64. JAZDA W GRUPIE.
Na pozór nic prostszego. Ale jakoś tak się dzieje, że na kilkuosobowych wyprawach najczęstszymi ofiarami wypadków są ich uczestnicy i jest to podwójnie przykre. Z reguły jedzie się blisko siebie, w małych odstępach, z pełnym zaufaniem - a tu nagle słychać zgrzyt od strony jezdni, przekleństwa w intercomie. I stało się.
Jazda w grupie, dla mnie przynajmniej jest szczególną wartością. Daje poczucie wspólnoty ale też fajnie optycznie wygląda, gdy łańcuszek motocykli wije się w zakrętach. Im większa grupa tym lepiej to wygląda, ale też wzrasta zagrożenie. A że dyscyplina nie jest naszą polską specjalnością...
Zasad jest kilka i są one stosunkowo proste:
1. Każdego dnia powinno zajmować się te same miejsca w szyku. Ułatwia to optyczne ustalenie, czy wszyscy są gotowi, czy nikt się nie zapodział, bo wrócił do kibla, po fajki, etc. Prowadzącemu trudno wszystkich upilnować i policzyć, szczególnie gdy grupa jest liczna. Każdy powinien pilnować przy ruszaniu, czy kumpel za nim jest już gotowy do jazdy.
2. Dobrze, by ostatni uczestnik miał charakterystyczny, rzucający się w oczy z daleka motocykl lub ubiór. Prowadzącemu łatwiej wtedy kontrolować, czy wszyscy jadą. Po postoju ruszamy zachowując dotychczasową kolejność w szyku.
3. Jedziemy w szyku "szachownica", czyli prowadzący bliżej osi jezdni (lepiej widzi co się za nim dzieje), następny bliżej prawej strony i tak na przemian. Odległości zależą od prędkości i jest to kwestia indywidualnej oceny własnych umiejętności i sprawności motocykla. Im większa odległość - tym bezpieczniej. Przy dużych grupach jednak szyk się rozciąga i trudniej nad nim zapanować. Najgorzej jest w nocy i gdy pada deszcz, gdyż prowadzący ma raczej kiepską orientację co się dzieje z grupą. Wtedy rozsądniej jest się podzielić na mniejsze zespoły.
4. Jazda grupą po dużym mieście też nie należy do łatwych; Szczególnie nie polecam wyprzedzania się w grupie. Często prowadzący - szczególnie jak nie zna miasta - nieoczekiwanie skręca i wyprzedzający będąc z przodu już nie ma czasu na reakcję, jedzie prosto - bo ruch i oznakowanie nie pozwala mu skręcić - grupa się rwie i gubi.
5. Generalnie jadąc w grupie nie powinno się w ogóle wzajemnie wyprzedzać. Uczestnicy muszą mieć pełne zaufanie do siebie i nie muszą uważać na manewry swoich, a obserwować jedynie innych - obcych. Oczywiście czasami trzeba się wyprzedzać, żeby zatrzymać grupę - bo potrzebna przerwa na odpoczynek, bo jeść, bo do kibla. Ale w żadnym wypadku nie podejmujemy tego manewru w sytuacji, gdy wyprzedzany może zrobić to samo, np. gdy jedzie za samochodem, który inni już wyprzedzili.
6. Tankowanie to osobny problem. Jeden motocykl, to w najlepszym razie 5 - 10 minut. Razy sześć - to już prawie godzina. Oczywiście dystrybutorów z reguły jest kilka, ale kolejka do płacenia już np. tylko jedna. Dlatego musi się to sprawnie odbywać i czekający winni wykorzystać czas na palenie, sikanie itp. Do szału może doprowadzić ofiara, która wraca na stację, bo zapomniał... Jest upał, wszyscy już w kaskach i się wkur..... Tankujemy zawsze do pełna. Nienawidzę oszczędnych, którzy wyliczają ile benzyny im potrzeba, żeby starczyło - a potem nie starcza.
7. Jeśli ktoś chce poszaleć, powinien uprzedzić, że wyrwie się do przodu.
8. Wszyscy powinni znać cel podróży, na wypadek zagubienia.
9. Jeżeli ktoś został z tyłu i zniknął z oczu - poprzedzający go też się zatrzymuje. Dlatego trzeba nieustannie patrzeć w lusterka i sprawdzać, czy ten następny jedzie za mną.
10. W czasie gdy nasza grupa wyprzedza inne pojazdy i chowamy się w kolumnie między autami - my z tyłu chowamy się w kolumnie za "naszym z grupy" po jego prawej ręce. W ten sposób mamy o 1-2 metry dłuższą drogę hamowania, i nie blokujemy kolejnego manewru kumplowi za którym jedziemy. Nie zasłaniamy mu widoczności do tyłu.
11. Ogromnie ważna zasada, że najwolniejsi jadą z przodu.
12. Przed ruszeniem grupy wszyscy powinni zasygnalizować gotowość, tzn., że odpalili. Zdarza się, że najsprawniejszy motocykl nagle nie chce odpalić, wszyscy pojechali - a pechowiec został sam. Zasada z pkt. 9 albo w praktyce nie działa, a w najlepszym razie zanim sygnał od ostatniego dojdzie do prowadzącego - grupa przejechała kilka lub kilkanaście kilometrów.
Wszystko to proste i oczywiste. W teorii. Tak naprawdę tylko raz jechałem w dużej grupie, która była naprawdę zdyscyplinowana i był to wyjazd w Alpy z moim klubem ROTOM z Przasnysza. Pisałem już o tym wyjeździe czas jakiś temu. Mimo, że w większości był to dla nich pierwszy w życiu wyjazd na daleką trasę - a może właśnie dlatego. Rano wszyscy byli gotowi na ustaloną godzinę wyjazdu, zachowywali kolejność w szyku i bardzo sprawnie się jeździło. A pogoda była pożal się Boże.
A tak naprawdę najlepsze dla mnie są wyjazdy max w cztery osoby. Najsprawniej jedzie się jednak we dwóch pod warunkiem, że obaj jesteśmy zgrani i mamy podobne umiejętności - jeżeli ma to być szybka trasa.
Komentarze
Prześlij komentarz