazu obojczyka .Był w takim stanie, że nie mógł kontynuować jazdy. Hubert sprowadził pomoc, żeby zwieźć rannego na kwaterę. Pomoc w postaci pickupa policyjnego. Policja nie tylko pomogła zwieźć motocykl, ale nawet pomagała nosić rzeczy. Ale tam gdzie wcześniej nocowali nie było lekarza, a do najbliższego rentgena 160km. Hubi zdecydował, że w tej sytuacji wraca do Polski. Trzeba było zorganizować transport motocykla i jego do Arica, gdzie planowo mieli po wyprawie zostawić motocykle, przebukować bilet do Santiago i potem do Polski. Ale do Arica jest równo tysiąc kilometrów, jazda potrwa 13 - 15 godzin w/g nawigacji, a w praktyce pewnie znacznie dłużej uwzględniając stan dróg. Trzeba znaleźć chętnego z samochodem no i pokryć koszty. W końcu znaleźli chętnego i zaczęły się negocjacje ceny od 2100$, a po długich targach i wsparciu całej grupy, kierowca zszedł do 1700$ - co też jest sporą kwotą, nawet przy obecnym, niskim kursie dolara. Umowa stanęła; o 6 rano dnia następnego kierowca zajechał po Hubiego i wystartowali. Hubi długo się nie odzywał do nas, i już się denerwowałem czy wszystko jest OK? W końcu odezwał się po południu. Jadą! Wprawdzie z przygodami, bo gdzieś na górskiej drodze ciężarówka przed nimi utknęła w błocie, blokowała przejazd i zanosiło się na długi postój. Na szczęście jego kierowca (Sergio) po długim namyśle zdecydował się pokonać rozlewisko i się udało. Dojechali w końcu do granicy z Chile i tu problem. Każą zdjąć motocykl z paki i Hubi ma nim przejechać przez granicę! Po długich targach strażniczka ulitowała się, podpowiedziała co ma mówić na kolejnym posterunku i zadzwoniła do gościa, żeby ich przepuścił. Miał mówić, że za granicą ktoś ma go odebrać i jadą dalej. Do celu nie dojechali, zatrzymali się na nocleg. Zostało im 4,5 godziny jazdy. Hubi skarży się na ból - co zrozumiałe. Dzwonił do Sambora, który oferował auto, żeby mógł dokończyć eskapadę, ale to nie był dobry pomysł. Sambor ma w grupie lekarzy i ma zorganizować teleporadę, co i tak sytuacji nie zmieni. Moim zdaniem powinien w Arica iść do lekarza, zrobić RTG i założyć usztywnienie na bark. Niewykluczone, że będzie potrzebny zabieg. Jeżeli jest złamanie ( a na to wygląda) nie powinien tak długo zwlekać. W domu będzie za dwa, może trzy dni dopiero.
Po konsultacji Hubi dowiedział się, że prawdopodobnie ma uszkodzony rotator barku - cokolwiek by to miało znaczyć.



Komentarze
Prześlij komentarz