336. SOUTH AMERICA. cz.9

 MALALCAHUELLO  -   JUNIN de los  ANDES

Na nalepce naszej wyprawy widnieje napis PATAGONIA. Jest to część Ameryki Południowej na południe od rzeki Rio Negro, obejmująca Chile i Argentynę. Powierzchnia ponad 3 krotnie większa od Polski z dominującym akcentem pasma Andów - najdłuższego pasma górskiego na ziemi i stosunkowo wąskiego. Szerokości od 200 do 800km z kilkoma szczytami zbliżającymi się do 7tys. m. Niezwykle malownicza o wyjątkowo urozmaiconej rzeźbie terenu. Od wysokich gór z lodowcami po pustynie ze słonymi jeziorami. Kto oglądał poprzednie rajdy DAKAR - może mieć wyobrażenie o tym jak tam pięknie. Nic dziwnego, że zjeżdżają się tam turyści z całego świata, w tym sporo motocyklistów.

Rano chłopcy nie mogą się wykocić. Ruszają dopiero ok. 11tej. Podobno zmęczeni po off roadzie. Jeśli te parę kilometrów ich wykończyło - to czarno widzę. To nie po mojemu. Ja niestety wcześnie się budzę i rano zawsze narzucam tempo do wyjazdu.To wcale mnie nie cieszy, bo nie umiem na wyprawie odpoczywać. Każda godzina poza siodłem wydaje mnie się stracona. Wszyscy mnie znają z tej strony. Nie uważam tego za swoją zaletę. bo nie potrafię się wyluzować.  

Na lokalizatorze widzę, że zgodnie z zapowiedzią późno - bo późno - ale zmierzają już  w stronę Argentyny. O 18tej naszego czasu są już w pobliżu granicy z Argentyną. Z mapy wynika,że to piękna okolica otoczona jeziorami. Po przekroczeniu granicy jadą na południe drogą E 23 obok pasm górskich o wysokości 4000 i 5000m. Jest problem z internetem i z tego powodu jest trochę zamieszania. Ich droga biegnie na wysokości 900 - 1200m. Z mapy wynika, że istnieje kilka dróg o przebiegu wschód-zachód, co oznacza, że przebijają się przez pasmo Andów. Biegną z reguły dolinami rzek, których też jest nad podziw dużo. Pewnie biorą początek z lodowców. Wczoraj skończyła się autostrada, dziś w większości asfalty. Hubi ocenia, że teraz ok. 80%  szutrów. Sądząc po zdjęciach, to są szerokie porządne drogi, tylko że pokryte szutrem. Podobne są już pierwsze straty.Urwane lusterko u Huberta, wgnieciony zbiornik. Zbiornik w Tenerce - a i tak miała tylko 16 pojemności i najczęściej była tankowana. Teraz pewnie jeszcze nieco mniej. Piotrek twierdzi, że to szkody parkingowe. Wygląda na to, że po wyprawie motocykle pójdą do ludzi, bo sprzedawane motocykle zawsze są po paciakach parkingowych. Mają do mnie pretensje, że wykrakałem, bo rano pytałem się o jakieś ciekawe szczegóły - wywrotki, albo inne przygody. Na szczęście Radek po doświadczeniach hiszpańskich miał zapasowe. I kto powie, że podróże nie kształcą. Z wczorajszego dnia bardzo podoba mnie się ta fota poniżej, więc jeszcze raz ją powtórzę. To Piotrek ma takie dobre oko do zdjęć. I dobry  sprzęt!

 

Na granicy z Argentyną schodzi im się 1,5 godziny na formalności. Muszą rozliczyć się z motocykli z urzędem celnym w Chile i zgłosić je do odprawy u Argentyńczyków. Humory się poprawiają, bo benzyna tańsza o połowę. Za litr 95tki ok. pół dolara. Nocleg też okazał się trochę tańszy i za 6 osób ze śniadaniem zapłacili w mieście Junin de los Andes 130$. W sumie przejechali tego dnia ok. 300km. Po drodze byli nad jez.  Lago Alumine. Woda b. przejrzysta i ciepła. Konrad obowiązkową kąpiel zaliczył. Po drodze nie obyło się bez przygód. Najpierw Kondzio przejechał skręt, którym pojechali wszyscy i musieli się szukać. Z Kondziem spodziewam się, że to dopiero początek przygód, bo ma dziwną właściwość sprowadzania kłopotów. To on na wyprawie do Stanów rozbił Harleya, a na pytanie funkcjonariuszki czy pił odpowiedział, zanim dostał od nas kopa: dziś to nie, ale wczoraj to.... Potem zgubił się Hubert, który jechał przodem i przegapił umówiony zjazd nad jezioro. Takich przygód pewnie będzie więcej, gdyż na tych szutrach strasznie się kurzy, więc tylko prowadzący ma w miarę komfortowo, a ci z tyły jadą w totalnym kurzu. Więc odległości muszą być większe...i wiadomo. Łatwo się pogubić. Radek narzeka, że te szutry poza kurzem mają jeszcze tę wadę, że są jak tarka. Musiało wczoraj trochę czasu upłynąć zanim się wjeździli bo piach jest i sypki i twardy i wysoki i niski. I kamienie. Panaceum na  tarki jest z reguły duża szybkość, ale wtedy też robi się niebezpiecznie przy braku doświadczenia. Muszą jeszcze wykupić ubezpieczenie OC, bo na Argentynę nie mają. Z ciekawostek: Piotrka po drodze coś użądliło. Chyba osa tse tse, bo pisze, że strasznie bolało. Dobrze, że nie w oko lub okolice, bo w takich warunkach często jedzie się z uchyloną szybą. W hotelu dużo czasu zajmuje im doczyszczanie ubrań i kasków. Szyby są tak brudne, że prawie nic  przez nie nie widać. Po kąpielach jak się już wybrali na steki, było już po 22giej i obeszli się smakiem.




 


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

691. AMERYKA PŁD. 2026. POSZŁY KONIE...

678. PLANY NA 2026 ROK.

650. RUMUNIA 2025 cz.1