86. MACGYVER - W PODRÓŻY cz. 2

 

Oczywiście do turystyki, szczególnie na dłuższe wyprawy motocykl też wymaga przygotowania i inwestycji. Moje usprawnienia - te oczywiste i mniej oczywiste:

1.  KUFRY   BOCZNE   I   STELAŻE. W latach siedemdziesiątych i następnych, gdy  pojawiły się zachodnie kufry boczne - były one niewiarygodnie drogie, a przede wszystkim niedostępne. Oczywiście polska pomysłowość musiała wypełnić tę lukę i po bokach motocykli królowały wtedy tzw. dolnopłuki - czyli spłuczki klozetowe, które mniej lub bardziej (raczej mniej) udatnie udawały oryginalne Krausery. To wydaje się żałosne i śmieszne teraz, gdy jakoś tam doganiamy zachód, ale 50 czy 40 lat temu nikogo to nie śmieszyło. No może trochę właścicieli prawdziwych Krauserów.  Wtedy była to jedyna w miarę popularna firma na zachodzie tak, że nawet przez długi czas na wszystkie kufry  mówiło się "krausery."  Na początku były tylko boczne, centralne weszły do użycia znacznie później. Dodatkowy bagaż woziło się jeszcze w torbie na zbiorniku - obecnie wdzięcznie nazywanej tank bagiem - która mogła mieć kilka pięter tak, że często torba sięgała brody kierowcy i nie była zbyt stabilna.  Wymagało to utrzymywania jej w czasie jazdy między łokciami. I nie było zbyt wygodne. Pierwsze Krausery dokupiłem od razu w Niemczech do pierwszej  mojej Hondy CB 400F i kosztowały wraz ze stelażami majątek. Służyły mnie przez wiele lat, gdyż przy sprzedaży kolejnego  motocykla zawsze je demontowałem.   Kufry mogą być aluminiowe lub plastikowe.  Te pierwsze raczej wyprawowe, gdyż więcej zniosą uderzeń - aczkolwiek trwale się odkształcają.   Można z nich układać stoliki lub siedzenia, gdyż mają regularne kształty. Wadą jest duży opór aerodynamiczny - czytaj większe zużycie paliwa.                                                                                                 Alternatywą są kufry plastikowe. Jeżeli są fabrycznie dedykowane do danego, często są ładnie wpasowane, mają niewidoczne mocowania   (puste stelaże nie dodają uroku motocyklowi).  Do mojego Ducati udało mi się kupić stelaże , na specjalnych zamkach i to jest super rozwiązanie, które nie szpeci motocykla. Givi produkuje taki kit do mocowania stelaży. Najmniej użyteczne są miękkie sakwy boczne, gdyż kiepsko się je montuje, w deszczu wcześniej czy później  (raczej wcześniej) przeciekają no i łatwo je ukraść. Ale dla sportowego motocykla nie ma innej alternatywy. Przy kufrze centralnym mam zawsze pasek od starego kasku do przypinania kasku którym podróżuję, za jego fabryczną sprzączkę. Kask kładziony na siedzenie, na kufrze, na zbiorniku, na kierownicy - wcześniej, czy później spadnie.  Żydzi mówią, że chleb zawsze spadnie masłem na dół, a z mojego doświadczenia wynika, że kask szybą!  I czasem nie tylko się porysuje - to jeszcze pół biedy - gorzej gdy pęknie szyba lub jej mocowanie.  W najlepszym razie gdy szyba się porysuje to przecież nie gdzieś z boku - tylko zawsze na linii wzroku. Dlatego zawsze go przypinam i leży sobie na centralnym.  Można w ten sposób kawałek z nim podjechać, np. do kasy i nie tak łatwo go ukraść. Polecam ten patent!

2.   TORBA  NA  ZBIORNIK.  Modeli są setki, ale najbardziej użyteczna jest torba mocowana do pierścienia na wlewie paliwa. System tzw. tank lock. Warto zwrócić uwagę na jej  wielkość by nie utrudniała pełnego skrętu kierownicą! Ja stosuję też dodatkowe dyskretne mocowanie,  aby nie dała się łatwo ukraść lub by nie zostawić jej po tankowaniu na dystrybutorze lub siedzeniu. Teraz mają przezroczyste kieszonki na wierzchu na telefon i wejście na kabel od ładowarki.

