402. RUMUNIA 2023. TURDA - VINICE
I jak tu się nie cieszyć???
Kurpie mieli rano zajechać do nas, ale w końcu ruszyli bez pożegnania. Reszta na śniadanko i szykujemy się do wyjazdu również. Do grupy Zapierdalać dołącza Przemek z Eweliną. Droga z Turda do Kluż jest nieciekawa, więc żeby nie tracić czasu Kluż objeżdżamy autostradą, aby za miastem włączyć się drogę nr 1. To bardzo ciekawy i polecany fragment trasy - liczne wzniesienia, zakręty o różnym stopniu trudności. Niestety zawsze panuje na niej duży ruch, który psuje zabawę. A tym razem jeszcze dwukrotnie napotykamy się na potężne korki. Jeden spowodowany jakąś kolizją, który ma kilka kilometrów długości; drugi z bliżej nieznanych przyczyn przed Huedin. Oczywiście korki omijamy pasem dla motocyklistów - czyli między dwoma ciągłymi - z ogromną satysfakcją, że nie spędzimy w nich kilku godzin. Ewelina, która jak (prawie) każda motocyklistka pełna jest obaw co do swoich umiejętności daje radę i razem z Przemkiem ciągną za nami.
Kobiety za kierownica motocykla pełne są obaw co do swoich umiejętności. Pamiętam rozmowę mojej Joli z dwoma innymi motocyklistkami, z których jedna była b. doświadczona i ona właśnie opowiadała jak kiedyś w hotelu całą noc nie spała zastanawiając się jak wyjechać z garażu podziemnego. Faceci takich obaw nie maja, a one tak. I trzeba to uszanować i o tym pamiętać, że zwykle przeżywają stresy o których my-twardziele nie mamy pojęcia.
Za Huedin można podziwiać (lub nie) tzw. pałace cygańskie. To kilkanaście potężnych domów o bardzo fantazyjnej architekturze, wyróżniającej się bardzo misternymi dachami z blachy, pełnymi wymyślnych ozdóbek. Na jednym z dachów widnieje trójwymiarowe logo Mercedesa !!! Co by o nich nie myśleć - świadczą co najmniej o wysokim kunszcie dekarzy. Dokładnie nie wiadomo kto te domy budował, prawie wszystkie są niewykończone - podobno by nie płacić podatków katastralnych? Nigdy chyba wykończone nie będą, bo większość wygląda na niezamieszkałe i opuszczone, a te zamieszkałe mają zajęte jedynie partery. Wokół biegają gęsi i świnie. Ciekawostka!
Dojeżdżamy do Alesd. Przed miastem robimy postój na kawę. Przemek i Ewelina wspomagają mnie swoimi lekami przeciwbólowymi, bo dolegliwość kręgosłupa szyjnego staje się nie do zniesienia. Po przerwie oni kierują się na Oradea i Eger. My skręcamy na północ kierując się na Zalau drogą 1H. Nie dojeżdżając do Zalau skręcamy w/g drogowskazów na Satu Mare ku granicy. Pierwszy odcinek od Alesd jest super i każdemu polecam: górki, średnio szybkie i szybkie zakręty, kilka serpentyn i mały ruch. Dobra nawierzchnia. Granicę przekraczamy na szybko i jedziemy przez Węgry. Na szczęście od zeszłego roku zdołali poprawić kiepską nawierzchnię i dopiero na Słowacji jest wyraźnie gorzej. Dojeżdżamy do m. Vinice, gdzie zatrzymujemy się na nocleg w zajeździe Zlata Putna. Grupa BE jedzie inną drogą, bezpośrednio z Turda na Satu Mare, ale nocujemy wspólnie w Vinice. Mimo, że Vinice od Tokaju dzieli spora odległość, to wytwarzają tu wino pod marką Tokaj oraz swoje własne. W Vinice niedaleko zajazdu jest ich sklepik z winami w którym można się zaopatrzyć we wszelakie wina w/g gustu. Gdy przyjeżdżamy do hotelu kończy się cygańskie wesele (chyba?). Jest jeszcze wcześnie bo ok. 18tej ale goście się już rozchodzą. Szkoda - bo może było ciekawie? Wieczorem kolacja, siusiu, paciorek i spać. Został już ostatni etap. Do Lublina mają blisko. Ja z Radkiem mamy ok. 700km. Biedna moja szyja musi jeszcze wytrzymać.

Komentarze
Prześlij komentarz