140. RUMUNIA cz. 5
Wstaję rano, staram się nie budzić domowników. Cały czas wydaje mi się, że to niedziela. Niech się gospodarze wyśpią. Ale Hubert wstaje i proponuje śniadanie. Rezygnuję, bo od kolacji jeszcze nie jestem głodny i chcę jak najszybciej wrócić do domu, zobaczyć się z Anią i Tomkiem oraz ich dziećmi, a moimi wnukami. Jestem ciekawy relacji Ani ze sponsorowanego wyjazdu do Szwajcarii, gdzie gościła z grupą 5 osób na zaproszenie szwajcarskiej ambasady. Ania jest dosyć znaną blogierką kulinarną. Wydała dwie książki na ten temat. Jej blog: strawberriesfrompoland.pl. Bardzo ładnie, ciepło pisze - nie tylko o potrawach. Zajrzyjcie.
Wyjeżdżam ok. 8mej. Sławek jeszcze garuje. Do Radomia popaduje zgodnie z nową świecką tradycją ale potem przestaje, a nawet wygląda słońce przez chwilę. W domu jestem po 11tej. W samą porę, bo znowu się rozpadało i to mocno.
Sławek miał mniej szczęścia, bo wyjechał dopiero przed południem i na zakończenie wyprawy miał jeszcze niezłą pompę prawie przez całą drogę do Torunia.
Wrażenia. Nie było źle, chociaż pogoda znacznie pokrzyżowała nam plany. Ale mam satysfakcję, że dałem radę. Na Islandii było gorzej, bo też padało, było zimno i do tego noclegi w namiocie. Sławek zdecydowanie niezadowolony z pogody. Jemu pasuje tylko dobra pogoda. Mnie praktycznie każda. Zdarzało się i po śniegu. Bo jeździć trzeba "umić", a jak się to kocha - to pogoda nie najważniejsza. Ale oczywiście wolę dobre warunki, żeby nie było, że pozuje na jakiegoś twardziela.
I jeszcze refleksja dotycząca moich dwóch awarii z nakrętką zębatki. W obu przypadkach to niestety moja wina, gdyż używałem starej podkładki-zabezpieczenia, ale przede wszystkim zbyt słabo ją dokręcałem. To ku przestrodze! Raz użyta podkładka zabezpieczająca nakrętkę przez zagięcie brzegu na jednym z jej boków, tylko pozornie da się wyprostować. Pozostaje jej nierówna powierzchnia. To z kolei powoduje, że nakrętka nie dolega do niej całą swoją powierzchnią, a głównie tych niewielkich wybrzuszeń na podkładce, które nieuchronnie pozostały - mimo prostowania. Tym samym potrzebna siła tarcia, która to wszystko trzyma - jest zbyt mała i powoduje obluzowanie, a w efekcie odkręcenie nakrętki. Podróże kształcą - to stara prawda, która się prawie zawsze sprawdza!
Mimo wszystko nie żałuję, że doszło do awarii. Dostarczyło to nam dodatkowych emocji - a o to przecież na wyprawie chodzi. Nie może być nudno ! Będzie co wspominać. Na pewno ją zapamiętamy.
A, że przez cały tydzień padało. Nic to Panie Michale: nie kurzyło się przez to i nie było duszno. To z pewnością! We wszystkim trzeba znaleźć pozytywy. Na kolacji (wspaniałej) u Huberta i Magdy obaj ze Sławkiem solennie żeśmy sobie obiecywali - używając przy tym wobec siebie słów powszechnie uznawanych za obelżywe - że razem nigdy już nigdzie nie pojedziemy; Kanalia - bo przynoszę mu zawsze deszcz, a ja z powodu pecha jaki jemu, a i mnie przy okazji, przy nim towarzyszy. Pomimo wszystko nie sądzę byśmy dotrzymali słowa.
Wracam do budowy kampera w najbliższym poście.
I ważne spostrzeżenie. W Rumunii prawie wszyscy kierowcy ustępują miejsca motocyklom bez żadnego problemu. Inna rzecz, że może być w tym zasługa niebieskich ringów na moich dodatkowych halogenach, które mogą sugerować pojazd policyjny. Ale zakładam dobrą wiarę, i że to z powodu wysokiej kultury na drodze.


Jazda motocyklem w deszczu jest jednym z najbardziej nieprzyjemnych i zarazem niebezpiecznych doświadczeń jakich może doznać tzw. zwykły człowiek. Nie wiem o tym tyle co autor tego bloga, ale wiem dosyć. Przejechałem w deszczu tysiące kilometrów, i nie chce tego już powtarzać. To jeden z powodów, dla których kończę powoli z motocyklizmem. Jestem bowiem w wieku, w którym jedyna wartością staje się zdrowie. Cała ta relacja z Rumunii skutecznie zachęca do sprzedaży motocykla - deszcz, awarie, ponure apartamenty, i znowu deszcz i awarie. Co tu wspominać? O tym trzeba jak najszybciej zapomnieć. Aha, nie da się. Przypomną o tym korzonki i kości. Musisz być przyjacielu autorze z innej jakiejś gliny zbudowany, że wciąż cię to bawi. Nie rozumiem tego. Jestem jednak trochę młodszy i mnie rajcuje tylko drzemka na tarasie w letni dzień, w bujanym fotelu, z gazetą, która zsunęła mi się z kolan na podłogę. Pozdrawiam.
OdpowiedzUsuńJedni na Kasprowy wjeżdżają kolejką, inni przez cały dzień podchodzą w górę na ski tourach aby raz zjechać. I jedni i drudzy są szczęśliwi, bo osiągnęli co chcieli. Dla mnie jazda w słoneczny dzień po autostradzie niesie zero emocji, a wręcz przeciwnie - unikam jak mogę.
OdpowiedzUsuńZatem Zdrowia dla Wszystkich.