3.   SCOTT OILER   lub   LUBRIXA  do smarowania łańcucha. W Tigerze używam Scotta, w Ducati Lubrixa. Do żadnego z nich nie mam zastrzeżeń. Działają na różnych zasadach: Scott na podciśnienie - jest podłączony rurką do kolektora zasilającego i smarowanie jest proporcjonalne do obrotów silnika; niewygodnie się napełnia zasobnik i ciężko go umieścić pionowo w motorze z braku miejsca pod siedzeniem, a na zewnątrz narażony jest na kradzież. Lubrixa ma sterowanie elektroniczne z centralki, łatwe w obsłudze, łatwiej się napełnia zasobnik, ale trzeba pamiętać o mianach parametrów przy zmianie warunków drogowych. Jest też tańsza

4.  SZYBA   TURYSTYCZNA - czyli zazwyczaj wyższa i szersza od fabrycznej. Co nie znaczy lepsza, lepiej chroniąca przed wiatrem. Często wyższa szyba działa gorzej niż niższa fabryczna, która jakoś tam jest jednak testowana aerodynamicznie. Rozwiązaniem może być deflektor, czyli dodatkowa mała szybka mocowana do szyby głównej i zazwyczaj z regulacją nachylenia.  Ale też jej zaleta nie jest oczywista i czasami  wymaga prób i błędów jej właściwe ustawienie. Np. do szyby turystycznej Puig do Multistrady deflektor musiałem umocować tak, że wcale nie wystawał ponad krawędź szyby.  Jego eksperymentalnie znalezione ustawienie powodowało tylko przyśpieszenie strumienia powietrza tak, że przemieszczał się nad kaskiem. Odradzam takie umieszczenie szyby lub deflektora by nie dało się ich opuścić poniżej linii wzroku. W deszczu, w światłach nie da się jechać! W Triumphie Tiger 800 dopiero szyba Puig zdała egzamin. Wysoka turystyczna fabryczna niewiele dawała, a Puig jest  nie tylko wyższa i szersza, ale ma jeszcze regulację pochylenia.  Jest za to cienka i wiotka, więc wymaga dodatkowego podparcia.                                                                                                                                                   Z moich doświadczeń wynika, że najlepszą aerodynamikę dawała szyba w FJR 1300. Płynna elektryczna regulacja wysokości i pochylenia zarazem - była nieoceniona. Czasami pochylenie szyby o 1, czy 2 cm zdecydowanie poprawiało jej działanie. Przy 150km/h praktycznie nie odczuwało się pędu powietrza i hałasu i nie było rzucania kaskiem z powodu zawirowań powietrza.. Super. Żaden inny motocykl nie dawał takiego komfortu. Do tego odchylane boczne panela na wysokości kolan, pomocna w czasie deszczu!

5.  NAWIGACJA.  Teraz powszechnie używa się telefonów do nawigowania, ale przy wielu zaletach (główna to aktualność map i sytuacji drogowej) mają też wady. Często w słońcu jest nieczytelna, przy połączeniu telefonicznym tracą obraz, gubi zasięg, itp. W czasie jazdy w obcym mieście w dużym ruchu nie ułatwia to sprawy.  Miałem sporo nawigacji. Począwszy od pierwszej Mio, która była w zasadzie notesem elektronicznym z funkcją GPS, poprzez Crocodille - która jako pierwsza motocyklowa pokazywała obraz 3D, kilka Garminów, aż do NavigatoraVI - która jest jedną z lepszych ( w motocyklach BMW może być sterowana z lewej manetki w czasie jazdy),  ale też ma swoje wady. Potrafi pokazać komunikat o pełnej pamięci i przestać działać!!!    Trzeba ją wtedy zresetować przez odłączenie baterii.  Wcześniej miałem Navigatora V  i było to samo!  Ale działa szybko, ma dobry kontrast obrazu i sporo pożytecznych funkcji. Niestety jedną z wad jest też wysoka cena. Korzystam z niej w kolejnych motocyklach łącznie z uchwytem do niej starego typu, który też pozwala na częściowe sterowanie z tym, że w ograniczonym zakresie.                  O Garminach w ogóle,  mogę powiedzieć jeszcze tyle, że padają ich zasilacze w uchwytach - i to w różnych modelach - co wskazuje na problem. Na początku objawia się to tym, że obraz zaczyna mrugać i zanikać wraz  z komunikatem o utracie zasilania. Kolejny etap to padnięcie całkowite.

