470. SOUTH AMERICA - 2024. dzień 3
Okazuje się. że notariusz został im na dzisiaj. Miła pani, która obsługiwała gamoni wykazała się dużą cierpliwością i wszystko im załatwiła.Tak więc po śniadanku lecą załatwiać formalności. Chodzi o upoważnienia dla agenta, który przetransportuje po wyprawie motocykle z Arica do portu w Valparaiso i załaduje je na statek. I oczywiście zong. Okazało się, że Piotrek nie wziął kopii papierów od motocykla, a Grzesiek wprawdzie wziął - ale nie od tego. Więc notariusz musi to wszystko przepisać i trochę to trwa. Hubert pilnuje motocykli na ulicy, podchodzą ludzie pytają się kto i skąd. Ostrzegają przed złodziejami, szczególnie w dużych miastach. Na północy, w Arica ostrzegają przed migrantami z Wenezueli. W końcu ruszają. Najpierw tankowanie. Potem przebijają się w tłumie pojazdów do wylotu z miasta. Bałagan na ulicach Valparaiso niesamowity. To duże, portowe miasto. Panuje prawo dżungli, ruch duży. Zasada pierwszeństwa: większy może więcej! Trening marokański bardzo się przydaje. Jadą drogą nr 5 na północ wzdłuż wybrzeża Pacyfiku.Po drodze kilometrami (ok.40) ciągną się pogorzeliska. Spalone domy, spalone wraki samochodów, resztki drzew. Jeszcze sączą się dymy. Ludzie próbują sprzątać i jakoś się zagospodarować. Stoją konie przywiązane do nadpalonych słupów. Widok tyleż ponury co przerażający. Po drodze dwa tankowania. Piotrka motor ma najmniejszy zasięg i dwa razy dojeżdża na oparach. Nie ma wielkiego stresu bo mają ze sobą małe zapasy paliwa. Po drodze jeszcze lunch w nadmorskiej knajpce. Przed miastem La Serena drogą D-427 odbijają na wschód i zaczynają się góry. Jak góry to i zakręty. Ostatni odcinek jest bardzo fajny: kręty i dobra nawierzchnia. Nareszcie coś fajnego. Jeszcze niewysokie, bo ok. 1000mnpm. Przed nimi Andy. Dojeżdżają do m. Andacollo znanego z akcji ratunkowej z przed kilkunastu lat, gdy 30 górników utknęło głęboko pod ziemią. Akcja ratunkowa trwała 90 dni i zakończyła się sukcesem! Górników wydobyto odwiertem z kilkuset metrów w specjalnej kapsule na powierzchnię. Bardzo angażował się w to miejscowy ksiądz z Polski. Będą chcieli z nim się spotkać. Nocleg z trudem udaje się znaleźć. Cztery kolejne hotele zamknięty, a ten otwarty który znaleźli b. kiepski. Na dworze 35st, w środku 45st. Jest klimatyzacja w jednym z pokoi, która w/g właściciela ma obniżyć temperaturę w całym hotelu. Zawsze mają wyjście awaryjne i mogą wyjść się ochłodzić na zewnątrz. Trasa dzisiejsza to ok. 400km. Motocykle działają, atmosfera w zespole dobra. Plan realizują.











Komentarze
Prześlij komentarz