39. ALPY - DOLOMITY. 2020
Może tym razem coś aktualnego - czyli sezon 2020. Sezon ubogi z powodu ograniczeń pandemicznych, ale przecież były też wyprawy. Pierwsza w lutym, krótka do Hiszpanii. To miała być rozgrzewka przed przygotowaną wyprawą do Maroka. Nasze motocykle od początku stycznia czekały na nas w Maladze, a w maju miało być Maroko. Polecieliśmy w lutym na 5 dni, żeby wykorzystać obecność motocykli w miejscu, które już w lutym jest dla motocyklistów przyjazne. Pisałem o tym w poście 8. MAROKO Z MOTOTURIST.
W lipcu proponuję Alpy Dolomity, czyli Austria i Włochy. Jedziemy we dwójkę z Radkiem z Ciechanowa. To towarzysz moich ostatnich wypraw, począwszy od wyjazdu do Albanii. Radek jest świetnym organizatorem, lubi to zajęcie i można na nim polegać, że wszystko pozałatwia jak trzeba - nie lubi improwizacji. Zna świetnie angielski - co ułatwia mu zadanie. Jeździ na KTM 1200, ja jadę na Multistradzie 1200. Oba motocykle podobnej klasy - co ułatwia utrzymanie dobrego, równego tempa. Radek jeździ dopiero od kilku lat i świetnie sobie radzi, a w dodatku jest bardzo napalony na motocykl. Z kumplami do jazdy z reguły są dwa problemy. Albo mają kasę i nie mają czasu, albo mają czas i braki finansowe. Spełnienie obydwu warunków i zapał do jazdy to świetne połączenie. Różnimy
się zasadniczo w poglądach politycznych, wiec te tematy to między nami
tabu. Nie chcę ujawniać kto ma jakie - mogę tylko napisać, że ja oglądam TVN. Znajomi krzywią się trochę na mnie za te wspólne wyjazdy - ale nie
popadajmy w szaleństwo. Każdy może wierzyć w swego boga. Byle nie nawracał ogniem i mieczem. Motocykle są
apolityczne i tyle.
Tak więc do mnie należy koncepcja trasy, a do niego logistyka. Decydujemy się na stałą bazę wypadową. Proponuję okolicę Lienz na południu Austrii. Radek znajduje prywatną kwaterę w maleńkiej miejscowości Kienburg ok. 20 km na północny zachód od Lienz. Rzeczywiście maleńka - sklep objazdowy pojawia się raz w tygodniu. Ruszamy z Ciechanowa - pierwszy etap do Valtic przy granicy Czech z Austrią. Mała miejscowość, nie tak oblegana jak np. Mikulov. Ładny pałac z eksponowanymi schodami idealnymi np. do zbiorowych fotografii. Nocleg w pensjonacie, kawałek od centrum. Miejsca w ulubionym hotelu, tuż obok pałacu zajęte. Idziemy na kolację, zamawiamy również piwo. Kelner pyta jakie ? Dziesiątka, jedenastka,czy dwunastka. Pytamy: a dziesiątka to jakie? Pro szofery - dowcipnie odpowiada.
VALTICE
Rano szybko się zbieramy i w drogę. Lecimy na Graz. Wybieramy autostrady (chociaż zawsze staram się ich unikać) z braku czasu. Jedziemy dłuższą trasą, trochę naokoło, bo ta autostrada ma ciekawy górski odcinek, z którego żal zrezygnować. Robi się upalnie. Zatrzymujemy się na idealnym parkingu. Jest kawał łąki, drzewo które daje cień i można się wyciągnąć na trawie i odpocząć. Jest WC i automat z kawą. Robimy pół godziny odpoczynku, tylko hałas z autostrady jest męczący.
AUSTRIA WINIETYPIKNIK PRZY AUTOSTRADZIE
Nasza kwatera okazuje się domem leżącym na uboczu. Mamy do dyspozycji garaż. Czeka na nas apartament: dwie sypialnie z potężnymi łożami, salonik z aneksem kuchennym (płyta ceramiczna, lodówka, zmywarka, garnki, talerze etc) oraz łazienka z kabiną. Z sypialni wyjście na taras. Obok domu ładnie zagospodarowana przestrzeń, w oddali widać góry. Cena 70 EUR za dobę za dwie osoby przez Booking. Po drodze w Lienz zrobiliśmy spore zakupy. Wieziemy je na kufrach w kartonach, z których wystają słoiki, chleb, butelki i kiełbasy Wyglądamy trochę jak menele - tyle, że na porządnych motorach.
