81. PRAWDZIWY DZIEŃ KOBIET.
Jestem już starym człowiekiem, gdyż coraz częściej łapię się na tym, że myślę: za moich czasów...
Mamy dziś Dzień Kobiet. Oczywiście Wszystkim Kobietom, a już szczególnie Motocyklistkom - i tym czynnym, czyli kierowczyniom (?) oraz biernym - czyli pasażerkom - życzę Wszystkiego Najlepszego w życiu codziennym, a już osobliwie na motocyklowych szlakach.
Obarczono ten dzień "przydomkiem komunistycznego" święta i stało się ono passe. Chociaż prawdę biorąc w tym święcie jest jakaś wyczuwalna niezręczność, którą trudno zdefiniować.
Gdy rozpoczynałem pracę po studiach, czyli w 1973 roku wyglądało to zgoła inaczej. To było prawdziwe świętowanie - chociaż raczej pod pretekstem - niż w intencji...
Od godziny 12tej budynek był zamknięty, na sali konferencyjnej zestawiało się stoły w kwadrat (to panowie ), a Panie - bo jakoś zręczniej im to zawsze wychodziło - zajmowały się ich nakryciem papierem pakowym w charakterze obrusów (na południu Europy w restauracjach i barach tak podają - tylko papier lepszego gatunku ), robiły kanapki, rozkładały biurową zastawę (co tam kto miał). Panowie w tym czasie wracali już z miasta z zakupami, tzn. alkoholem i oranżadą. Ach co to było za oranżady, np. przepalanka! I Zaczynała się część oficjalna: przemówienie (krótkie - bo alkohol się grzał), wręczenie kultowych goździków (obowiązkowo), czasami upominków - np. rajstop. To wydaje się śmieszne, ale były od zawsze "przejściowe" (które przejść nie chciały) braki w zaopatrzeniu, a na Dzień Kobiet zakłady dostawały specjalne przydziały rajstop. One nie były aż tak tanie jak dzisiaj i np. działały punkty repasacji rajstop - czyli ich fachowego cerowania. Żenujące było tylko ich kwitowanie na liście przez obdarowane - ale trzeba było się z tego jakoś rozliczyć. No nie ?
Potem zaczynała się część artystyczna . Alkohol lał się może nie strumieniami, ale z pewnością obficie. Było tradycyjne STO LAT. Pod koniec repertuar się zmianiał na folk, np. Goń stare baby lub przyśpiewki góralskie, np.: powoluśku mnie obracaj, bom pigułki zażywała, powoluśku mnie obracaj, żebym ci się nie zesrała... I takie tam... różne okolicznościowe. Jak to przy Święcie.
Panie opuszczały imprezę wcześniej: bo mąż głodny, bo dzieci z przedszkola. Panowie z poświęceniem kontynuowali obchody, które trwały czasami do północy. Po czym wracali do domów - a jakże - z goździkiem, żeby żona wiedziała, że się o niej pamiętało - tylko może, z lekko połamanym. Cóż - świeży kwiat nie jest trwały!
Nazajutrz Drogie Panie tylko szybko posprzątały po imprezie i można było zabierać się do pracy. Do 15tej szły opowieści kto dostał wałkiem w domu, kto puścił pawia w trakcie imprezy, a kto powiedział prezesowi, że jest chujem i na wszelki wypadek poszedł na zwolnienie.
Za moich czasów ludzie to się umieli bawić, a i Kobiety potrafili uszanować.
PS
Moim miejscem pracy był wówczas sąd powiatowy.
Teraz uczestników powiesiliby za ziobro.
I komu to przeszkadzało???
Komentarze
Prześlij komentarz