452. WALKA Z ZIMNEM cz.1
Pogodę mamy ostatnio dziwną. Niby już koniec listopada i mamy pierwszy - być może jedyny w tym roku - śnieg, a z drugiej strony co jakiś czas pojawiają się całkiem ciepłe i suche dni.Pojawia się pierwszy śnieg i co dalej? Jazda motocyklem po śniegu, na zwykłych oponach przy zachowaniu ostrożności jest możliwa. Pierwszy raz - o dziwo - zdarzyło mnie się jechać po śniegu w Afryce, w Maroku w Górach Rif na północy. Ciągną się one wzdłuż wybrzeża Morza Śródziemnego, nie są zbyt wysokie, był początek maja i wszystkiego bym się spodziewał, tylko nie śniegu. Złapał nas w górach i nie było innej możliwości, tylko trzeba było dojechać do najbliższej miejscowości - Ketama. Napadało go kilka centymetrów - tak, że jezdnia była całkiem biała. Z początku trochę nas sparaliżowało, ale po kilku kilometrach wyprzedzaliśmy nawet samochody. Byłem wtedy z Piotrkiem z Przasnysza, więc mam świadka. Mieliśmy w tej sytuacji w Ketama zanocować, ale po dojechaniu do miasta, które leży niżej, temperatura się podniosła i jeszcze tego samego dnia w dalszej drodze było już 25 stopni. Wiadomo - jednak to Afryka! Oczywiście jazdy po śniegu nie polecam. To tylko w sytuacjach nadzwyczajnych warto (?) podjąć takie ryzyko. Bo ryzyko niewątpliwie jest !!!
Drugi raz śnieżyca złapała naszą grupę w USA w Parku Narodowym Yosemite. Tu śniegu napadało już ponad 10 cm, tak, że przy sekwojach można było robić bałwana. W tunelach była gołoledź. A byłem wtedy w jasnym kombinezonie ze wstawkami z meshu. Oczywiście na wierzchu deszczak, a pod spodem co się tylko dało naciągnąć.
Tak naprawdę nie zimno, lecz upał jest problemem w wyprawach motocyklowych. Chyba, że ktoś zdecyduje się na jazdę na golasa. W Grecji, w miastach, motocykliści w klapkach i Tshirtach są raczej normą. Można i tak. Nie polecam. Często w czasie wyjazdu po przysłowiowe fajki zdarzają się ślizgi. Zaręczam, że asfalt pod skórą to coś znacznie gorszego niż proste złamanie. Od paru lat pojawiła się odzież chłodząca, działająca w ten sposób, że trzeba ją zmoczyć przed jazdą i w trakcie parowania odbiera ona ciepło od ciała. Innym rozwiązaniem na upały są siatki 3D na siedzenia. To rozwiązanie dotarło do nas z Azji. Siatka jest tak utkana, że oczka tworzą kilka warstw oddzielających "siedzenie" od siedzenia. Skuteczność chłodzenia jest szczególnie widoczna w chłodne dni, bo wtedy wyraźnie czuje się chłód od spodu. W deszcz jest trochę gorzej, bo woda dociera do miejsca styku tyłka z siedzeniem, gdzie w czasie jazdy bez siatki jest jednak bardziej sucho. Kosztuje grosze, ok. 15zł. Jej zakładanie nie jest kłopotliwe, bo ma pod spodem rzepy pozwalające ją umocować.
Ale miało być o zimnie. Jednym z najprostszych sposobów ocieplania , stosowanym jeszcze w latach osiemdziesiątych przeze mnie były gazety. Wkładało się je pod kurtkę, w spodnie i naprawdę było ciepło. Może niezbyt elegancko, ale skutecznie. Papier nie przepuszcza wiatru i dobrze izoluje od zimna. Gorzej było w deszczu Potem do jazdy w zimne dni zakładałem jednoczęściowy kombinezon narciarski, który na kolanach i łokciach miał wszytą folię. Ale w w deszczu cały nasiąkał kilkoma kilogramami wody i bardzo długo wysychał. Potem przyszła kolej na odzież skórzaną, która znakomicie chroni od wiatru i zimna, ale staje się przekleństwem w upały. Nawet jak mamy się w co przebrać w czasie wyprawy, to z reguły ze zdjętą skórzaną odzieżą nie ma co zrobić, bo zajmuje dużo miejsca. Skóra za deszczem też nie przepada. Od kilkunastu lat jeździmy prawie wszyscy w odzieży tekstylnej - czyli tradycyjnie historia zatoczyła koło. Kombinezon ma z reguły dopinany ocieplacz, membrany z GoreTexu i inne działające ( głównie w katalogach) bajery. Ja od wielu lat wożę ze sobą elektryczne maty ocieplające. Zajmują mało miejsca i nie tylko chronią przed utratą ciepła - ale dają ciepło !!! A to spora różnica. Wykorzystuję do tego dwa rodzaje mat do podgrzewania siedzeń motocyklowych lub samochodowych. To nie są drogie rzeczy panie Boczek! Motocyklowa to teraz wydatek rzędu 100 - 150zł, większa samochodowa pewnie ok. 250 -300zł. Elementy grzejne znajdują się między dwoma warstwami fizeliny, mata jest elastyczna, można ją docinać na wymiar i dalej działa. Motocyklowa ma dwa stopnie grzania, ta większa samochodowa trzy i wyłącznik jest podświetlany.
Zimowy patent - chociaż nie ocieplający - który robię we wszystkich moich motocyklach to wyprowadzenie dodatkowego kabla, który zimą można wyciągnąć i umieścić między siedzeniami. Służy do ładowania akumulatora bez konieczności zdejmowania siedzenia, aby się do niego dobrać. Na lato jest schowany pod siedzenie, tylko oczywiście końcówka musi być dobrze zabezpieczona przed zwarciem. Przyznam się też, że nigdy nie odłączam akumulatora od instalacji mimo, że instrukcje sugerują jego odłączanie do ładowania. Ale robię to na swoją odpowiedzialność.




Komentarze
Prześlij komentarz