226. PZRYGOTOWANIA DO WYPRAWY.

 

Jestem już porządnie zmęczony konstruowaniem kampera. Lata niestety robią swoje !  Nie do wiary! Sam siebie nie poznaję. Mimo, że była pogoda i całkiem ciepło - jeszcze nie wsiadłem w tym roku  na motocykl. Jedno popołudnie tylko poświęciłem na przygotowanie mego Triumpha 800 do transportu. Wymieniłem olej z filtrem, założyłem na tył nową oponę, żeby starczyła też na powrót do Polski zgodnie z planami. Miarą mego zmęczenia niech będzie fakt, że po długiej szamotaninie z założeniem tylnego koła, które nie mieści się obok zacisku hamulcowego  (stosuję oponę szerszą o 10mm czyli 150)  i trzeba go zdjąć - zapomniałem go przykręcić z powrotem i dopiero wieczorem stwierdziłem, że na stole zostały dwie śruby od jego montażu. Przy wymianie opony oczywiście regulacja łańcucha, uzupełnienie oleju w Scott Oiler, sprawdzenie czy działa. Uzupełnienie ciśnienia w oponach. W przedniej było jakieś podejrzanie niskie i będę musiał jeszcze raz sprawdzić za kilka dni.  Spakowanie narzędzi, które zawsze wożę i często są potrzebne. Na szczęście zwykle nie mnie, ale różnie bywało. Jakieś zapasowe śrubki, nakrętki, trytki. Nigdy nie wiadomo co może się przydać w podróży. Teraz zostało pakowanie ubrań i butów. W kufry muszę się spakować na dwa tygodnie i pojadą razem z motocyklem. Również kask, buty i kombinezon. Do samolotu biorę tylko osobisty bagaż o wymiarach bodajże 40 x 20 x 25 cm. W powrotnej drodze zabiorę rzeczy do prania. Zwykle pakowanie zaczynam sporo wcześniej, bo mimo spisu jaki mam standardowo przygotowany, zawsze coś ekstra jest potrzebne. Kamera, zapasowe karty, ładowarki, uchwyty, kable, śruby do mocowania, etc. Niektóre rzeczy, np. ładowarki podwajam, żeby w razie awarii, pozostawienia w hotelu, itp. nie zostać bez sprzętu. Z każdej wyprawy nagrywam i montuję film, więc musi wszystko działać. Trochę jedzenia na wszelki wypadek, kubeczek i grzałka, sztućce. Jak kubeczek - to kawa i herbata, a wtedy i cukier w fifkach.

Zwlekałem z kupnem biletów na samolot bo pandemia - a teraz wojna - ale w końcu się zdecydowałem. Tanio nie jest. Do Malagi w obie strony ponad 1600 zł. Mogłem jeszcze  poczekać, ale nie chciałem już ryzykować. Dwa lata temu przy odrobinie szczęścia można było lecieć w obie strony za ok. 300 zeta.

W związku z sytuacją w Maroku padł pomysł, żeby z Hiszpanii popłynąć promem do Algierii, ale ja bym się nie zdecydował. Sytuacja jest jednak napięta i w Maroku uważam, że jest bezpieczniej, a poza tym czuję się tam jak u siebie w domu. Chociaż to złudne. Maroko jest państwem policyjnym i ogólnie jest porządek ale zważcie, że większość zamachowców pochodzi z Maroka lub tam się szkoliła. Wszystko jest względne.

Podobno ostatnio Hiszpania uznała prawa Maroka do Sahary Zachodniej - więc jest minimalna szansa, że  Maroko jednak wypali. Oj fajnie by było. Jak Maroko - to koniecznie zestaw do naprawy opon. Tam często zdarzają się gwoździe. Na każdej chyba wyprawie ktoś musiał odwiedzić wulkanizatora. Czasami po kilka razy. Trudno. Będziemy łatać opony - byle otworzyli nam Maroko. Nie zawadzi też mieć wężyk do ew. spuszczania paliwa. Czasami stacje benzynowe są oddalone, czasami nie ma prądu.  Strzezonego....

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

691. AMERYKA PŁD. 2026. POSZŁY KONIE...

678. PLANY NA 2026 ROK.

650. RUMUNIA 2025 cz.1