344. SOUTH AMERICA . cz. 17

 Rodzaj opon - to odwieczny problem przy takich eskapadach, gdy jedzie się po szutrach i po asfaltach. Oni wybrali kostki różnych firm. Na szutrach jest OK, ale na asfalcie kostki potrafią dziwnie się zachowywać. Po pierwsze na asfaltach są głośne i po wielogodzinnej jeździe jest to coraz bardziej uciążliwe. Po drugie przy wyższych prędkościach zaczynają dokazywać: wężykować lub znosić na zakrętach. Każda opona ma parametr znoszenia z czego często nie zdajemy sobie sprawy. Zależy to od składu mieszanki gumowej, ale też od wysokości bieżnika, w/g zasady im wyższy bieżnik - tym większe znoszenie. Dlatego na wyścigach jeżdżą na slickach, czyli oponach bez bieżnika. Lucjan (zwany przeze mnie czasami Julianem - sorry) skarżył się, że na asfaltach przy prędkościach powyżej 120km/h  nosi go po jezdni. Innych nosi już po pierwszym piwie i trzeba ich wiązać. Dacie radę!

Wczorajsza opowieść była przygnębiająca, ale bywają też opowieści tragiczne:                    Zielona szkoła pojechała w góry i mieszkają u bacy. Polonistka postanowiła zapoznać dzieci z gwarą góralską i zaprosiła bacę na ognisko, żeby dzieciom coś opowiedział. I opowiada: jak byłem młodym juhasem pasali my owiecki. Raz się jedna zgubiła. Gazda zebrał nas i kazał szukać. Jak ją znaleźlim, wypili my gozołecki i kazdy ją wydupcył - coby pamiętała! Baco! Krzyczy pani. Nie przy dzieciach, znacie inną opowieść? Znom. Więc pewnego razu pasali my kozy i jedna się zgubiła. Tak my ją odnaleźli, wypili gozołecki i kazdy ją wydupcył-  coby pamiętała. Boże! - krzyczy pani. Coś innego znacie? Znom, ale to będzie opowieść tragicna! Dobrze, niech będzie. Pewnego razu to jo się zgubiłem....








My tu gadu gadu, a oni przejechali już 2600km. Narzekają na kuchnię. Steki się skończyły, jedzą głównie coś z kuchni lokalnej - czyli pizzę WC. Muszą ją jeść kolejno, bo potem jest kolejka do kibla i są problemy. Chwalą piwo, że duży wybór i dobre. W upale i kurzu myślę, że każde jest wyśmienite.  Sklepiki są zaopatrzone we wszystko: od taczek po pamiątki. Ruszyli tradycyjnie ok. 10tej i pomykają na południe drogą RN40. Ponownie wjeżdżają w teren górzysty. Na mapie lotniczej widzę, że jadą kanionem, a po obu stronach poziomice wskazują wysokość 2000m.  Droga raczej asfaltowa, ale zbliżają się do rozwidlenia w mieście Gubernator Gregores.  Czekam, w którą stronę się skierują. Ale pewnie teraz będzie postój bo to i pora obiadowa się zrobiła. Jadą jednak dalej drogą RN40. Pojawiły się nowe znaki drogowe sygnalizujące silne wiatry. Wyjechali na równinę. Zaczyna wiać! Wiatr nie jest jednostajny, tylko porywisty - co zakłóca stabilność jazdy i tak trudną do utrzymania na żwirowej nawierzchni. Dzisiejszy etap dał się we znaki chłopakom. Był 73 kilometrowy odciek zwany przeklętym, czy diabelskim, gdzie asfaltu nie było, był za to żwir i kamienie na drodze. Nazwę tego odcinka drogi usłyszeli od Kolumbijki - motocyklistki, dorabiającej na stacji benzynowej, która też jest w drodze. Wraca z Ushuaia. Zdarzyły się wywrotki Hubiemu i Lucjanowi, na szczęście niegroźne. Musiało być ciężko skoro Hubert nagrał mi się z wypowiedzią, że:  było przejebane i kilka razy zastanawiał się co on tutaj robi.  A Hubert był zawodnikiem enduro i szutry to raczej jego klimaty. Pojawił się też problem z KTM Hubiego, który złapał temperaturę i się zagrzał. Zakładają, że chłodnica zapchała się kurzem, ale nie wydaje mi się to prawdopodobne. Za krótka trasa na takie historie. Oby nie było problemów technicznych. Dziś mimo trudnych warunków przejechali ok. 480km. Mają fajną miejscówkę do spania nad jeziorem Lago Viedna, w porządnym hotelu niedaleko brzegu. Na fotografiach okolica przypomina Islandię, tzn. jest dosyć ponuro i brak drzew w zasięgu wzroku - tylko jakieś mchy, sucha trawa i porosty. Wczorajszy nocleg w kurniku 50$ za całą ekipę - dziś tyle samo - tyle, że od osoby. Cóż, kraj kontrastów.



 

 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

691. AMERYKA PŁD. 2026. POSZŁY KONIE...

678. PLANY NA 2026 ROK.

650. RUMUNIA 2025 cz.1