ZAKUPY A LA MENELEPierwsza trasa na Grossglockner. Radek jeszcze tu nie był, więc chce zobaczyć oczywiście. Po drodze płatny tunel 10 EUR od motocykla, wjazd do Parku Grossglockner ok. 27 EUR. W cenie jest nalepka z Parku. Jak dla nas z Polski - dosyć drogo. Jedziemy od strony południowej , więc najpierw Edelweisspitze. Ostatni odcinek niezbyt przyjemny - ostre zakręty i kostka. Chłodno, ale słonecznie, więc parking pełen i aut i motocykli. Jakaś niewiasta usiłuje już dziesiąty raz wjechać SUVem , tyłem w lukę parkingową. W końcu Radek nie wytrzymuje i siada za kierownicą. Udaje się - co robi ogromne wrażenie na jej pasażerkach. Szkoda, że są w wieku Golfa jedynki - miałby szansę. Pamiątkowe foty. Wracamy do drogi głównej. Dalej jest tunel, za nim restauracja i za ok. 20 km jest cel naszej wyprawy. Przed bramkami wjazdowymi do parku pełen parking, ale głównie samochodów. Robimy przerwę. Idziemy do restauracji na lody. Zrobiło się cieplej, a nawet gorąco. Ruszamy, jedziemy do góry. Po drodze piękne góry, ośnieżone szczyty, dzika przyroda - są miejsca widokowe, żeby się bezpiecznie zatrzymać. Trasa na Grossglockner to kultowe miejsce, więc spory ruch - szczyt sezonu. Chociaż mam wrażenie, że jednak mniejszy niż zwykle. Pewnie z powodu koronawirusa - chociaż obserwuję, że Austriacy maja dosyć luźny stosunek do obowiązku noszenia maseczek. Dwa wielkie parkingi po drodze - puste. Ale na górnym - ostatnim - zakaz wjazdu. Chyba pełen - ale dla nas miejsce się nie znajdzie? Wjeżdżamy obok szlabanu, są wolne miejsca - parkujemy. Byłem tu wiele razy, więc kręcę się po parkingu, a Radek sam idzie w dół po schodkach - szukać lodowca. Ten z każdym rokiem dalej od zejścia i od windy, która kiedyś wysadzała ludzi prosto na lód. Pierwszy raz byłem tu prawie 26 lat temu - więc mam porównanie. Nie widać też świstaków.
JUNGFERSPRUNG
EDELWEISSPITZE
GROSSGLOCKNER
RESZTKI LODOWCA
Wyjeżdżamy. Po drodze wielki wodospad. To chyba Jungfernsprung koło Heiligenblut. Szczerze mówiąc, zawsze myślałem, że wodospad też się nazywa Heiligenblut, czyli Święta Krew. Nazwa miejscowości pochodzi od ampułki z rzekomą krwią Chrystusa w miejscowym kościele. Na szczęście sprawdzam niektóre rzeczy przed wpisaniem w tekst i dowiaduję się w końcu jak nazywa się wodospad. Na ławeczce na poboczu robimy posiłek. Mamy kilka konserw - trzeba je zjeść - a i oszczędność nie jest bez znaczenia. Czasu oczywiście!!! Przy posiłku planujemy wydać książkę "100 Potraw z Mielonki Turystycznej". Dwa pierwsze przepisy mamy już gotowe: mielonka z chlebem i mielonka z bułką.
Co chwila śmigają obok nas motory. Szkoda czasu. Zbieramy się w dalszą drogę. Zjeżdżamy w kotlinę. Typowe austriackie widoki: wije się droga, soczysta zieleń, co jakiś czas schludne zabudowania, w oddali krowy. Wszędzie w zasięgu wzroku góry. Prawdziwe alpejskie - granitowe, a nie jakieś osypujące się piaskowce jakie głównie widziałem w Himalajach. Dojeżdżamy na dziki parking nad jeziorem. Otaczają nas "milki" z alpejskimi dzwonkami. Sielsko. Ruszamy dalej.
Następnego dnia jedziemy na stronę włoską w Dolomity. Dolomity, to też Alpy, a tak nazywa się ich południowa część od strony włoskiej. Ale chyba nie zawsze były to Włochy. Ta część nazywa się Siid Tirol ( Południowy Tyrol). Łatwiej tu usłyszeć chwilami niemiecki niż włoski. Ale widok "prawdziwego" Tyrolczyka w skórzanych, krótkich spodenkach z szelkami - coraz rzadszy.
Do granicy z Włochami, z kwatery mamy coś ok. 30 km. Corvara. Arabba, Cortina d Ampezzo. Tu góry trochę niższe, ale też skaliste - widoki cały czas przepiękne. To chyba najładniejsza część Dolomitów. Do tego lepsza pogoda, bo jesteśmy po południowej stronie gór. Czasami spotykamy cyklistów. Ci to muszą mieć zdrowie! Na bocznej drodze stoimy w korku na mijance. Jakiś kierowca pokazuje nam, że Radek nie ma tablicy rejestracyjnej. Jeżdżę jako drugi, ale nie zauważyłem jak ją zgubił. Wracamy się szukać. Bez skutku. Po powrocie, na kwaterze przy pomocy komputera i kolorowej drukarki naszych gospodarzy Radek drukuje nowe tablice na papierze. Obciągamy je folią i wyglądają jak autentyczne. W powrotnej drodze trafiamy na przełęcz Staller Sattel na granicy z Austrią. Droga jest bardzo wąska, na jedno auto. Dlatego ruch jest wahadłowy: 15 min w jedną stronę, 15 min. przerwy, po 15 min. w drugą stronę i ponownie 15 min przerwy. Spóźniliśmy się chwilę i musimy czekać godzinę. Za to bezpłatna. Dobre i to !
