343. SOUTH AMERICA. cz. 16

     BAJO CARACOLES (DROGA  RN 40) -  

 

Chłopcy wczoraj po południu mieli sporo wolnego więc mieli czas, żeby przekazać więcej wiadomości. Dzień był trudny, chociaż widoki podobno piękne. Trasa wiodła głównie szutrami, w części po górach i serpentynach. Przejazd przez Paso Roballos. Jazda w takich warunkach nie należy do przyjemności. Podłoże nie jest jednolite: od żwiru wielkości grochu do kamieni wielkości pomidorów. Usypane koleiny i kurz. Pierwszy w szyku ma jeszcze jako tako, ostatni jedzie w paskudnych warunkach, w tumanach kurzu. Do tego dochodzi też kurz od jadących z przeciwka samochodów - czasami kilku. Wjeżdża się w ten kurz i przez kilkanaście sekund jedzie się na oślep. A ponieważ po bokach drogi koła usypały wały kamieni - wszyscy starają się jechać blisko środka. Czym to grozi - wiadomo! Rosyjska ruletka. Jazda ich szutrowymi drogami (jak każdymi) ma jeszcze tę niedogodność, że "jezdnia" b. szybko staje się nierówna jak tara do prania i żeby plomby z zębów nie wypadły, trzeba jechać szybko - i niebezpiecznie w razie upadku. Lekarstwem na tarki jest zapierdalać tak szybko, aż zawieszenie przestanie wybierać każdy dołek. Chłopcy meldują, że już opanowali tę sztukę i odgrażają się, że wybierają się na Dakar. Szkoda, bo do niedawna Dakar odbywał się w Argentynie. Może niech zaczekają, aż Arabia Saudyjska zrezygnuje? Po drodze udzielają paliwa jakiemuś motocykliście, który utknął na trasie. Jak dojechali w końcu do  drogi  RN40, Kondziu całował asfalt jak JP II na lotnisku. Przeprawiali się do Argentyny przez małe przejście graniczne. Po stronie chilijskiej komputery - ale brak internetu (chwilowo) - więc czekali ok. 2 godzin. Po stronie argentyńskiej luzik. Funkcjonariusze w dresikach, kajecik, linijka, długopis. Wpisujemy się! Spoko. Przy okazji odnaleźli wpis Grześka z przed 4 dni. Jadą tą samą trasą. Zmierzają do głównej drogi RN 40 i tam chcą tankować. Nie mają zapasu benzyny, bo w Argentynie jest ponad 3 razy tańsza- więc wiadomo. A tu niespodzianka jak pisałem. Jest stacja benzynowa - nie ma paliwa. No to do hotelu - będą czekać do jutra. Ale nie ma miejsc. Benzyna jest (?) w miastach przy drodze RN40 - albo 130km na północ, tzn. w przeciwną stronę do ich kierunku jazdy, albo na południe - ale 230 km. Te 130km jest szansa, że by dojechali, ale są opory w grupie, gdyż Lucjan jest sceptyczny w stosunku do tego planu. Razem z nimi tkwi rodzina z dziećmi w samochodzie. Podobno jadą na Alaskę. Też nie mają paliwa.  Chociaż nie do końca. Gościu ma 20l benzyny, które im oddaje, bo on i tak nie dojedzie na niej do miasta. Chłopcy ratują ich pizzą - bo są głodni. Gościu deklaruje, że pojedzie stopem i przywiezie paliwo sobie i 40l im.



 W międzyczasie dogadują się z jakąś parą podróżującą stopem. On Portugalczyk- Bruno, ona Ada - Polka.   I to z Ostrołęki - czyli prawie po sąsiedzku. Świat jest mały stwierdzam po raz drugi!  Pomagają im bardzo  w porozumieniu się z miejscowymi. Sami są w podróży od 16 miesięcy!!! Wystartowali z Afryki ( Tanzania, Kenia , Uganda),  przejechali przez Azję ( Oman, Turcja,Irak, Iran, Pakistan, Nepal, Malezja, Indonezja) , teraz Peru, Boliwia, Argentyna i Chile.  Podróżowali głównie autobusami. Najdłuższa trasa 31 godzin!!!  Trochę stopem. W Polsce mają być na Wielkanoc. Koszt oceniają na ok. 55 tys. PLN na osobę. Ludzie to mają fantazję!!! I pieniądze.  W końcu pomagają im znaleźć spanie: jedno dwuosobowe łóżko podparte pustakiem i dwa pojedyncze. Dwóch śpi na podłodze na materacach. Lokal przypomina kurnik i chyba nim był do niedawna. Na bezrybiu.... Żeby był komplet wrażeń - okazało się, że Radek złapał gumę. Ale to najmniejszy problem w tym wszystkim. Facet z benzyną wrócił o 2giej w nocy. Maniana.



 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

691. AMERYKA PŁD. 2026. POSZŁY KONIE...

678. PLANY NA 2026 ROK.

650. RUMUNIA 2025 cz.1