151. TOSCANIA. cz. 2
Jedziemy na południe. Zrobiło się gorąco. Temperatura dochodzi do 31 stopni. Tu miało codziennie padać i miało być ok. 23 st. Tak więc totalne zaskoczenie. Drogi - takie sobie. Oczywiście omijamy autostrady z oczywistych powodów. Wybieramy drogi oznaczone na mapie jako widokowe. Niestety. Widoki są, ale rzadko - bo drogi porosły krzakami i czasami tylko widać coś ciekawego. Ale przede wszystkim widzimy kiepskie nawierzchnie. Asfalt ciągle zmienia swoja strukturę. Raz jest kawałek nowego i przyczepnego, a za chwilę - często na wyjściu z zakrętu - zmienia się w śliski. Do tego liczne przełomy i zwykłe dziury. Radek pomyka przede mną bez wysiłku. Jego KTM 1290 ma profesjonalne zawieszenie o długich skokach, mój TT 900 - niekonieczne. Muszę być skoncentrowany, aby omijać przeszkody, zwalniać, hamować. Strasznie to męczące. Po drodze Radek walczy z jakimś kierowcą-idiotą, który nie daje się wyprzedzić i zajeżdża mu drogę. Na jednym z rond o mało co nie spycha go na krawężnik. Podjeżdżam do niego i pokazuję mu kamerę, że nagrywam - facet wymięka i gdzieś skręca. Zmieniło się. Kiedyś Włosi bez problemu ustępowali miejsca motocyklistom. Teraz robią to Rumuni . O tempora, o mores!
Trasa Montepulciano, Chianciano, Sertano, Radicotani,. Abbadia, Castel del Piano - kawa i jemy piz
zę. Drogi raczej kiepskie nawierzchniowo. Jedynie widoki typowe dla Toskanii rekompensują ich kiepski stan. Jest po zbiorach, nic nie zasłania krajobrazu - poza zaroślami wzdłuż drogi. Ziemia jest zaorana, widać duże bryły jakie tu pozostawiają. Ma najróżniejsze odcienie od ciemno brązowej, prawie czarnej do bardzo jak piasek na plaży. Co parę kilometrów , na wzgórzach domostwa z czerwonej cegły. wielkie, rozłożyste, koniecznie na wzgórzu. Do nich zawsze prowadzi aleja wysadzana cyprysami. Wjazdu pilnuje kuta, metalowa brama. To przepiękny widok i tak bardzo charakterystyczny dla Toskanii. Powrót przez Montepulciano - gdzie dopiero robimy pierwsze zakupy. Rano na śniadanie jedliśmy swoje zapasy i do picia był kompot z białej porzeczki - czyli woda z kranu. Dopiero potem dowiedzieliśmy się, że odradzają picie tej wody. Rzeczywiście miała dziwny smak - taka jakaś słonawa, a w rondelku w którym potem gotowaliśmy ją na herbatę - zrobiła się warstwa kamienia na palec.
Kupujemy piwo, herbatę, kawę, mleko, banany, winogrona , masło, wędliny, ser, wodę do picia. Od razu na cały pobyt - bo sklep daleko. Okazuje się, że Włosi bardzo rygorystycznie przestrzegają noszenia maseczek. Nie pozwolą wejść bez maseczki do sklepu, do kawiarni, czy po benzynę. Gdy wszedłem do Lidla skorzystać z kibla - cały sklep krzyczał za mną: "maskarino". Na kwaterze jesteśmy po 19tej. Już się zmierzcha. Jedna butelka coli w kufrze Radka eksplodowała na dziurach drogi dojazdowej. Trochę było mycia ! Szybka kolacja. Przy piwie, przed tv, obaj na zmianę co chwila drzemiemy. Dzień był męczący. Basen musi poczekać. Nie mamy siły na kąpiel. Zresztą wieczorem robi się chłodno - ok. 17 st, w nocy jeszcze mniej. Nocą jest absolutna cisza. Tylko co jakiś czas słychać przejeżdżający pociąg, gdzieś w oddali. Jest pełnia. Robię jedno z ładniejszych zdjęć w swoim życiu. Nad drzewem na naszym parkingu przebija się z obłoku księżyc. Drzewo jest podświetlone od dołu, ma rozłożyste gałęzie na samej górze, na kształt parasola. Jak się do niego dobiorę, zaraz je opublikuję.
Pokazały się bilety powrotne do Wiednia. Jak podejrzewaliśmy, była chyba jakaś awaria komputerów - bo niemożliwym się wydawało, by były wykupione wszystkie do listopada. Kupujemy miejsca sypialne i to w 1 klasie. Dopłata tylko 10 EUR - ja szaleć.... Jest tylko jeden problem. Powrót do wyboru: czwartek lub sobota. Wybieramy czwartek, gdyż drogi toskańskie trochę nas zawiodły i nie jest tak fajnie jak było kiedyś. Podejrzewam też, że po powrocie w niedzielę w nocy, w poniedziałek nie nadawałbym się do pracy.
Komentarze
Prześlij komentarz