79. PRAWDZIWA ZIMA

 

Zaczęło trochę sypać śniegiem, temperatura zbliżyła się do minus 20 przez chwilę i mamy narodową tragedię. A za moich czasów...

Zima 1969 studniówka.

 Wtedy studniówki odbywały się w szkole, wybrani  uczniowie przez tydzień dekorowali salę  (ale to była fucha!), rodzice organizowali wyżerkę i muzykę. Mieszkałem w Ostrowi Maz. i chodziłem do LO 32. Miał grać zespół studencki z Warszawy. W dzień imprezy zaczął padać śnieg i zrobiło się mroźno. My już gotowi, siedzimy za stołami - a zespołu nie ma. Utknęli w drodze. I nie wiadomo czy dojadą. Rodzice gorączkowo starali się nas jakoś zająć, ale atmosfera była kiepska. Ktoś wpadł na pomysł i ściągnął akordeonistę, który próbował coś rzępolić. Policzył za to sobie "jak zbój za swoja pałkę!"  Dyskoteki jeszcze wtedy nie były znane, zresztą nie było w szkole odpowiedniego sprzętu nawet. Takie czasy! Rodzice dwoili się i troili aby jakoś opanować sytuację. Ojciec koleżanki z klasy zasłabł na sali. Wyniesiono go do pokoju pielęgniarki gdzie reanimowali rodzice-lekarze. Niestety bezskutecznie i zmarł - co zatajono przed nami, żeby do reszty nie zepsuć imprezy. Zespół w końcu dotarł koło północy i zaczęła się prawdziwa zabawa.

Sylwester 1978/79. 

Na wieczór sylwestrowy mieliśmy jechać do Zespołu Szkół do Lubiejewa k. Ostrwi Maz. , gdzie w Technikum Ogrodniczym - znanym na całą Polskę - organizowano bal sylwestrowy. Już koło południa zaczęło mrozić, wiać i sypać śniegiem. Gdy pojechałem zatankować swoim PF 126p - na stacji benzynowej stał gość i dawał dużą kasę każdemu, kto dowiezie go na Okęcie - bo utknął - a miał lot do USA. Nie było chętnych, bo już zaczynał się horror. Pod wieczór mróz doszedł do 30 stopni i wiało coraz bardziej. Trudno było wyjechać spod bloku. ale jakoś dotarliśmy trochę jadąc, trochę pchając auto. W tej szkole pracował szwagier i załatwił, że samochód na noc został zamknięty na warsztatach. 

Idziemy na bal. Okazuje się, że na sali gimnastycznej, gdzie miał się odbywać, kultowa oranżada rozstawiona wcześniej na stołach pozamarzała i porozsadzało butelki. Grzejniki zresztą też nie wytrzymały!  Temperatura na sali znacznie poniżej zera. Zespół nie dotrze - bo utknęli w drodze i zawrócili do domu. Dotarło tylko może z 10% uczestników  - głównie nauczycieli, którzy mieszkali na przyszkolnym osiedlu.  Zadecydowano, że przenosimy się do pokoju nauczycielskiego. Tu trochę cieplej, bo na plusie. Na parapetach od wewnątrz mimo tego leży śnieg. Nawiewał przez wszystkie szpary w oknach.  Jedyna dobra strona - to, że wódki nie trzeba było mrozić.  Pomimo tego, a może z tego powodu impreza była bardzo udana, chociaż tańce w kożuchach - wtedy modnych i w płaszczach nie były łatwe.

Nazajutrz z trudem , na pych udaje się w południe odpalić malucha wewnątrz pomieszczenia. Drogę trochę już oczyszczono, tak że można wrócić z kłopotami - ale jednak - do domu.

Obecna zima - to cicha msza przy bocznym ołtarzu.

To były zimy - nie to co teraz !

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

691. AMERYKA PŁD. 2026. POSZŁY KONIE...

678. PLANY NA 2026 ROK.

650. RUMUNIA 2025 cz.1