6.  GMOLE.  Rurowe osłony chroniące dekle silnika i często też owiewki przed zniszczeniem w razie upadku. W Częstochowie działa firma Head, która moim zdaniem robi całkiem niezłe i w rozsądnej cenie. Kiedy miałem jednego z pierwszych w Polsce BMW GS 1200 wodniaka - pożyczali go ode mnie żeby zrobić sobie  wzór gmoli. Po sposobie pakowania mego motocykla do transportu już widziałem, że firma musi być solidna. Pierwszy ich egzemplarz gmoli dostałem wtedy w prezencie.                                    Trochę to wszystko bez sensu. Bo producent motocykla walczy o każdy kilogram wagi i chwali się, że nowy model jest lżejszy o np. 4 kg - co okupiono ogromnym wysiłkiem technicznym i zastosowaniem ultralekkich  (i drogich ) materiałów.  A my potem dokładamy: gmole 5 kg, stelaże 3 kg, kufry 12 kg i inne pierdoły - i cały misterny plan producenta - w pizdu!!!

7.  CRASH   PADY.  Pełnią tę samą rolę co gmole, chociaż w mniejszym zakresie.  Ale nie szpecą (szczególnie sportowego) motocykla i są znacznie lżejsze.  Końcówki mają wykonane ze specjalnego tworzywa, które w razie ślizgu po asfalcie zdzierają się, przejmując część energii. Ponieważ ostatnio jeżdżę motocyklami typu enduro stosuję gmole,  tylko dla ochrony przedniej ośki, zacisków i tarcz przedniego koła w razie wywrotki.   Zakładam crash pady na przednią ośkę. Trzeba zadbać o to by były lekkie, gdyż powiększają tzw. masę nieresorowaną i w efekcie pogarszają działanie zawieszenia. 

8.  RISERY   KIEROWNICY.  Podwyższenie kierownicy. Są dwa rodzaje: jedne tylko podnoszą kierownicę do góry, drugie nie tylko podnoszą,  ale dają możliwość przesunięcia jej do tyłu. W efekcie można położenie kierownicy lepiej dostosować do wzrostu i preferowanej pozycji za kierownicą.

9.  DODATKOWE   ŚWIATŁA.  Jestem przeciwnikiem jazdy na długich światłach, bo oślepiają innych kierowców - nie tylko w nocy.  Ale od czasu, gdy auta też jeżdżą na światłach - motocykle stały się mniej widoczne i zawsze coś dodatkowego zawieszam.  W GSie dodatkowe światła okazały się też konieczne na wąskich serpentynach. GS ma skupioną wiązkę światła i na ciasnych zakrętach na Sycylii  nie było widać w nocy gdzie się jedzie. Nie było to przyjemne - szczególnie, że prowadziłem grupę.

10.  DODATKOWE  GNIAZDA  12 i 5 V.    ROZGAŁĘZIACZ 230V.   Z reguły zabieram ze sobą kamerę GoPro, czasami dużą JVC,  pilota do kamery, intercom Scala Rider, telefon. Każda z tych rzeczy wymaga ładowania i nierzadko - a raczej z reguły - ma inną ładowarkę, a przynajmniej inne kable. Dlatego zawsze instaluję dodatkowe gniazdka na 12 i 5 V,    z których część ma stałe zasilanie, aby można było ładować urządzenie na postoju. W hotelu to samo. Jeżeli pokój jest 2,3, czy 4 osobowy - gniazdek jest zawsze za mało. Dlatego wożę listwę 230V  z 4 gniazdkami na króciutkim (20cm)  kablu.

11.   INTERCOM.  Używam praktycznie od kiedy się pojawiły. Najpierw Cellular, potem Midland ,  a  ostatnio Scala Rider. I większość znajomych też Scala.  Zwiększa niestety wagę kasku. Prawdopodobnie zwiększa też szumy powietrza - chyba że jest sprytnie wbudowana w kask jak np. w Nolanie czy Schubercie. Umożliwia nie tylko komunikację z innymi osobami, ale też słuchanie muzyki, odbieranie komunikatów z GPS, telefonów.

