403. RUMUINIA 2023. VINICE - PRZASNYSZ.
Zajazd Zlata Putna mogę polecić. Jest spokojnie - bo nie jest duży. Mają kilka pokoi hotelowych i dobrą kuchnię. Obsługa jest życzliwa i pomocna. Pamiętam, że gdy kilka lat temu wracaliśmy z jakiejś wyprawy zupełnie przemoczeni, otworzyli nam pokój konferencyjny na rozłożenie mokrych rzeczy do suszenia, włączyli ogrzewanie i bezpłatnie udostępnili garaż. Maja tez dobrą kuchnię, a moim stałym daniem u nich jest gulasz z knedlikami. Vinice leży blisko granicy z Węgrami i jest dobrym punktem wypadowym do ostatniego etapu podróży do domu. Po śniadanku żegnamy się chłopakami z grupy BE i ruszamy z Radkiem w stronę domu. Droga przez Słowację jest miejscami kiepska, co niekorzystnie wpływa na stan mojego kręgosłupa. Dlatego robimy przerwy co ok. 100km i biorę leki. Boli, ale mogę jechać. W Barwinku zatrzymujemy się na kawę. Mamy fajną rozmowę z dwoma motocyklistami, których parę razy wyprzedzaliśmy w Rumunii. Podpowiadamy im jak się wybrać do Hiszpanii, czy zorganizować wyprawę do Maroka. Ruszamy dalej. Po wolnej amerykance na drogach w Rumunii trzeba się pilnować, żeby fantazja nie poniosła, bo rumakowanie w Polsce smutno się może skończyć. Na 19tce zatrzymujemy się na parkingu i robimy posiłek z konserw, które wozimy ze sobą. Ja mam taką zasadę, że tzw. żelazną porcję mam zawsze ze sobą. Różne rzeczy się zdarzają i banalna awaria na autostradzie może przerwać podróż na ładnych parę godzin. A jeść się chce! Przed Lublinem rozdzielamy się. Ja zdecydowałem, że ze względu na dolegliwości po raz kolejny zaszczycę kolejny raz swoją obecnością Wieśka w Kocku. Tak zrobiłem. Zdążyłem jeszcze obejrzeć drugą połowę meczu Igi Świątek oraz mecz finałowy ligi mistrzów. Rano jadę do domu. Jest słonecznie ale zimno, wieje silny przenikliwy wiatr. Dopiero w połowie drogi decyduję się założyć deszczak , żeby się ocieplić i to był chyba błąd - bo już przemarzłem. W domu przy zdejmowaniu bagaży z motocykla siekły mnie korzonki i przestałem myśleć o kręgosłupie szyjnym. Jak widać nie ma tego złego, co by na gorsze nie wyszło. Zrobiłem 3650km w siedem dni, w znacznej części po górach co uważam za dobry wynik, biorąc pod uwagę, żę za kilka dni kończę 72 lata - czego i Wam życzę. Amen.


Komentarze
Prześlij komentarz