Następnego dnia próba jakości numerów rejestracyjnych. Wyprzedzamy na zakręcie, na ciągłej (przypadek) dwa busy. Mamy po 160 na budzikach. Policja! Pokazują żeby zjechać na parking. Radek od razu tłumaczy czemu ma papierowe numery, ale ich to nie interesuje. Nic od nas nie chcą. Każą nam jechać dalej. UFF !!! - mogło sporo kosztować. W sumie nie wiem czemu nas zatrzymali i czemu później puścili. Wieczorem chwalę ich - dobrzy ludzie. A Austriaccy policjanci mają taką złą opinie u Polaków.
PRODUKCJA TABLIC
Ale powiedzenie: nie chwal dnia z rana ... sprawdza się. Następnego dnia z rana właśnie, na drodze do tunelu łapią Radka na radar. Przekroczył o 27 km na setce. W promocji tylko o 23 - bo 4 km odejmują na błąd pomiaru! Koszt 50 EUR.
50 EUR STRAFF
Dzielimy się mandatem solidarnie po połowie mimo, że mnie nie zatrzymali - ale jechaliśmy jeden za drugim i tylko przypadek sprawił, że on był pierwszy. Wszystkie koszty na wyprawie zawsze dzielimy po połowie, nawet często za paliwo. Ducati pali mniej od KTM przy prędkości do 120 km/h, ale powyżej 150 już więcej od niego. Radek często nie może uwierzyć, że wlewam do baku mniej o litr , czy półtora i sprawdza - czy nie oszukuję. Sam - siebie? Dzielenie kosztów po połowie jest wygodne. Gdy jest więcej uczestników korzystamy z aplikacji do rozliczania wydatków. Każdy płaci w jakimś momencie za wszystkich, a na koniec wyprawy się rozliczamy. Aplikacja wylicza: kto i komu oraz jaką kwotę jest winien. Oszczędność czasu wielka - trzeba tylko pilnować wpisów do aplikacji. Polecam. Jest ich kilka różnych. KAPRUN MUZEUM SAMOCHODÓW
WEISSEE
W Kaprun zwiedzamy muzeum samochodów, na które przypadkowo się natykamy. Niezbyt ciekawe, sporo eksponatów - trochę motocykli, które głównie mnie interesują. Zbyt ciasno wszystko upakowane, co utrudnia oglądanie interesujących szczegółów. Wspominam fajny piknik nad Jez. Weissee. Stoliczki i leżaki wyciosane z pni drzewa. Zielona trawka. Kawka z super termosu Radka. Dla tego termosu mam wspaniałe hasło reklamowe: "utrzymuje temperaturę otoczenia w każdych warunkach". Fajny gadżet i kosztowny. Firma Givi - nie polecam.
Polecam za to okrężną trasę Cortina d Ampezzo, Arabba, Corvara z pętlą na Sella i ew. do Bruneck. Boję się podawać szczegółowych opisów naszych tras, bo wiem, że Jurek z Przemyśla to przeczyta i znajdzie masę błędów. Wal śmiało w komentarzu!
Polecam książkę "100 Przełęczy Alpejskich, gdzie dosyć szczegółowo autor ( H.E. Studt) opisuje poszczególne przełęcze i proponuje autorskie trasy. Jurek wydaj swoją, na co czekasz ?
W powrotnej drodze temperatura do 40 st - pod Wiedniem. Pod Wiedniem raz już było gorąco. Turkom! A rano na drugi dzień po noclegu w Czechach już tylko: 18 st. i deszcz. Aż do samego domu. Cóż - nie można mieć wszystkiego !
W Czechach ( i na Słowacji) nie ma opłat autostradowych dla motocyklistów !!! Winieta na motocykl na autostrady w Austrii - ok 8 EUR za 7 dni. Nie warto naklejać jej na szybę, bo po dłuższej tam obecności w słońcu trudno ją odlepić i łatwo szybę uszkodzić przez skrobanie lub użycie rozpuszczalników. Zawsze naklejam na lagę.

























Skoro już mnie wywołałeś… Nie szukam żadnych błędów w Twoich opisach tras, bo gdybym znalazł to już w ogóle nie chciał byś ze mną nigdzie pojechać.
OdpowiedzUsuńBy wydać książkę musiałbym z Tobą jeszcze trochę pojeździć. Wtedy to Ty ją wydasz, a w takim przypadku mojej już nikt nie chciałby przeczytać.
Nie kombinuj już więcej tylko pisz kolejne artykuły, bo nie mogę się doczekać.
Pozdrawiam serdecznie.
Jurek z Przemyśla.
Kamień z serca.
UsuńDzięki