12.   STOPERY   czyli zatyczki do uszu. Używam od zawsze  i nie wyobrażam sobie jazdy bez nich. Nie tylko szumi w uszach w czasie jazdy, ale słychać przerażające odgłosy silnika, które nie należą do przyjemnych. Wydech  -  owszem może być muzyką dla uszu - ale odgłosy pracy silnika są z reguły nieprzyjemne. Wbrew temu czego można byłoby się spodziewać można w nich słuchać i muzyki i komunikatów z GPSa.   Słychać dźwięki sygnałów z innych pojazdów. Oczywiście ograniczają trochę słyszalność, co wymaga głośniejszego ustawienia  intercomu, a to z kolei powoduje szybsze zużycie głośniczków - ale coś za coś. Od lat używam zatyczek firmy BILSOM LS 400 - damskich, które mają nieco mniejszy rozmiar. To ważne bo po wielu godzinach podróżowania gąbka z której są zrobione rozpycha uszy i staje się to uciążliwe.  Najbardziej dają się we znaki, gdy używa się ich jako zabezpieczenie przed chrapaniem kolegów. Nad ranem uszy mają dosyć.  Ćwiczyłem to na pierwszym wyjeździe do Maroka, kiedy poturbowany miałem trudności ze spaniem, a w pokoju ze mną był Andreas, który chrapał jeszcze głośniej ode mnie  (co nie jest łatwe!). W kasku jakoś są mniej uciążliwe.    Są łączone sznureczkiem w pary co ułatwia ich przechowywanie w czasie przerw w podróży, gdyż można zawiesić je na kierownicy i pamiętać  o nich przy zakładaniu kasku, gdyż szczególnie wq.... jest, gdy jest już założona kominiarka, kask, okulary, rękawice  ... i przypominamy sobie o stoperach.  Podobno rewelacyjne są stopery firmy Alpine - mocno tłumią hałas wiatru, ale minimalnie tłumią słyszalność rozmowy, czy innych pożądanych dźwięków. Niestety drogie. Komplet  dwie pary to ponad 100zł, podczas gdy para LS kosztuje koło złotówki.

13.   PAS   NERKOWY   LUB  ŻÓŁW.   Pasy dawniej były bardzo popularne, szczególnie gdy mało kto miał w miarę profesjonalny kombinezon.  Dawniej stosowałem, potem przestałem, ale ostatnio muszę się chyba z nim przeprosić.  Rodzajów jest całe mnóstwo,  ale dwa chyba podstawowe: skórzane - ściągane na paski i gąbkowe - zapinane na rzepy. Osobiście preferuję te drugie, gdyż zajmują mniej miejsca i z powodu elastyczności materiału z jakiego sś wykonane są w stałym naprężeniu.  Ich zadaniem jest utrzymywanie narządów w jamie brzusznej w kupie, gdyż szczególnie na kiepskich drogach doznają niepotrzebnych obciążeń.  Najbardziej potrzebne przy jazdach w terenie, skokach, etc. Ale wspierają też kręgosłup i usztywniają postawę.                                                             Nie kwestionuję celowości używania żółwia - czyli motocyklowego pancerza, ale z powodu ilości miejsca jakie zajmuje w bagażu nie mam do niego przekonania. Z pewnością w razie upadku trochę chroni. Jola używa jako osoba ostrożna - ja nie. Ale oczywiście nikomu nie odradzam.

14.    DESZCZÓWKI. Są dwie szkoły: jedna nie używa w zaufaniu do dobrej odzieży, druga - zawsze. Ja z tych drugich.  Oczywiście obecnie stosowane materiały w założeniu mają oddychać - czyli wypuszczać na zewnątrz parę wodną od ciepłego ciała w zimnym otoczeniu i zatrzymywać wilgoć z zewnątrz (deszczową) . To zadanie ma spełniać tzw. membrana - specjalny materiał z mikroporami - w szczegóły nie będę  wchodzić. Najbardziej znana to GoreTex, ale jest jeszcze kilkanaście innych.   Moim zdaniem większość zalet odzieży, rękawic i butów w zakresie "oddychalności" występuje głównie w folderach reklamowych. W praktyce po kilkugodzinnej jeździe w deszczu woda przeniknie. Najpierw za przeproszeniem przy jajkach, potem przy mankietach rękawów i przy szyi. Potem już nam wszystko jedno.  Osobiście nie spotkałem odzieży która by nie przemokła - ale uczciwie przyznaję, że nie używałem najlepszej. Ale nawet najlepsza  kurtka nie odpycha wody, tylko gromadzi ją w zewnętrznej warstwie !  Ma nawet specjalne otwory żeby tę wodę wypuszczać. Waży wtedy sporo więcej, a rano zakłada się ciężką, mokrą i zimną.  Nie oszukujmy się deszczówka w końcu też puści gdzieś wodę, ale można ją wysuszyć w 15 minut i po postoju,  czy rano założyć suchą.  Jazda w upał w rękawiczkach z membraną to koszmar.  W środku mokro od potu, trudno je zdjąć i jeszcze trudniej ponownie założyć. Raz zdesperowany wyrywałem membranę na postoju.

