474. SOUTH AMERICA - 2024. dzień 7.

 

 Chłopakom doszła jeszcze jedna niespodziewana atrakcja: DENGA.  Choroba wirusowa przenoszona przez komary. Rząd Argentyny dwa dni temu ogłosił, że jest zagrożenie epidemią. A nieszczęścia chodzą parami.  To co się dziś u nich dzieje jest niewiarygodne. Przez cały dzień walczą z dziurami w dętce i oponie Grześka. Najpierw pojechali na wydmy i tam Grzesiek złapał kapcia. Już wcześniej miał uszkodzona oponę, rozerwaną na długości 5- 7cm - między kostkami bieżnika.

 


 Okazją, pickupem zawieźli motor do wulkanizatora, który założył łatę na oponę od wewnątrz, dziurawą dętkę wyrzucił założył nową i sprzedał im drugą nową dętkę na zapas. Ujechali 1o km - kapeć. Zdjęli koło, Radek zawiózł koło do wulkanizatora z reklamacją. Okazało się, że nie. Jest nowa dziura! W tzw. międzyczasie rozpoczęła się sjesta. Trzeba było czekać 2 godziny, aż się skończy. Wulkanizator wrócił w końcu do  roboty. Sprawdził. Nie, łatka nie puściła. Nowy gwóźdź.  Załatał dętkę, bo już nowej nie miał. Napompował - OK. Przejechali 50 km. Kapeć!!! Do tego zaczął padać deszcz. Wcześniej obdzwonili wszystkie warsztaty w promieniu 50km. Gdzieś daleko była podobna opona, ale nie zdecydowali się na kupno, bo fachman zapewniał, że łatka wytrzyma. I teraz już nie wiedzą o co chodzi. Bo ta załatana szczelina  w oponie, po napompowaniu nieco się rozeszła  (bo jest przecięty karkas - czyli siatka, która jest elementem konstrukcyjny opony)  i jest szpara taka, że można zapałkę włożyć. Radek ok. 21.00  melduje taką sytuację:  on jest w hotelu w m. Tinogasta przy drodze nr 3, leje deszcz, a chłopaki gdzieś latają, żeby coś załatwić. Ale jest już weekend i szansa na znalezienie opony jest zerowa. Oczywiście - bo nie mogło być inaczej - ekipy endurowców już się wyniosły w niewiadomym kierunku, a największa szansa była na zdobycie opony od nich. W razie wątpliwości: opona Grześka nie jest stara, firmy Heidenau z 2023 r.  Heidenau to firma z tradycjami od 1947 roku bodajże, wprawdzie enerdowska ale porządna. Przypomina mi się  w tym  miejscu jedna z wypraw do Maroka. Tomek z Radomia jechał na nowej zupełnie Afryce i też raz za razem łapał gumę. Dopiero za czwartym chyba razem kolejny wulkanizator dopatrzył się, że wewnątrz opony wystaje maleńki, pojedynczy drucik z karkasu. To była wada fabryczna opony. Różne rzeczy się zdarzają: o których się fizjologom nie śniło - że zacytuję Kiepskiego. Ostatecznie Grzesiek kupił nówkę sztukę po okazyjnej cenie, czyli rocznik 2013 za 200$ po upuście o 50$ ! Wieczorem udali się fiestę aby odreagować. Dobre jedzenie, piwo. Może pech już im odpuści? 




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

691. AMERYKA PŁD. 2026. POSZŁY KONIE...

678. PLANY NA 2026 ROK.

650. RUMUNIA 2025 cz.1