345. SOUTH AMERICA. cz. 18

 LA  LEONA -  EL  CHALTEN, ESTANCIA LA QUINTA

 

Cała ekipa zgodnie twierdzi, że wczorajszy odcinek diabelskiej drogi był najgorszy nie tylko na tej wyprawie, ale i w ich karierze. Rozumiem, że naprawdę musiało być groźnie.  KTM ma wyczyszczoną chłodnicę i wygląda na to, że jest OK. Ten gość, który przywoził im wczoraj benzynę to Argentyńczyk, który podróżuje z żoną i dwójką dzieci, osobowym kombi.  Ma kochones jak arbuzy!!!  Jest w podróży od półtora roku, która ma trwać 6 lat i jadą przez obie Ameryki na Alaskę. Jego opowieść jest wiarygodna, bo prowadzi swego bloga na YTB.  Ci to dopiero mają fantazję. Ekipa bez przerwy spotyka ludzi, którzy jak oni są w drodze. Tyle, że niektórzy w wielomiesięcznej, czy jak ten gość - wręcz wieloletniej. Spotkania, rozmowy, wymiana doświadczeń, pomoc w trasie - to esencja takich wypraw i wspomnienia na całe życie.  Drogi na ostatnim etapie jak w USA, tzn. długie proste po 15km jak od linijki, po bokach coś na kształt prerii. Ogrodzone, ale i tak lamy jakoś przełażą prze ogrodzenia i stoją na poboczach. Plują - więc nie warto z nimi rozmawiać. Z Radkiem nie chciały zdjęcia i uciekły. Żwir o którym pisałem - to rzeczne otoczaki, więc nie klinują się między sobą i nie trzymają opony, która w nich grzęźnie. Chłopaki twierdzą, że to po prostu koryto rzeki szerokie na ok.15m, po którym jeżdżą samochody i są jakieś koleiny. Jedzie się koleiną, ale silny wiatr spycha na boki w ten miękki żwir. A porywy przestawiają motocykl o kilka metrów w bok.  Żeby utrzymać się w drodze nie można jechać wolno, a z kolei żeby trzymać kurs trzeba jechać co  najmniej 50 - 70 km/h, w razie glebnięcia - z wiadomym skutkiem. W tych warunkach walczy się z motocyklem, który z pełnym zbiornikiem i bagażami spokojnie przekracza 300kg. Musiało być ciężko, bo wszyscy zgodnie narzekają. Do tego silny wiatr w/g aplikacji 80km/h. Nawet kielcoki narzekają, chociaż u nich to normalka. Przecież mówi się:  piździ jak w kieleckiem na dworcu. Na filmie widzę jak po przejechaniu tego odcinka  (przeklętej) diabelskiej drogi całują asfalt. To chyba jakaś nowa świecka tradycja. Zgodnie twierdzą, że nigdy więcej takich doświadczeń. Mam małą satysfakcję, że radziłem brać lekkie motocykle. Jednak łatwiej. I tyle w temacie. Droga przeklęta (diabelska) to fragment drogi nr 40 i znajduje się na południe od skrzyżowania z drogą nr 40 w odległości ok. 350km od skrzyżowania dróg 40 i 41, za m. Gubernator Georges na przestrzeni ok. 70km. Najtrudniejszy odcinek liczy sobie od. 10 - 15 km. 

KTM jednak nie do końca sprawny. Grzeje się - tyle, że mniej. To już gorzej. Może to być termostat, pompa wody, może b. kiepska benzyna, której silnik nie toleruje. Może jednak tylko błoto, które zostało jeszcze za chłodnicą. Taki problem może zepsuć całą radość z wyprawy, bo zaczyna się myśleć co to będzie, wsłuchiwać we wszystkie niepokojące odgłosy, etc. Ostatnia wiadomość dot. KTM - jest OK. Tyle tytułem uzupełnień do dnia wczorajszego.

Grupa Grześka w południe, dziś naszego czasu (czwartek)  - czyli na ich pieniądze ok. 8.00 - jest 500km przed naszymi i 400km do Ushuaia, gdzie planują dziś dojechać. 

 A dziś widzę, że objeżdżają od północy jezioro Lago Viedma i jadą w kierunku zachodnim, w stronę Chile. Stoją tam od kilku godzin w okolicach m. El  Chalten  jak Hitler pod Moskwą. Może nie ma zasięgu i dlatego lokalizacja nie działa, a może już zatrzymali się na - chociaż to zbyt wcześnie - nocleg. Czekam na wiadomości. Chyba już  wiem o co chodzi. Ponieważ zaczęli się poruszać w tempie 4 - 9km/h wygląda na to, że dają z buta. I rzeczywiście z relacji jaka do mnie dotarła zatrzymali się po ok. 120km i dalej na nogach, jak zwierzęta poszli w góry na szlak. Pogoda nie nadzwyczajna, mgły, chmury, deszcz i wiatr. Przeszli ok. 15 km i jedynie Kondzio, który jest twardzielem doszedł do końca szlaku. Podobno widzieli kondora, ale nie sa pewni. podpowiadam test. Jeżeli latał - to kondor, jeżeli wisiał na drzewie, to mógł być kondom. We mgle trudno się połapać. Po drodze spotkali dwie dziewczyny, które nienaganną polszczyzną powiedziały im dzień dobry. Okazało się, że Polki. Są w trakcie trzymiesięcznej wycieczki.  Wracają z Ushuaia, zmierzają do Bogoty.Z ciekawostek jakie im opowiedziały to,  że w Santiago zaraz po  wyjściu z lotniska jakiś motocyklista wyrwał jednej z nich telefon. To ku przestrodze. Kolację dziś wydawał Hubert: jaka gotował przez pół godziny, żeby na pewno były twarde (jakie inne mogłyby być dla naszych twardzieli?), do tego puszki, co do których jest duże podejrzenie , że mogą być kocim żarciem. Całości dopełnia woda z syfonu. Dolce vita po argentyńsku. Nocleg po negocjacjach 260$. Im niżej na południe - tym drożej.

Konrad opublikował filmik z wyprawy na YTB: Patagonia 1 long . Polecam!!!








Komentarze

Popularne posty z tego bloga

691. AMERYKA PŁD. 2026. POSZŁY KONIE...

678. PLANY NA 2026 ROK.

650. RUMUNIA 2025 cz.1