476. SOUTH AMERICA - 2024. dzień 9

 

 Chłopcy niewyspani. W nocy było bzykanie i teraz chłopcy się denerwują co z tego wyniknie?

Bzykały moskity prawdopodobnie, a jak wspominałem wcześniej na przeważającej części terenów  ( na mapce zaznaczone na zielono)  po których się poruszają panuje denga i staje się to problemem  dla Argentyny.  Na szczęście  rzadziej występuje w wysoko położonych lokalizacjach. Ale ryzyko jest. A właśnie pojawiły się na noclegu komary i jak to mają w zwyczaju - gryzą.

Dziś ruszyli trochę wcześniej niż zwykle. Jadą na północ drogą nr 43. Potem odbijają od niej jadąc dalej na północ - podczas gdy droga skręca na zachód. Jest coraz wyżej, aż do 4800 mnpm.  Jadą do wulkanu Galan i Laguny Diamante, po czym po krótkim pobycie wracają do rozwidlenia dróg, by w miejscowości El Penon wrócić na drogę nr 43. Pierwszy wulkan zaliczony. Sam wulkan był niewidoczny, zakryty chmurami. W lagunie flamingi, po drodze dużo lam. Podjazdy i zjazdy chwilami bardzo strome, a podłoże dosyć miękkie, trochę jakby żwirowe. Nie obyło się bez upadków. Zdarzyło się Radkowi i Hubiemu. Upadki niegroźne, po utracie równowagi w koleinach. Problemem jest podniesienie motocykla z tymi wszystkimi klamotami. Każdy wysiłek na tej wysokości to długi czas dochodzenia do siebie z braku tlenu. Wysokości w pobliżu 5 tysięcy metrów to już poważna sprawa. Nawet motocykle to mocno odczuwają, bo zmienia się mocno skład mieszanki paliwowo-powietrznej na bogatą w paliwo. Widać to na filmach, gdy ruszają pod górę na miękkim podłożu i wyraźnie brak im pełnej mocy. W planie była jeszcze wycieczka do formacji skalnych, ale nie ma entuzjazmu do projektu. Wysokość wyczerpuje i nie zależy to od postury kierowcy. Podnoszenie motocykla na tej wysokości, to wysiłek dla płuc taki jak mały maraton. Niezależnie od zmęczenia jest ryzyko, że może im zabraknąć paliwa. A w tej okolicy to już mógłby być poważny problem. Wbrew moim oczekiwaniom nie pojechali na północ, lecz na południowy zachód. Po drodze mijają kilka malowniczych wysokogórskich jezior.  Udaje im się kupić benzynę od handlarza. Ta forma sprzedaży paliwa w butelkach występuje na całym świecie w miejscach gdzie są problemy z paliwem. Ja spotkałem się z nią pierwszy raz w Lesotho w czasie wyprawy do RPA. W tej sytuacji mogli sobie pozwolić na zaliczenie dodatkowej atrakcji: Campo de Piedra Pomez. 

 


To miejsce w którym występują ciekawe formacje skalne -  jedna z polecanych atrakcji turystycznych w tym rejonie. Dojazd okazał się b. ciężki, gdyż był spory odcinek jazdy po kopnym piachu. Wszyscy, za wyjątkiem Grześka kładli się po kilka razy. Nawet Piotrek znany kozak chciał już zawrócić. Na szczęście miejsce okazało się ciekawe, warte tego potwornego wysiłku przy podnoszeniu i przepychaniu motocykli na tej wysokości. Potem wracają do drogi nr 43 i zmierzają na północ zgodnie z planem. Jadą do m. Antofagasta de la Sierra. Po drodze widać kilkanaście wulkanów. Niektóre z czarnymi, oblanymi lawą zboczami, wyglądającymi jakby dopiero co zakończyły swoja aktywność. Nocleg na wysokości 3400m. Komary ponownie dają im się we znaki. Liczą tylko, że to nie nosiciele dengi. Dzisiejszy etap mimo, że nie najdłuższy był morderczy zważywszy, że towarzyszył im upał do 40 stopni. Grzesiek pisze, że  "piaskoterapia"  była skuteczna: Hubi pyta się retorycznie na ch.., żeśmy tu przyjechali, nawet Piotrek twierdzi, że nie ma siły wsiąść na motor, a co dopiero go podnosić. Na tej wysokości i takim upale to naprawdę ogromny wysiłek.












Komentarze

Popularne posty z tego bloga

691. AMERYKA PŁD. 2026. POSZŁY KONIE...

678. PLANY NA 2026 ROK.

650. RUMUNIA 2025 cz.1