406. WYCIECZKA DO RESZLA

 


 Żeby kości się nie zastały szukam chętnego na wycieczkę na Mazury. Sezon urlopowy, więc jedni są na wyjeździe, inni przed wyjazdem. Decyduje się Sławek. Przyjeżdża do nas w piątek późnym popołudniem. Robimy grilla, siedzimy razem z Jolą przy piwku i planujemy trasę. A może tak do Reszla na zamek? Byliśmy tam w 2001 roku wracając z naszego pierwszego rajdu Rajlawenpis do Wilna. Ok. Niech będzie Reszel. W sobotę rano Jola podejmuje się ryzyka postawienia Sławka na nogi przed ósmą. Sławek zwany tez Kanalią to wspaniały kompan do jazdy. Ma jednak przypadłość, która przy każdym wyjeździe stawia naszą dalszą przyjaźń na ostrzu noża. Rano nie można go dobudzić, tak aby wstał ok. ósmej. Z reguły godzinę trwają targi czy już wstanie i często pada z mojej strony deklaracja, że pier.... i jest to nasz ostatni wspólny wyjazd. Problem polega na tym, że ja budzę się z reguły przed szóstą i czekanie, aż on się wyśpi, jest dla mnie mordęgą. Większość ludzi lubi pospać rano, szczególnie na wyjeździe, ale tylko z nim jest to problemem. Zatem śniadanko i już po dziesiątej ruszamy. Najpierw ja prowadzę. Trasą przez Szlę, Myszyniec do Szczytna, a potem do Olsztynka. To odcinek drogi najciekawszy w naszych płaskich stronach. Szczególnie droga do Olsztynka godna jest polecenia. Z Olsztynka kierujemy się na Olsztyn. Jest gorąco, w pobliżu 30 stopni, spory ruch, dużo ograniczeń prędkości - jazda sprawia średnią przyjemność. Szczególnie po powrocie z Rumunii, gdzie drogi są znacznie ciekawsze, a stres z powodu ograniczeń praktycznie zerowy. Przerwa na kawę i na coś na ząb w KFC. Mapa - planujemy dalszą trasę. Kierujemy się na północ, do Bartoszyc. Im dalej na północ, tym ruch zdecydowanie mniejszy, a drogi ciekawsze. W zasięgu wzroku co i rusz jakaś woda. Widać miejsca biwakowe, na plażach tłumy. W Biskupcu robimy przerwę na kawę. Jest ładny ryneczek i o dziwo - nie sam beton. Dwa ogródki dla gości. Zamawiamy kawę i lody. Jest gorąco. Obok parkują dwa nowe motocykle Benelli 500. Firma godna, ale to teraz chińszczyzna. Rozmawiamy chwilę z sympatyczną parą, która nimi podróżuje. Zadowoleni z zakupu, ale (przejechali ok. 1500km) serwis już miał zajęcie: jakieś niedokręcone śrubki, jakieś drobiazgi. Niby nic wielkiego, ale jak to mówią : niesmak pozostał. Po drodze naszą uwagę zwraca duża ilość motocyklistek za kierownicą. 


Dojeżdżamy do Reszla. Trochę krążymy po mieście. Z daleka widać krzyżacki zamek w którym jest hotel, ale brak oznaczeń jak do niego dojechać. W końcu pytamy się na parkingu pod zamkiem młodego chłopaka, który nim zarządza - jak dojechać. W 2001 r motocykle stały na dziedzińcu, więc jakoś tam dojechać było można. Okazuje się, że jesteśmy na miejscu. Wjazd do hotelu dla motocykli (tylko) jest zamaskowany i otwierany od 20tej, bo do tej godziny są na zamku zwiedzający. Rzeczy trzeba zanieść, a po 20tej wrócić po motocykle. Dostajemy dwupoziomowy pokój z widokiem na wewnętrzny dziedziniec ze studnią oraz mury obronne. Na dole jest salonik, na piętrze sypialnia. Koszt 420zł ze śniadaniem. Może nie najtaniej, ale miejsce klimatyczne. Najlepszy dowód, że do wieczora na dziedzińcu stało już bodajże 12 motocykli - nie tylko z Polski ale też z Litwy i Niemiec. Schodzimy na dół coś zjeść. Jedzenie dobre, ceny jak obecnie - wysokie - ale bez przesady. Wymieniamy uwagi o trasie. Ja wkurzam się na wibracje mojej 900setki. Coraz bardziej mnie denerwują i dokuczają.

