58. ZIMA



 Jak jest zima - to musi być zimno!. To kultowe zdanie z Misia, ma swoje implikacje motocyklowe. Bo jak jest zima, to zazwyczaj się nie jeździ. A jak się nie jeździ - to nas nosi. A w tym roku szczególnie, bo nawet zaplanować do końca nic nie można. Zostają marzenia, albo zaczynamy zaglądać do szafy i sprawdzać, co by tu jeszcze można kupić ciekawego do motocykla. Może dodatkowe oświetlenie, jakąś torebkę na zbiornik lub na gmole,  może jakiś gadżecik - jakiś czujniczek, czy termometr.                             Termometry to moja słabość i każdy mój motocykl obowiązkowo musi mieć zewnętrzny termometr. To nic, że obecnie każdy motor ma z reguły swój termometr w komputerze.  Ale żeby sprawdzić na nim temperaturę, z reguły trzeba wykonać szereg czynności w komputerze. Trzeba mieć ze sobą kluczyk lub kartę. A tak - wychodzę rano przed dom, czy hotel zobaczyć, czy motor jeszcze stoi, rzut oka i wiem jak mam się ubrać.

 Zaczynamy przeglądać oferty i ogłoszenia i jest to niebezpieczne dla kieszeni, gdyż jest spore ryzyko, że z nudów i z poczucia, iż w ten sposób przyśpieszamy początek sezonu - zatrudnimy kuriera, który dostarczy nam niezbędną kolejną kominiarkę, parę rękawic,  jakieś cwane narzędzie z którego nigdy być może nie skorzystamy.

Ubrania, to też z reguły nasza słabość. Po kilku, kilkunastu, czy jak w moim przypadku kilkudziesięciu latach nazbiera się tego sporo.  Mam dwa komplety skórzane i pewnie z 7 kompletów tekstylnych kombinezonów na różne okazje.   W ostatnich latach preferuję lekkie, jasne komplety typu mesh.  Problemem jest przecież upał, a nie zimno. Jak zimno - nakładam na siebie co się da, ostatecznie polecam gazety pod spód. Obciachowe - ale bardzo skuteczne w razie awaryjnej sytuacji. Ale jak jest upał to nie można przecież jeździć bez kurtki i spodni,  w klapkach i z gołymi rękami. To znaczy można i np. w Grecji jest to powszechne, ale widocznie oni są asfaltoodporni. A asfalt, czy piach pod skórą to zaręczam dużo większy problem niż złamanie - byle nie kręgosłupa. Nawet na najkrótszych dystansach staram się zakładać rękawiczki. Dużo niewinnych z pozoru, ale bolesnych paciaków zdarza się, gdy wyjeżdżamy po przysłowiowe fajki na tej samej ulicy.

Tak więc na długie nawet wyprawy biorę ze sobą kombinezony typu mesh i ew. membrany - nawet od innych kompletów (zwykle są wypinane ) i ocieplacze. W Stanach, w Alpach, na Transfogarskiej zdarzało mi się jeździć w takich kompletach po śniegu i przy minusowych temperaturach i jakoś nie marzłem. A niestety wraz z wiekiem odporność na zimno spada.  W krytycznych sytuacjach ratuję się elektryczną matą grzewczą. Naprawdę dużo daje. I jak jest zimno i jak pada. Trochę bardziej z zimowych nudów, niż z realnej potrzeby zainstalowałem sobie elektryczne ogrzewanie w rękawicach zimowych i mam ogrzewane klamki. To wszystko sam wykonuję - więc mam na zimę zajęcie. 

Mam nawet bluzę fabryczną z ogrzewaniem elektrycznym, raz jej używałem i nie byłem zachwycony. Moja mata grzeje znacznie lepiej. Oczywiście bluzę musiałem przerobić po swojemu. One z nazwy są motocyklowe, ale tak naprawdę maja być  uniwersalne. A jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. Sterowanie włącznikiem i mocą ogrzewania umieszczone jest na lewej piersi i odbywa się stosunkowo małym przełącznikiem uciskowym. Jest on nawet podświetlany na odpowiednie kolory oznaczające uruchomiony stopień ogrzewania. Jest tylko jeden problem. To jest bluza zakładana pod kurtkę - a więc żeby dostać się do wyłącznika  ( w czasie jazdy)  trzeba rozpiąć kurtkę, wymacać za przeproszeniem wyłącznik i go uruchomić.  W czasie jazdy w kasku nie sposób na ten wyłącznik spojrzeć i stwierdzić czy ogrzewanie jest uruchomione i na którym stopniu - ogrzewa się w sposób odczuwalny dopiero po kilku minutach.  Musiałem zatem wyciąć z nowej bluzy ten wyłącznik  (serce bolało!), dziurę zakryć naszywką, wlutować się w cztery przewody zasilające, żeby je przedłużyć do takiej długości, żeby dało się przełącznik poprowadzić wewnątrz lewym rękawem i na rzepie przypiąć na zewnętrznej części rękawa kurtki. Proste, ale jakoś nikt na to nie wpadł. Kontaktowałem się nawet z polskim producentem takich bluz i zaproponowałem, że przetestuję jego produkt - ale nie był zainteresowany. Bluzy te mają jeszcze inne wady związane ze sposobem ich zasilania, ale to już na marginesie. Na narty są spoko - bo mogą mieć własne zasilanie z baterii podobnych do laptopowych i działają (podobno) przez kilka godzin. Na motocyklu z powodów jak wyżej sprawdzają się dużo gorzej. A mogłyby być idealne. Mają ogrzewane panele na piersiach, na barkach, z tyłu na plecach i na ramionach. Jest stosunkowo cienka, daje się złożyć w kostkę o wymiarach 20x30x5cm. Ponieważ lubię grzebać przy motocyklu wszystko wykonałem sam, ale jak ktoś nie ma warunków albo zdolności - to już ma kłopot.


Zwykle zakładam sobie ogrzewanie siedzeń. W czasie jazdy jak już siedzenie nabierze temperatury od naszego "siedzenia" jest ono zbędne. Ale jak rano jest przymrozek, albo w nocy padało - przyjemnie jest usiąść na ciepłym, suchym siedzeniu. A że nigdy nie unikam trudnych warunków - u mnie się to sprawdza.

W Ducati problem jest odwrotny. Tylny cylinder znajduje się pod siedzeniem kierowcy i w czasie upałów grzeje w dupę. Musiałem zatem wykonać  (i wykonałem) izolację termiczną, która doskonale sprawdza się nawet w upały. Przy okazji podniosłem jeszcze przód siedzenia, bo pozycja "na jajkach" przewidziana przez fabrykę - mnie nie odpowiadała. Wymagało to oczywiście pewnych przeróbek sposobu jego mocowania, ale dla mnie to sama frajda - zrobić coś samemu.

Polecam.

Komentarze

  1. Też tak mam, a raczej miałem, że zimą kupowałem masę rzeczy do motocykla - głośniki, wskaźniki biegu, termometry, radia, narzędzia, pompki, chromy, buty, kaski, spodnie itd. Drobna różnica między nami jest taka, że ja na kupowaniu poprzestawałem, z reguły już tego nie używałem. Jak przychodziła wiosna, jeździć mi się nie chciało i rzeczy te nadal leżą w kartonach. Tak więc, swój motocyklizm ograniczyłem do zakupów, to taka wersja light, zapewne bezpieczniejsza.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

691. AMERYKA PŁD. 2026. POSZŁY KONIE...

678. PLANY NA 2026 ROK.

650. RUMUNIA 2025 cz.1