338. SOUTH AMERICA. cz. 11

 VILLA  MASCARDI  -  TREVELIN

KUFRY - najpopularniejsze chyba jednak obecnie pojemniki na bagaż w motocyklach wyprawowych. Występują w kilku wersjach: plastikowe, metalowe-aluminiowe i takie w obu tych wersjach z wierzchem z materiału. Plastikowe wbrew pozorom są odporne na uderzenia i tarcia. Pamiętam jak od motocykla mojej Joli gdzieś na trasie katowickiej przy 120km/h odpiął się kufer i sunął po asfalcie ze 150m. Myślałem, że przetarł się na wylot, a on był zaledwie porysowany. Kiedyś na zlocie w Varażdin w Chorwacji w mojego Gold Winga 1100 uderzył inny uczestnik parady, kufer się odpiął i stoczył z b. wysokiego nasypu przed mostem, koziołkując przy tym kilkadziesiąt razy. I co? Urwał się tylko jeden z dwóch metalowych zawiasów i dekiel był porysowany. To był zresztą jakiś pechowy zlot, bo drugiego dnia gość w Golfie na alejce dojazdowej  tak był zajęty radiem, że zjechał na lewo i zmusił mnie do ucieczki do rowu. I tym razem wyłamałem sobie przednią szybę. Policjant zmusił go do wypłaty an moją rzecz 100DEM i było po sprawie i bez pisania protokołu. Wadą ich jest, że przy kolizji często urywają się uchwyty do mocowania. 

Najpowszechniejsze są kufry aluminiowe, bo można z nich zrobić stolik lub siedzenie, są lekkie, łatwo się wypinają. chyba, że są przykręcane.  W razie wywrotki dają się jakoś wyprostować i chronią też nogi przed przygnieceniem przez motocykl. Posługując się torbami wewnętrznymi - co polecam - łatwo zabrać się z bagażem do pokoju. Na kufrach można umieścić dodatkowe bagaże: namioty, śpiwory, etc.  Mają solidne zamknięcia - co jest zaletą, gdyż można się oddalić od motocykla np. na zakupy czy zwiedzanie.

Są też wersje kombinowane aluminiowe z pokrywą z tkaniny, które dobrze znoszą upadki bo się nie odkształcają.

Pobliska miejscowość to San Carlos de Barilocha. Takie małe Zakopane. Niestety wczoraj nie było tam miejsc. Podobno wykupione do października. Na razie z noclegami nie było problemu, a jadą na żywioł. Tak zresztą najfajniej, chociaż oczywiście zarys trasy jest znany. Dziś dalej na południe drogą nr 40. Z mapy widać, że dalej towarzyszą im jeziora. Kolejne to Lago Guillelmo. Po lewej ręce pasma górskie o wysokości 4 - 5tys. metrów. Start ok.13tej Co oni robią, że codziennie nie mogą się wybrać o sensownej porze. Benzyna po dwa złote - ja bym jeździł od rana do wieczora. No cóż? Maniana.

Wyjaśniłem powód późnych startów ekipy. Rano Radek i Lucjan załatwiają przez internet sprawy firmowe -  bo nie ma to jak urlop! Radek prowadzi 3 sklepy motoryzacyjne, a Lucjan jest informatykiem i ma rozległe biznesy nie tylko w Polsce. Jeszcze trzeba pozgrywać filmy -  a czas leci. Tak więc oni rano do laptopów, a Piotrek z Kondziem i Hubim z kamasza na wycieczkę wokół jeziora. Jest tam mały wodospad i podejmują próbę kąpieli. Ale tylko Kondziu, który jest twardzielem wytrzymuje w lodowatej wodzie.  Po powrocie Piotrek z Kondziem jadą na stację benzynową zatankować. A tam awantura na 4 fajery. Pompiarz jakiejś kobiecie zatankował niewłaściwe paliwo. Południowe temperamenty - wiadomo. Nie ma szans zatankować póki nie skończą. Jadą na inną stację 80 km dalej.  Piotrek na wyświetlaczu od wczoraj widzi zero - przejechał jeszcze 103 km i wacha się skończyła 20km przed miastem.  Na szczęście mają kanisterek 2l, więc dojechali. Grupa spotyka się na tej stacji benzynowej. Startują ok. 13tej, w planie powrót do Chile. Za m. Epuyen skręcają na drogę nr RP71. Kończy się asfalt, zaczynają się szutry i kurz. Po drodze Hubi przez interkom opieprza wszystkich, że jadą jak barany i gubią torby. Po zatrzymaniu okazuje się, że to jego sakwa. Dobrze, że uderzyła go w nogę jak odpadła - to ją zauważył. Przy kolejnym tankowaniu od miejscowych dowiadują się, że przejście graniczne czynne tylko do 20tej - więc dziś nie zdążą. Nocują w miasteczku Canabas la Senalada. Po odczyszczeniu  sprzętu i dróg oddechowych z kurzu jadą na steki do poleconego im miejsca. Steki kiepskie ( 64$), piwo. Pojechali w sześciu na  4 motorach, bez kasków. W powrotnej drodze patrol policji kontroluje trzeźwość. Na szczęście na przeciwległym pasie ruchu. Policjanci gwiżdżą na nich, oni rżną głupa i jadą dalej. Udało się! Na miejscu w sklepie przy kupnie piwa dowiadują się, że po przekroczeniu progu 0,5 promila jest konfiskata pojazdu. Ziobro ma krewnych na całym świecie? O Boże ! Uprzedza też, że jest "godzina policyjna" po której nie wolno kupić piwa, więc nich swoje schowają. Mają szczęście - co nie najlepiej świadczy o ich intelekcie.






250km. Szału nie ma!


 

 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

691. AMERYKA PŁD. 2026. POSZŁY KONIE...

678. PLANY NA 2026 ROK.

650. RUMUNIA 2025 cz.1