 Obok przy stoliku siedzi kilka osób. Gościu ma koszulkę za napisem na plecach wskazującym na to, że jest chyba pracownikiem Triumpha. Obok stoją dwa Triumphy - pewnie ich. Mam okazję zapytać się u źródła, do kiedy produkowali 800setki, bo coraz bardziej kusi mnie kupno nowej. Rozmawiamy dłuższą chwilę i dowiaduję się, że ostatnie 800setki zeszły z linii w 2019r po liftingu. Miały wprowadzonych trochę zmian, nowy wyświetlacz kolorowy, a przede wszystkim zachowane klasyczne rozstawienie czopów wału co 120 stopni, a nie jak w 900setce co 270stopni. Ten zabieg podnosi nieco moment obrotowy, zmienia brzmienie silnika na podobny do widlaka. Niestety wiąże się z wibracjami również charakterystycznymi dla układu V.  800setka pracuje w porównaniu z 900 jedwabiście i wyraźnie  łatwiej wkręca się na obroty. Rozmawia nam się b. sympatycznie i widać, że to nie tylko pracownik, ale entuzjasta. Pracował wcześniej w salonie w Warszawie i obaj mamy wrażenie, że się już spotkaliśmy. 

Potem Sławek zamawia żubrówkę i sok jabłkowy. Rozbawia mnie kelnerka, która pyta, czy możemy wypić przy barze, bo jest mały problem techniczny??? Okazało się, że to praktykantka i boi się, że rozleje po drodze, gdyż chodzi się po wielkich kocich łbach na tarasiku i na dziedzińcu. Rano stały fragment gry - czyli walka ze Sławkiem, żeby wstał. W końcu wkurzony idę sam na śniadanie i uprzedzam, że wracam do domu sam i nie będę na niego czekał. Pomogło. W trakcie śniadania dołącza do mnie. Gdy kończymy, zjawia się grupa od Triumpha. Pytam się wczorajszego, b. sympatycznego rozmówcę, czy mogę zrobić wspólne foto i opublikować na blogu. Dostaję zgodę i nr telefonu. Przedstawia się: Adam Plaskota. Deklaruje wszelką pomoc gdybym szukał używanej 800setki. To w/g niego trwałe motocykle. Mieli w serwisie dwóch Hindusów w trakcie podróży po Europie na Tigerach 800 z przebiegiem ponad 150tys. km. Po śniadaniu, przed 11tą ruszamy w drogę powrotną. Kierunek Węgorzewo. Droga urozmaicona, fragmentami prowadzi przez puszczę świerkową podbitą roślinnością liściastą - w związku z czym jest chłodno i przyjemnie się jedzie. Z Węgorzewa lecimy przez Giżycko do Rucianego. Zatrzymujemy się na kawę w restauracji nad jeziorem, w pobliżu kanału. Jest upalnie, przed oczami majestatycznie suną kanałem żaglówki. Z Rucianego jedziemy do Szczytna, gdzie się rozstajemy. Ja chcę zdążyć na mecz Igi Światek. Nigdy przesadnie sportem się nie interesowałem, ale z powodu sukcesów Igi, a teraz i Hurkacza - stałem się fanem tenisa.  Dla porządku wspomnę, że Iga nie bez trudu, ale wygrała. Huberta mecz przerwano z powodu późnej pory, ale chyba nie da rady ! Chociaż jestem zaskoczony tym jak sobie pogrywał z Djokovicem. Mecz był mocno opóźniony, więc zdążyłem jeszcze zjeść obiad i wykapać się w basenie. Od piątku woda ogrzała się od 21 do 23,5 stopnia, a więc sporo. Upał był w okolicach 30st, więc nic dziwnego. Coraz poważniej zastanawiam się nad zamianą 900tki na 800setkę. Znalazłem już nawet interesującą ofertę.    Hubert przegrał niestety, ale był b. blisko!!!



Komentarze

Popularne posty z tego bloga

691. AMERYKA PŁD. 2026. POSZŁY KONIE...

678. PLANY NA 2026 ROK.

650. RUMUNIA 2025 cz.1