14.  KASK. Nie podejmuję się próby oceny który jest lepszy, a który gorszy. Na pewno powinien być dobrze dobrany wielkością, chociaż z tym jest problem. Generalnie nowy po zakupie nie powinien dać się obracać na głowie tył na przód. To z pewnością!!!   A na poważnie - nie powinien wcale dawać się obracać na głowie. Zwykle jest tak:  w pierwszym roku kask jest za ciasny, często uwiera w różnych miejscach. Potem w drugim roku układa się na głowie, gdyż rodzaj styropianu jakim jest wyłożony od wewnątrz,  pod wpływem ciepła głowy lekko ustępuje i dopasowuje się, a w trzecim- czwartym roku staje się już za luźny.                                                                                                                  Dobrze jak ma blendę - czyli ciemną szybkę opuszczaną dodatkowym mechanizmem niezależnie od szyby. Przez to jest trochę cięższy i bardziej skomplikowany mechanicznie. Idealnym rozwiązaniem jest szyba fotochromatyczna - czyli taka, która automaytycznie ściemnia się i rozjaśnia w zależności od intensywności oświetlenia.  W nocy jednak nie jest idealnie przezroczysta, co trochę utrudnia jazdę.

Ale nie o tym.  Dwie rady praktyczne.  Po pierwsze mokry kask po deszczu trzeba od razu koniecznie dobrze wysuszyć. Inaczej zatęchnie mokry i nic już tego zapachu nie usunie.    Po drugie część kasków ma wypinaną wyściółkę, którą można prać. To dosyć ryzykowne, gdyż po kilku praniach traci ona fason, wichruje się i zaczyna uwierać w głowę. Bezpieczniej jest używać kominiarki lub czapeczki.

15.  ZESTAW   RATUNKOWY.  Apteczka motocyklowa - to oczywiste.                         Ale również podstawowe narzędzia poza zestawem fabrycznym, który z reguły nie pozwala nic naprawić. A awarie się zdarzają, często bardzo prozaiczne, których jednakże nie da się usunąć palcem.  Potrafi odkręcić się i zgubić śrubka, zrobi się niechcący zwarcie w gniazdku i siadają inne odbiorniki.   Zdarzy się mały szlif po asfalcie lub niewinny paciak na parkingu, czy na stacji benzynowej na rozlanym oleju. Coś się urywa, gubi, nie świeci i ... dupa.  Oczywiście w motorach teraz jest tyle  elektroniki, że trudno nawet ustalić z jakiego powodu coś nie działa, ale nie zawsze.                                                                                 Jest jeszcze jeden problem - gdzie to wozić, bo w motocyklach coraz mniej miejsca. Ale trzeba kombinować. W Tigerze np. udało mi się zrobić schowek pod płytą centralną, gdzie mieści się sporo rzeczy. Są też narzędziówki-schowki mocowane do stelaży od kufrów.    Co wożę:

NARZĘDZIA:                                                                                                                           - klucze do zdejmowania kół, szczególnie jeśli są nietypowe jak np. koronkowe w Ducati, czy torxy w BMW                                                                                                           - coś do łatania opon, tzn.: sznur kauczukowy, klej, rozwiertak i przyrząd do wciskania sznura, naboje z gazem, wężyk do naboi,  nakrętka do wykręcania wentyla                         - najbardziej typowe klucze: 8, 10, 13 mm                                                            - śrubokręty:  krzyżak i płaski                                                                                       -    - kawałek przewodu, izolacja, bezpieczniki, końcówki konektorowe                                    - zestaw najpopularniejszych śrubek, nakrętek, podkładek                             -                   - panzertaśmę i taśmę bagażową, pająka-siatkę                                                           - - -najmniejszy rezerwowy spray do łańcucha, rękawiczki robocze, szmatkę                            - na egzotyczne wyprawy np. do Maroka mały kompresorek

Nie wożę świec, żarówek bo to można dokupić na stacjach, a coraz częściej żeby się do nich dostać trzeba rozebrać pół motocykla. Nie wożę oleju.


 

Komentarze

  1. Biorąc Twoje doświadczenie pod uwagę, ilość przejechanych kilometrów, wiem że to są cenne rady i osobiście przy dłuższych wyjazdach korzystam z większości z nich. Z własnego (ale i z Twojego ;)) doświadczenia wiem jak ważna jest apteczka. Przemywanie ran piwem z powodu jej braku, jak przy wypadku Wojtka parę lat temu, albo zwykłą wodą i szmatką, jak to miało miejsce w zeszłym sezonie, to raczej słabe rozwiązania, a przecież oba zdarzenia zaszły w miejscach cywilizowanych...

    OdpowiedzUsuń
  2. No ktoś w końcu napisał jakiś sensowny komentarz. Towarzystwo niby czyta, ale napisać cokolwiek nikomu się nie chce nic a nic. A każdy autor chce reakcji i interakcji. Chłopak się napracował a tu prawie zawsze cicho jak na nieszporach. Ruszcie trochę dupy.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

691. AMERYKA PŁD. 2026. POSZŁY KONIE...

678. PLANY NA 2026 ROK.

650. RUMUNIA 2025 cz.1