Dziś start o 13tej z Chopina. Krótki lot do Londynu i tu 6 godzinna przerwa w oczekiwaniu na lot do Santiago w Chile. Sześć godzin to dosyć dużo i mogliby zwiedzić Londyn, ale do tego potrzebne jest ETA, czyli elektroniczną autoryzację podróży - co jest odpowiednikiem wizy. Jednakże nie załatwi się tego od ręki i kosztuje 96 funtów - czyli sporo. Tak więc muszą siedzieć na lotnisku, ale nie na ławkach- tylko w strefie Club Aspire Lounges. Trzy godziny za 40 funtów - co też nie jest całkiem tanio, No a potem już górki! Tylko 14,5 godziny lotu i są w Santiago. A, i jeszcze mały spacerek do portu w Valparaiso -150km wynajętym samochodem i są na miejscu. Kaszka z mleczkiem! Wykupienie miejsca w Club A.L. okazało się dobrym posunięciem, gdyż mogli odpocząć w ciszy, wykąpać się - jak ktoś miał ochotę, zjeść w ramach opłaty, a nawet napić się piwa. Wylądowali ok. godz.13tej po długim , uciążliwym locie z kilkoma niespodziankami : miejsce przy oknie za które...
Sezon motocyklowy w Polsce już się skończył. Motocykle stoją w garażu, sprawdzamy czy nie trzeba pomyśleć o nowych oponach na następny sezon 2026, doładowujemy akumulatory - żeby nie sprawiły nam wiosną nieprzyjemnej niespodzianki. Krytycznie oceniamy ubiory - czy nie trzeba pomyśleć o uzupełnieniu garderoby. Ja myślę o zmianie kasku, bo mój jest już dosyć wysłużony. Od kilkunastu lat jeździłem w karbonowych kaskach holenderskiej firmy Lazer o wadze 1350g - chyba najniższej w klasie kasków szczękowych. Niestety firma splajtowała i nie widzę na rynku nic o podobnej wadze. Nawet karbonowe kaski innych firm ważą ok. 1600g, lub lepiej. Przy wielogodzinnej jeździe, te 250g różnicy ma spore znaczenie, tym bardziej, że dokucza mnie odcinek szyjny kręgosłupa. To efekt setek godzin jazdy w kasku. Inna rzecz, która pozwala pozostać w kręgu spraw motocyklowych, to plany na przyszły rok. "Moja" ekipa: Radek, Piotrek, Hubi i Grzesiek już są w trakcie przygotowań do kol...
Startujemy w piątek o 12.00 ze stacji benzynowej w Ciechanowie, na wylocie na Płońsk. Jestem pierwszy, Ewelina i Przemek zajeżdżają po chwili. Czwarta ekipa: Ewa i Wojtek - brat Eweliny - dojedzie do nas wieczorem. Ewelina jedzie na BMW GS 750, Przemek na GS 850, ja na Triumphie 900. Nocleg mamy w Rabce, gdzie Wojtek ma mieszkanie. Nie jedziemy siódemką, lecz drogami krajowymi przez Rawę Maz. i Opoczno. Po raz kolejny stwierdzam, że mamy super drogi. Był chyba tylko jeden gorszy odcinek, a cała reszta b. dobra. Przebijamy się przez Kraków jakimiś opłotkami, bo centrum zakorkowane. W końcu dojeżdżamy. W mieszkaniu czekają na nas rodzice Wojtka. Wkrótce pojawia się też właściciel z Ewą. Nas złapała mżawka na dojeździe, a oni trochę zmokli. W planie jest kolacja w restauracji Siwy Dym. Siedzimy tam przy desce wędlin i mięs. Dobre jedzenie. Stolik musiał być zarezerwowany, bo lokal jest b. popularny. Gra zespół. Niestety tak głośno, że nie sposób rozmawiać. Rodzice Wojt...
Komentarze
Prześlij komentarz