337. SOUTH AMERICA cz.10

JUNIN de los  ANDES   -   VILLA  MASCARDI  

 Na etapie przygotowań do wyjazdu toczyła się między nami dyskusja jak się spakować. Jest kilka opcji, z których każda ma wady i zalety.

Rollbag - czyli worek wodoodporny, który mocuje się za kierowcą na tylnym siedzeniu lub na bagażniku. Jest tani, może mieć różne pojemności i można go zabrać do pokoju na nocleg. W razie wywrotki, jak się przetrze o asfalt łatwo go zakleić panzertaśmą. Wadą jest to, że można go bez trudu ukraść albo w całości, albo przecinając nożem ścianki. Po deszczu, a szczególnie po błocie, wnoszenie go do pokoju hotelowego nie jest fajne. W trasie trudno się do niego dostać, bo jest ściśnięty ekspandorami lub taśmami, a zwykle potrzebne rzeczy są na dnie. Taka karma!

Tankbag - czyli torba na zbiornik paliwa, chociaż można ją umieścić też za siedzeniem, jest wygodna. Zaletą i wadą zarazem jest łatwość jej demontażu. Kiedyś były mocowane taśmami biegnącymi pod zbiornikiem i było to kłopotliwe. Można było się też poparzyć. Te starego typu torby, używane w czasach gdy kufry nie były popularne miały często kilka pięter, które w zależności od potrzeb można było odpinać i dopinać - tak, że często sięgały pod brodę i trzymało się je między łokciami, żeby się nie przeważyła na bok. W górnym piętrze była doszyta przezroczysta plastikowa kieszeń, w której była mapa i notatki do trasy. Tak, tak! Były takie czasy, że nie było nawigacji i podróżowało się w/g map i drogowskazów. W pierwszej zagranicznej motocyklowej podroży do Bułgarii w latach 80tych jechałem z taką torbą na zbiorniku zza której ledwo mnie było widać.

Torebki-  różnej wielkości mocowane we wszystkie możliwe miejsca: przy gmolach, pod reflektorem i gdzie się da.

Sakwy - czyli miękkie torby nakładane na siedzenie za kierowcą połączone ze sobą jak końskie siodło. Wadą ich jest to, że pasażer siedzi na ich łączniku, co nie zawsze jest komfortowe. Z reguły przeciekają po dłuższej jeździe w deszczu. Zaletą jest to, że nie wymagają stelaża - chociaż nie zawsze,  bo niektóre wchodzą w koła - nie szpecą motocykla - szczególnie sportowego. Można zabrać do hotelu. CDN. 

 

Świat nie torba, świat nie kurza dupa - jak pisała Szymborska. Dziś odezwał się do mnie Grzesiek z którym  ( i jego Ewą )  byłem na kilku wyprawach z Mototurist i w USA. Jest aktualnie w Chile z inna grupą !!!

A chłopcy w południe jeszcze na miejscu. Aktualnie załatwiają OC. Dla 6 osób załatwianie formalności z kobitą, która nie zna żadnego języka nie jest proste. Tym bardziej, że Radka motocykla nie ma na liście!?   No i pojawił się problem z płaceniem, bo jeszcze nie mają miejscowej waluty i trzeba wymienić. Hubert objeździł całe miasteczko i we wszystkich sklepach razem udało się wymienić 100$ na 375.000 peso. Ubezpieczenie na 1 motocykl na 20 dni kosztuje ok. 3$. Słownie :trzy dolary USA !!!  Karta do telefonu z internetem na 30 dni też ok. 3$. Benzyna po 2,20PLN !!!   Chyba Morawiecki im też dopłaca. Na życzenie ogółu mam napisać, że powodem opóźnienia jest też to, że Hubi defekował 4 razy - a limit dzienny jest 3. Mają zatem  czas, żeby pogadać z jakimś  "amerykanem",  który twierdzi, że odcinek trasy przed nimi jest najlepszy na całej trasie, a on sam jeździ po  nim tam i z powrotem - od kilku dni. Może dziś zdążą ruszyć chyba,  że jeszcze pójdą na steka.


W końcu ruszają po trzech godzinach załatwiania OC. Jak widać: albo tanio - albo szybko. Jadą na południe i południowy zachód drogą nr 40 dojeżdżając do jez. Lago Falkner. Okolica jak na Mazurach tyle, że na wysokości ponad tysiąc m. Jezioro za jeziorem, bez liku. Potem jadą drogą nr 40 wzdłuż kolejnych jezior: Lago Traful, Lago Mascardi. Nocują w m. Villa Mascardi nad ostatnim jeziorem. Po drodze piknik nad brzegiem, gotowanie na kuchence gazowej. Kuchnia regionalna - czyli chińskie zupki. A co? Kto bogatemu zabroni!  Dojazd do jeziora kilkadziesiąt metrów po piaszczystej plaży, którą udaje się pokonać  w obie strony bez wywrotek.  Droga nr.40 ma dobrą nawierzchnię asfaltową, jest kręta, zapewnia masę super widoków. Dziś były prawdziwe, najlepsze na świecie argentyńskie steki. Radek za bufetem zarządzał kuchnią, wybierał mięso i pilnował procedury wzbudzając pożądanie miejscowych senoritas. Bo wszystkie Radki to równe chłopaki - mówiły. Oczywiście po hiszpańsku - bo za granicą też znają języki. Steki dla wszystkich ok. 100$. A tam steki na cały talerz. Nocleg 140$ z śniadaniem w bardzo ładnej miejscówce. A tu jest środek okresu wakacyjnego i z miejscami do spania cienko.  Trasa 250km. Dzień zaliczają do b. udanych. Jeziora a w tle pasma górskie. Dobra pogoda, Dobry asfalt. Spory ruch, dużo autostopowiczów, chętnych nawet na podróż na tylnym siodełku. Nawet dziewczyn samotnych, a chętnych. Niestety mają duże plecaki i małe cycki. Nie mają szans. Przecież chłopcy są żonaci.






 


Komentarze

  1. Życzenia powodzenia i realizacji planów wyprawy dla chłopaków. Dla Ciebie Andrzeju szacun za to, że podjąłeś się wyzwania relacjonowania ich podróży. Z niecierpliwością oczekuję następnych odcinków.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

691. AMERYKA PŁD. 2026. POSZŁY KONIE...

678. PLANY NA 2026 ROK.

650. RUMUNIA 2025 cz.1