335. SOUTH AMERICA. cz.8


LINARES  -  PARK  WULKANÓW -  MALALCAHUELLO

 Pytałem się dziś chłopaków, czy zamykają na noc motocykle. Odpowiedzieli, że brama podwórka hotelu zamknięta na noc,  okręcona drutem kolczastym i  zasłonięta wysoką blachą. Nastawiali się na szutry - więc pytałem też, czy w Chile autostrady są szutrowe? Podobno nie. Na razie nuda jak na polskim filmie. Nawet drogi do Ostrołęki nie widać. Na mapie widzę wiele ciekawych nazw miejscowości: Casablanca, San Francisco, San Fernando - ciekawe kto kogo naśladował.Na autostradzie co kilkadziesiąt kilometrów są bramki do opłat. Chłopcy jadą "po polsku" - czyli lewym pasem dla aut, które mają opłacony przejazd. Niewykluczone, że w którymś momencie przestanie być nudno z tego powodu😎. Jazda autostradą nie jest szczytem emocji. Mnóstwo chińskich samochodów przypominających europejskie marki. Auta europejskie mają inne nazwy niż te do których jesteśmy przyzwyczajeni. Ciężarówki głównie amerykańskie. Uwagę zwracają systemy do pompowania kół zarówno w samochodach jak i naczepach. Prawdopodobnie to przystosowanie do zmiany warunków z asfaltowych na szutrowe. Może w końcu zacznie się coś ciekawego. Chile na ok. 5tys. km z północy na południe, więc jazda autostradami w pierwszej części jest nieunikniona, co nie zmienia faktu, że jest beznadziejnie monotonna. Nawet przy całej ekstrawagancji miejscowych kierowców.

Śniadano cienkie, chociaż tym razem powiększone o jajecznicę. Startują i jadą na południe autostrada nr 5.  Przed m. Los Angeles skręcają do wodospadów  La Aquada. Powrót  na drogę nr 5.   W m. Victoria skręcają z drogi nr 5 na wschód w drogę nr 181 i dalej przez m. Curacautin, w kierunku Reserva Nacional Malalcahuello   ( rezerwatu z wulkanami). Do wulkanu drogą R 735. Krater  nazywa Bożonarodzeniowy. Powstał zaledwie w 1988r w Boże Narodzenie - stąd nazwa.  Mają też nareszcie kilka kilometrów off raodu, dosyć trudnego i emocjonującego - bo droga biegła i po kopnym piachu i chwilami nad urwiskami. Krajobraz przypominający nieco bieszczadzki, w każdym razie zrobiło się ciekawiej.. Droga pokryta kurzem z popiołu wulkanicznego, zatem czarnym.  Motocykle zaczęły wyglądać nareszcie wyprawowo, bo są cale czarne, a kierowcy jak kominiarze.  Na zboczach wulkanu jest pełno wyciągów narciarskich, więc i baza turystyczna rozwinięta. Pełno cabanas czyli domków noclegowych. Najwyżej wjechali na 1860m, ale szczyt wulkanu jest dużo wyższy, pokryty śniegiem. Temp. w górach ok. 24st.  Nocują w jednym z cabanas, z bardzo "góralskim",  stylowym wystrojem.Nocleg 27$ od twarzy. Kolacja we własnym zakresie i mają zakupy na śniadanie na jutro.  Pokonali 453km i już łącznie ok. tysiąc kilometrów. Jutro wjeżdżają do Argentyny.









 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

691. AMERYKA PŁD. 2026. POSZŁY KONIE...

678. PLANY NA 2026 ROK.

650. RUMUNIA 2025 cz.1