138. RUMUNIA ... cz. 3
Rano śniadanie "miszczów" w moim wykonaniu, czyli męska jajecznica. Jedna ze znanych książek kucharskich podobno zaczyna się w ten sposób: pożycz od sąsiada jedno jajko! My pożyczamy trochę oleju do smażenia. Już spakowani mamy odjeżdżać, gdy syn właścicielki upomina się o zapłatę. Okazało się, że Sławek nie doczytał, że płatność ma być gotówką - mimo, że podawał nr karty kredytowej na Bookingu. Dobrze, że na naszej granicy wymieniliśmy przed wyjazdem po 200 zł na 204 leje. Zawsze trzeba mieć trochę miejscowej gotówki. Głupia sytuacja, ale chyba uwierzyli, że to było nieporozumienie. Niestety przez ten czas wyjaśniania, tradycyjnie - zaczyna padać. Jedziemy jedną z fajniejszych dróg - czyli z Vatra D. do Bistrica drogą nr E 58. Dalej na Dej i Kluż - czyli tak wracamy jak jechaliśmy drugiego dnia - na północ. Oddalamy się od naszej granicy i od domu, ale chcemy powtórzyć trasę z Kluż do Alesd i z Alesd do Satu Mare. Nadkładamy sporo drogi, ale celem wyprawy są najfajniejsze trasy w Rumunii. A ta jest bardzo fajna. Szkoda tylko, że pada i nie ma frajdy z jazdy. Na szczęście najlepsze odcinki mamy bez deszczu, chociaż na mokro. Po drodze zajeżdżamy do tego baru od zupy grzybowej. Nazywa się bodajże Huta Slavia. Ale tym razem parking pełen motocykli lokalesów. Rezygnujemy, bo nie mamy tyle czasu, żeby czekać na miejsce. Jemy gdzieś po drodze w przydrożnej restauracji. Może trochę gorsze jedzenie, za to sporo taniej. Ale ogólnie mamy wrażenie, że ceny w Rumunii poszły wyraźnie w górę. Podobnie jak w Polsce, młodzi nadrabiają zaległości weselne. Po drodze mijamy kilkanaście kawalkad weselnych. Niestety "bramy" nie zdążyliśmy zrobić. Między Kluż , a Alesd jest Huedin, a na przedmieściach kilkanaście "pałaców cygańskich" - wielkich domów o koszmarnej architekturze i ciekawych, ozdobnych blaszanych dachach, które są popisem sztuki blacharskiej. Pełne blaszanych ornamentów i ozdóbek. Wszystkie opuszczone i chyba nigdy nie zamieszkałe. W okolicach Kluż w kolejnych wsiach, po obu stronach ulicy jeden za drugim kramy z pamiątkami. Głównie z haftowanymi bluzkami w rumuńskim stylu, obrusy i "choć co" - jak mówią górale. Nocujemy w Satu Mare, w sympatycznym hotelu z ładnymi akcentami stylistycznymi z XIX wieku.







Komentarze
Prześlij komentarz