410. 2023. KIZRGIZJA. cz.4

 



 Nie chciałbym wykrakać, ale z dętkami mogą mieć jeszcze kłopoty. W upały - a tam temperatury przekraczają 40st - łatki lubią się odklejać. Przy ostatnim montażu "fachowcy" uszkodzili dętkę i ją kleili. Jest obawa, że dętka jest pokaleczona w innych miejscach-  przez łyżki, którymi mało wprawnie się posługiwali - i jeszcze nie puszcza powietrza, ale po drodze może się to wydarzyć. Tym bardziej, że wewnętrzną opaskę na szprychy dorabiali im z dętki. Nie wiem czy używali talku, który zmniejsza tarcie między oponą a dętką. Wyrywanie wentyla w czasie jazdy spowodowane jest zazwyczaj zbyt mocnym dokręceniem nakrętki, która trzyma wentyl od zewnątrz,  lub zbyt ciasnym otworem. W czasie jazdy dętka - szczególnie jak jest źle dobrana rozmiarem do opony oraz  wskutek uginania się opony na nierównościach - cały czas pracuje i musi mieć pewną swobodę w przesuwaniu się względem opony. Wskutek tarcia i nagrzewania się opony w czasie jazdy - temperatura dętki również wzrasta - co powoduje odklejanie się łatek. Poza takiem, sposobem na to są tzw. szpanery, czyli metalowe łapki, które trzymają oponę od wewnątrz i zapobiegają jej przesuwaniu się względem felgi, a co za  tym idzie i dętki. Są mocowane na śruby podobne do wentyli, tzn. przechodzą przez otwory w feldze i dokręcane mocno nakrętkami. Od szpanerów pochodzi określenie  "nie szpanuj", czyli się nie napinaj. Jeśli dobrze pamiętam Junak chyba miał szpanery, a może moja Honda XLV tzw. stara Afryka. Któryś z moich  motocykli miał na pewno. 

 




 Z początku nie chcieli nocować w Gesthousie, który mieli zarezerwowany, bo wyglądał nieciekawie i pojechali na miasto szukać innego lokum. Ale inne miejsca nie są lepsze i wracają z powrotem. Okazuje się, że właścicielka to  wykształcona osoba, która włada kilkoma językami., studiowała w Stanach. Jest właścicielką wspaniałego srokacza, nagradzanego na wystawach. Spanie w/g wschodnich standardów, czyli na dywanach, ale z klimatyzacją. Śpią razem w jednym pokoju. Grupa śpi długo, więc ruszają późno, bo ok. 13tej-  po pysznym śniadaniu. Ciekawie im się rozmawia z właścicielką.  Najpierw jadą w kier. wschodnim, aby objechać jezioro. Zjeżdżają do wody do miejsca Kok Bel zachwalanego jako warte zobaczenia. Droga w dół robi się coraz trudniejsza: piach i spore kamienie. Piotrek odpuszcza i zawracają. Lucyna daje pod górę z kamasza, a Piotrek walczy na podjeździe z trudną trasą. Kondzio z Marzeną brną natomiast dalej i dojeżdżają do linii brzegowej,  do  wody. Są w zasięgu wzroku, wydaje się, że chcą się kąpać. Lucyna została w cieniu na ławeczce, a Piotrek w kąpielówkach zszedł na dół. Konrad nie byłby sobą, gdyby czegoś nie odpier.... Zastaje jego motocykla zakopany w błocie po wahacz, a Kondzio razem z jakimś gościem usiłują go wydobyć. Długo we trzech się z nim szarpią, kładą na boki, ciągną, podkładają kamienie. W końcu po długiej szamotaninie udaje się motor wydobyć z błota, ale Piotrek chyba uszkodził sobie kręgosłup. Boli go fest, i potem w czasie jazdy czuje każdy wybój w plecach. Woda w jeziorze oddaliła się o ok. 200m od brzegu i jest to powodem sporu z Tadżykistanem. Tak napisał Piotrek, ale chyba to Kazachstan był.  Kawałek jadą wzdłuż granicy pilnie strzeżonej z obu stron. Potem udają się do knajpki w stylu orientalnym. Niskie stoliki, siedzenie w kucki na dywanikach. Rybka, cebulka, ocet, przyprawy - wszystko jedzą bez sztućców, rękami ! A powinno być jedną ręką - prawą, bo lewa jest nieczysta, służy do podcierania, a papieru muzułmanie nie używają tylko wody.   Potem kierują się na zachód. Z mapy wynika, że wokół jest kilka gór o wysokości prawie 4tys. metrów. Potem skręcają na południe i ostatecznie dojeżdżają po ok. 300km do miejscowości Koczkorata. Celem był Dżalalabad, ale nie ten w Afganistanie. Kirgiski.  Do celu nie dojechali, zabrakło im 6o km, bo zrobiło się ciemno. Jazda w nocy to ekstremalne przeżycie. Kierowcy jeżdżą bez świateł - ta standard na całym wschodzie. I nawaleni.  Biegają zwierzęta. Spotykają na jezdni rozjechaną krowę i osła. Wolą nie ryzykować. Wcześniej po drodze, w czasie postoju podjeżdża do nich na motorach grupa Rosjan z Nowosybirska. Fajnie im się rozmawia, dopóki nie dogadali się, że nasi są z Polski. Biorą dupy w troki i odjeżdżają   Hotel kosztował 1200 SUN, obiad za wszystkich ok. 500.




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

691. AMERYKA PŁD. 2026. POSZŁY KONIE...

678. PLANY NA 2026 ROK.

650. RUMUNIA 2025 cz.1