308. KOLEJNY "OSTATNI" SŁONECZNY WEEKEND. cz. 2 GRABARKA

To nie jest daleko, niewiele ponad sto km. Więc jadę, prowadzi mnie nawigacja w Googlach.  Za wsią skręcam w lewo, prowadzi bardzo fajna asfaltowa, nowa droga, która po kilku kilometrach gwałtownie się urywa i przechodzi w drogę gruntową. Do najbliższego manewru mam 8,5 km, więc pewnie tyle jej będzie. Jadę na rezerwie, więc nie zawracam lecz brnę dalej tą drogą, tym bardziej, że przypominam sobie, że kiedyś jechałem do Kruszynian właśnie od drugiej strony, od przejścia granicznego i wtedy też była to droga gruntowa. Ale po drodze dopadają mnie wątpliwości czy to była dobra decyzja - bo jestem bardzo blisko granicy - i mogę zostać uznany za wolontariusza, który jedzie pomagać uchodźcom. Przeciwko uchodźcom nic nie mam, ale kłopoty mogą być. Po drodze mijam jakiś obóz wojskowy z ciężarówkami. Wyjeżdżam tu obok przejścia w Bobrownikach wprost na sznur TIRów. Skręcam w prawo i jadę wzdłuż kolejki samochodów. W nocy  trudno ocenić jej długość, ale miała 10, a może więcej kilometrów. Tylko współczuć kierowcom, którzy w tych warunkach muszą czekać kilka dni na przejazd. Trochę to dziwne.

Wbijam w swoją nawigację Grabarkę i jadę dalej. Dojeżdżam na miejsce, ale coś się nie zgadza. Wieś Grabarka, powiat siemiatycki - niby się zgadza. Jest zupełnie ciemno ale widzę tylko cztery domy na krzyż. Byłem tu kiedyś, ale wyglądało zupełnie inaczej. Sprawdzam w Googlach i już wiem. To ma być Grabarka Klasztor. To jeszcze ze 20 kilometrów. Dojeżdżam na miejsce po 20tej. Widzę wiatę w której jest cudowne źródełko, cerkiew drewnianą na wzgórzu. Zgadza się. To na pewno tu! Obok jest parking. Stoi na nim samotny kamper - będę miał towarzystwo! Idę po kamiennych schodach na wzgórze. Cerkiew jest częściowo oświetlona, widać mnóstwo krzyży małych i dużych, kilka miejsc ze skupiskami krzyży też dyskretnie oświetlonych. Miejsce robi wrażenie, ale nie jest to nastrój grozy. Po chwili zbliża się siostra zakonna i mówi, że będzie zamykać obiekt. Jutro otwarte od rana od 8mej, a o 10tej będzie msza. Miałem szczęście, że zdążyłem jeszcze przed zamknięciem, bo  zależało mnie na tym, by zobaczyć to nocą i się udało!

Wracam do auta. Sąsiedni kamper stoi ciemny. Może nocują w klasztorze, bo chyba za wcześnie na spanie. Robię kolację, potem trochę  hałasuję bo na podłodze pojawiła się woda. Musze sprawdzić co się dzieje, bo już wcześniej się zdarzała - ale myślałem, że to może z lodówki w czasie rozmrażania. Rozbieram siedzenie, żeby się dostać do termy, która już kiedyś ciekła. Może pod wpływem temperatury wzrasta ciśnienie i wężyk puszcza. Ale nie!   Dostaję się do rozgałęzień - też sucho! Nie rozumiem skąd woda. Będę musiał to w domu sprawdzić przy lepszym oświetleniu. Kładę się spać, oglądam jeszcze Psy na DVD. W nocy jest chłodno, dwa razy na godzinę włączam webasto. Rano nieśpieszne śniadanko, bo chcę dotrwać do 10tej żeby iść na mszę. Msza jako taka mnie nie interesuje, ale chcę posłuchać śpiewów, a prawosławni w cerkwiach pięknie śpiewają na głosy. Pamiętam wrażenia jakie zrobił na mnie chór cerkiewny w Moskwie. Szczególnie faceta o twarzy kretyna, który ciągnął takim barytonem, że aż szyby drżały.

Wychodzę przed kampera, przed sąsiednim krząta się facet. Przepraszam państwa za hałasy wieczorne - mówię po dzień dobry. Nic  nie szkodzi, ale ja jestem sam - mówi sąsiad. I ja też sam - stwierdzam. No to poznajmy się: Robert - Andrzej. Zapraszam go na kawę, oglądamy swoje auta, wymieniamy się doświadczeniami. Robert jeździ krócej ode mnie, wyłącznie po Polsce. Jego kamper podobny nieco do mojego poprzedniego - tylko mniejszy - ale też na bazie Peugeota J5. Chyba jeszcze starszy od mojego. 

Rano jeszcze raz idę na Świętą Górę. W dzień tez robi wrażenie. Krzyży są setki. Duże i małe, na niektórych pozawieszane różańce i jakieś wota. Na poprzeczkach krzyży z reguły jakieś napisy, najczęściej Boże ochroń w różnych językach, najczęściej ukraiński i polski. Od stuleci uznawana za święte miejsce prawosławia. Krzyże wotywne zaczęto ustawiać po 1710 roku, gdy ludzie schronili się na Górze przed epidemią cholery. Największe świeto obchodzone na niej ma miejsce 18/19 sierpnia - Dzień Przemienienia. Jest tu mały klasztor żeński.

O 10tej idziemy z Robertem do cerkwi, posłuchać śpiewów podczas nabożeństwa. Śpiewa siedem bodajże zakonnic, pięknie, na głosy. Słuchamy kilkanaście minut. Stoimy w przedsionku dlatego dopiero gdy podchodzę dalej widzę trzech popów, którzy prowadzą mszę. Palą się w kilku miejscach te cieniutkie świeczuszki wotywne.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

691. AMERYKA PŁD. 2026. POSZŁY KONIE...

678. PLANY NA 2026 ROK.

650. RUMUNIA 2025 cz.1