469. SOUTH AMERICA - 2024. dzień 2
Koło południa dostałem wiadomość, że lecą nad Andami i widać dymy z pożarów, a ok. 14tej fotę z komentarzem, że już jedzą śniadanie w Santiago. Nie ma to jak lokalna kuchnia - czyli McDonalds. Jednocześnie docierają do mnie wiadomości z Chile, że władze nie panują nad pożarami i jest już 112 potwierdzonych ofiar. Ciekawe czy nie będą mieli problemów z dotarciem do Valparaiso, a potem z wyjazdem z miasta. Na lotnisku czekał już na nich zamówiony wcześniej samochód i po posiłku są w drodze do Valparaiso. Ok. 17tej są już na miejscu. Powinni jeszcze dziś zdążyć z odprawą celną. Ma ją im zrobić jakiś zaprzyjaźniony Niemiec o imieniu Ronni , którego poznali w zeszłym roku. Ronni potwierdza, że jest ogromny problem z katastrofalnymi pożarami. podobno spłonęło już ok. 15 tys. domów. Również jego dom znajduje się blisko strefy zagrożonej. Ludzie tracą wszystko, gdyż nie mają ubezpieczeń. Powodem są b. wysokie stawki polis w stosunku do zarobków. Tak więc może być gorąco. Dosłownie ! Nocleg mieli już zamówiony. Po zajęciu miejsc udali się taxi na poszukiwanie knajpy. Musieli zamówić dwie taksówki, gdyż zabierają tylko 4 osoby, a ich jest pięciu. Drugi problem to znalezienie czynnej knajpy. W poniedziałki większość jest zamkniętych, a w dodatku pracownicy zostali powołani do gaszenia pożarów. W końcu jakiś naganiacz zaprowadził ich do lokalu. Oczywiście "najlepszego" w Valparaiso. Spotkali się z kuzynką Huberta i jej partnerem. Zwykła mordowania, ale ponieważ nie jedli nic od śniadania - to nie grymasili. Posiłek za 7 osób coś ok. 180 $. Pierwsze wrażenia, że jest bardzo drogo jak na poziom ich życia. Minimalna płaca to podobno 500$. Potem jeszcze spacer po mieście i spać. Bilans czasowy. : lot do Paryża ponad 2 godziny, 3 godziny czekania na lotnisku i 14 godzin lotu do Santiago. Z Santiago 2 godziny do Valparaiso samochodem. Rodziny uspakajam. Wrócili do hotelu żywi. Od jutra zaczynają przygodę.









Komentarze
Prześlij komentarz