453. WALKA Z ZIMNEM cz. 2

 


                                       fabryczne po lewej i na górze

 

Takiej maty można oczywiście użyć też do podgrzewania siedzeń. To jest  bardzo proste do wykonania. Należy zdjąć pokrycie siedzenia odrywając płaskim śrubokrętem zszywki jakimi jest mocowane do stelaża, pod spód położyć matę, wyprowadzić przewody zasilające, z powrotem naciągnąć  pokrycie i przymocować je takerem. Robiłem to już kilka razy. Raz nawet przy okazji zakładania ogrzewania obniżyłem dodatkowo samo siedzenie ścinając drucianą szczotką na diaxie warstwę gąbki. Proste - tylko strasznie się śmieci. Do maty wystarczy zrobić podłączenie od akumulatora, najlepiej przez przekaźnik. W zestawie są przewody i trójpołożeniowy przełącznik:  I  O  II.  Starannie wykonane ogrzewanie tym sposobem jest niewidoczne, tylko w miejscu gdzie do maty podłączone są fabryczne przewody zasilające powstaje niewielkie zgrubienie. Ale i je można ukryć wydłubując miejsce na nie w gąbce siedzenia. Szczerze mówiąc w czasie jazdy z podgrzewania siedzenia prawie nigdy nie korzystam - no, może przez pierwsze 20 minut jak jest naprawdę zimno. Raczej korzystam do osuszania siedzenia po deszczu lub gdy jest oszronione. Zbytnie i długotrwałe podgrzewanie siedzenia może uruchomić hemoroidy - więc nie należy przesadzać ! Samochodowa mata grzejna do siedzeń ma większą powierzchnię i trzy, a nie dwa stopnie grzania. Sterowanie ma 4 położenia podświetlane różnymi kolorami. W zestawie są dwie maty tak,  że i dla pasażera jest drugi komplet.


Bardziej rozwinięte technologicznie są podgrzewane bluzy i gacie. Bluzę mam i raz tylko  z niej korzystałem. Kupiłem trochę za dużą zakładając, że jeszcze coś pod nią będę wkładał - skoro ma być bardzo zimno. To był błąd! Powinna opinać ciało i pod spód wkładamy tylko koszulkę z długim rękawem. Wtedy działa lepiej. Jeśli dalej zimno, to raczej trzeba zakładać coś na nią. Bluza ma podgrzewane strefy: klatka piersiowa, barki, nerki, przedramiona. Jej wadą jest to, że sterownik (ma 3 tryby grzania) jest umieszczony na piersiach.  Żeby się do niego dostać trzeba się rozpiąć -  w czasie jazdy uciążliwe - a po wtóre nawet wtedy przez kask nie widać koloru na sterowniku oznaczającego stopień grzania. A ponieważ nie zaczyna grzać od razu, tylko po kilkunastu minutach odczuwamy ciepło - to po kilku pstrykach już nie wiemy czy jest włączona i trzeba poczekać, aż zacznie grzać - czy akurat została przez nas wyłączona. Nie byłbym sobą, gdybym jej nie przerobił po swojemu. Wyciąłem ten przełącznik na piersiach, dziurę w bluzie zasłoniłem naszywką, a przewody przedłużyłem tak, żeby sterownik poprowadzić przez rękaw bluzy i móc go wyłożyć na lewy mankiet kurtki zewnętrznej. Wtedy można sterować przyciskiem w czasie jazdy widząc stopień ustawienia.

Kolejny patent, to podgrzewane rękawice. Czasami podgrzewane manetki nie wystarczają, gdyż grzeją tylko wewnątrz dłoni - czyli tam gdzie i tak najcieplej. W długiej podróży w zimnie i w deszczu zimno jest w wierzchy dłoni. Rozwiązaniem są podgrzewane rękawice.  Można kupić za jakieś chore pieniądze grzane rękawice fabryczne, ale można to zrobić znacznie taniej. Trzeba tylko zdobyć element grzejny w postaci cienkiego przewodu grzejnego w bawełnianym oplocie. Ja swój zdobyłem wypruwając go z rękawic narciarskich produkcji chińskiej, które wtedy kosztowały ok. 45zł. Ich zaletą było to, że działały na napięcie 12V - czyli mogły być zasilane bezpośrednio z akumulatora. Ostatnio jednak widzę na Allegro tylko takie zasilane na 5V wtyczką USB jak do komputera  Cena 13zł + 39zł przesyłka z Chin. Też się nadają - tylko trzeba zasilać je przez ładowarkę 5V lub z dołączonego zasobnika na baterie 3 x AA (do każdej osobno - w zestawie).     Wykonanie wymaga trochę czasu i cierpliwości. Z rękawic dawcy trzeba wypreparować przewody grzejne, które znajdują się miedzy dwoma warstwami fizeliny. Potem jest trudniejszy etap: w rękawicy, którą chcemy ogrzewać trzeba wyciągnąć na zewnątrz podszewkę wszystkich palców, do wyściółki ocieplającej znajdującej się wewnątrz należy przymocować nićmi fizelinę z elementami grzejnymi , po czym wepchnąć to wszystko na swoje miejsce. Przy mankiecie wyprowadzić gniazdko-wtyczkę zasilające. Ważne, żeby każda rękawica była zasilana osobnym przewodem, by nie były ze sobą połączone, a wtyczka pozwalała przy silniejszym szarpnięciu odłączyć się od zasilania, żeby w sytuacjach awaryjnych odłączyć ręce (i siebie) od motocykla.  Nie jest to całkiem proste, ale da się. Co więcej to działa!



Innym patentem są żele rozgrzewające w formie poduszeczek, które po przełamaniu blaszki znajdującej się wewnątrz rozpoczynają reakcję chemiczną, która wytwarza ciepło. Ale to raczej do zastosowania na postoju, gdy już zmarzniemy. W zasadzie jednorazowe, bo niby można je podgrzać w wodzie po zużyciu, ale to w drodze raczej trudne.

Ostatni mój patent, to podgrzewane klamki. Ponieważ w czasie jazdy trzymam palce na klamkach - w czasie dużego zimna, po kilku godzinach czuję przenikające z nich zimno. Wykonanie również jest proste. Używam elementów grzejnych z chińskich rękawic. Po oderwaniu fizeliny uzyskany drut grzejny nawijam ciasno na klamkę, wyprowadzam zasilanie, a drut grzejny na klamce owijam izolacją lub pokrywam rurką termokurczliwą. Takiego patentu chyba nie robi żaden producent?  Rzadko, ale też się przydaje.

I jeszcze jedna rzecz o której myślę, ale jeszcze jej nie zrealizowałem. Co pierwsze marznie i moknie w deszczu nawet przy założonych deszczakach. JAJKA oczywiście!!! Tylko tu problem jest delikatny z uwagi na chronioną materię. To delikatna i wrażliwa część ciała - faceci coś o tym wiemy. Łatwo na mokro o przebicie elektryczne - co może być niezbyt przyjemne. A może wręcz przeciwnie?

 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

691. AMERYKA PŁD. 2026. POSZŁY KONIE...

678. PLANY NA 2026 ROK.

650. RUMUNIA 2025 cz.1