409. 2023. KIRGIZJA. cz.3.

 

 Kłopoty Kondzia z akumulatorem i oponami wzięły się stąd, że jego BMW zostało zapakowane do transportu do Kirgizji zaraz po powrocie z Ameryki i nie miał czasu kupić nowych. A używanych części przez Białoruś przewozić nie można. Musiał zatem założyć, że kupi je na miejscu. Miał to załatwić Sambor i albo nie załatwił, ale dał ciała jego miejscowy mechanik o słowiańskim imieniu Ali. To jedno. A drugie to problem z dętkami, którym już dwukrotnie urywało wentyle. Przy czym raz nawet bez jazdy. Ich warsztaty są b. kiepsko wyposażone. Widzę na filmie jak usiłują prostować tylną felgę, do czego służy młot i trzonek siekierki jako pobijak. Piotrek pisze, ze w Polsce za taką robotę by ich zabił, a tu będą szczęśliwi jak uda im się naprawić. Ciekawe, czy chłopaki  będą chcieli wyważać koło???, i czy powtórzy się zabawa w poszukiwanie wyważarki - jak w Maroku. Jedyna jasna strona całej sytuacji, to taka, że Kondzio zakolegował się z mechanikami i razem piją coś miejscowego pod pomidora. Przynajmniej humor sobie poprawił. Przy okazji ujawniło się dlaczego nie mogli się dogadać w sprawie dętki. Dętka to po kirgisku "kamera", a nasi myśleli, że nie chcą żeby ich nagrywać. Dopiero użycie  40% tłumacza pozwoliło złapać kontakt z bazą.





Rano wstają o 8mej, gospodyni robi im pyszne śniadanko. Piotrek chwali, że ogórki i pomidory smakowały jak prawdziwe ogórki i pomidory!!!  To już w Europie zapomniane smaki. Potem jadą 20km do sąsiedniego miasta łatać dętkę. Kolejnych czterech!!! wulkanizatorów nie podejmuje się zdania wmontowania urwanego wentyla. Udaje im się kupić nową na bazarze. Ale starą też trzeba naprawić. Dopiero jakiś przygodny rowerzysta prowadzi ich do gościa, który nie tylko b. profesjonalnie wkleił wentyl i  nie chciał kasy. Przy okazji zalepił 5 dziur w dętce! W odróżnieniu od poprzednich fachmanów, z których każdy nieźle ich podliczał. Im młodszy tym drożej. Wrócili z dętką do "macierzystego"  warsztatu, gdzie został motocykl i po jej założeniu  okazało się, że jest dziura. Prawdopodobnie "fachowcy" zrobili ją przy montażu. Kolejny demontaż i montaż. Wszystko robią  łyżkami do opon, jak sto lat temu. Klejenie, montowanie, itp zajęło im  pięć godzin. Wrócili do dziewczyn, które powoli rozglądały się za czarnymi ubraniami. Ich radość nie miała granic. Jednak nie będą wdowami na obczyźnie. Zrobiła się pora obiadowa i gospodyni zrobiła im pyszny obiad, po którym mogli wreszcie ruszyć w drogę. Nocleg kosztował ok. 60PLN  za osobę.  Po drodze widoki sielskie: krowy, konie, kozy, osły,  jurty i braki. Takie klimaty. Udało się dziś  przejechać ok. 300km i zakończyli podróż nad jeziorem Toktogul w pensjonacie o tej samej nazwie.  Pierwsze wrażenia: jak było do przewidzenia - ludzie okazali  się niezwykle gościnni i uczynni w myśl zasady, że im biednej - tym gościnniej oraz zupełnie bezradni w sprawach technicznych.. Temperatury od 39 na nizinie do 14 st. w górach. Po drodze asfalty i trochę pierwszych szutrów. Kierowcy jeżdżą nawaleni. Mieli już propozycję picia po drodze i zapewnienie, że w razie kłopotów wystarczy do gościa zadzwonić!  Z tubylcami można się dogadać p rosyjsku - co było do przewidzenia.




Komentarze

Popularne posty z tego bloga

691. AMERYKA PŁD. 2026. POSZŁY KONIE...

678. PLANY NA 2026 ROK.

650. RUMUNIA 2025 cz.1