37. TOSKANIA PO RAZ DRUGI-2009 I TRZECI-2016
W następnym roku, czyli w 2009 pod wpływem ubiegłorocznej wyprawy postanawiamy jechać po raz drugi jechać do Toskanii. Tym razem dwa w jednym: bierzemy rodziny i motocykle. Kanalia jeszcze zabiera swego przyjaciela lekarza. My - dzieci. Jedziemy dwoma samochodami, a motocykle na lawecie. Noclegi - jak poprzednio w Marli u Marii. Żona Kanalii i jego przyjaciel doktor są miłośnikami sztuki włoskiej i są nastawienia na intensywne zwiedzanie. Moje dziewczyny na zwiedzanie i plażowanie. My z Kanalią na jeżdżenie. Dosyć trudno to razem połączyć, ale będziemy próbować. Jedna z wycieczek do Cinque Terra. Dojeżdżają samochodem na parking, a dalej z kamasza. Jest upał, więc to ekstremalna wycieczka się zrobiła. To jest pięć miasteczek położonych na wysokim brzegu morza, bardzo malowniczych. Wąskie uliczki, pełno turystów. podobno pięknie - bo my z Kanalią pojechaliśmy motorami na południe, na wycieczkę. Innego dnia jedziemy wszyscy nad morze. To wycieczka autem, do wybrzeża jest ok. 30km. Ładna plaża, piaszczysta, szeroka. Cieple, czyste morze. Parasole, leżaki. Płatna. Po plaży krążą ciemnoskórzy handlarze z obnośnymi kramami. Ręczniki, ciemne okulary, grzebienie i inne drobiazgi. "Oryginalne" pamiątki z Afryki : drewniane słonie, jakieś rzeźby - made in China.. Są uciążliwi, bo jeden odchodzi, a za chwilę jest już drugi. Jakieś Chinki, czy Koreanki proponują masaże na plaży.
Oczywiście jesteśmy też w Pizie,w Sienie, we Florencji. Udaje nam się we Florencji dostać do katedry. Zwiedzamy również część pod dachem, gdzie z bliska widać malowidła, widać konstrukcję i sposób wykonania tej wielkiej kopuły, która przykrywa katedrę.
Pomysł, który wydawał się genialny - jechać z rodzinami - nie do końca się sprawdził. My z Kanalią żeśmy się nie najeździli - żony uważały, że jeździliśmy zbyt dużo i zostawialiśmy je same. Dwa w jednym - to dwa kłopoty na jednym wyjeździe!
Kolejny wyjazd w 2016 roku już na innych zasadach. Jedziemy motorami i już nie do Marli. Skład: Magda z Hubertem z Kielc, Grzesiek - jego kuzyn z Krakowa, Kanalia z Torunia, Jola i ja oraz Kamil z Przasnysza. Spotykamy się w Częstochowie w Mc Donaldsie. Przy okazji widzimy się z Zenią z Częstochowy. Poznaliśmy się na wyjeździe na zlot w Otepa w Estonii. Ale o tym innym razem.
Organizacją zajęła się Magda i ona znalazła kwaterę. Miejscowość La Specia. Kwatera w pięknej, umeblowanej starymi meblami willi, położonej na wysokim brzegu, z widokiem na morze i port wojenny. Trudno znaleźć to miejsce, bo dojazd jest przez inne nieruchomości. GPS głupieje, jesteśmy tuż obok, ale nie możemy trafić. W końcu dopytaliśmy się ludzi. Wychodzi też po nas Grzesiek, który dojechał pierwszy. Hubert dociera po nas, jeszcze później - bo się pogubiliśmy na dojeździe do miasta. Miejscówka super. Ładne pokoje, taras, kawałek ogrodu .Na dole w piwnicy jest duża sala: atlas do ćwiczeń, bilard, nagłośnienie. Ale jako baza nie najlepsze do wyjazdów i zwiedzania Toskanii, bo jesteśmy zbyt daleko na północy - to już właściwie Liguria. Ponadto każdy wyjazd, to pół godziny przedzierania się w miejskich korkach. Dziewczyny nastawione raczej na wypoczynek, faceci na balowanie. Ja jak zwykle - na jazdę. Sławek - obie opcje. Na miejscu jest mały rozkładany basen, więc można się ochłodzić w upalne dni. Od razu robimy zapasy piwa i robimy zakupy - bo będziemy na własnym utrzymaniu. Właściwie robimy tylko jeden wspólny wyjazd na południe do Pizy i Wolterry. Upał, kawał drogi i wszyscy wracamy zmęczeni. Kolejnego dnia udaje mi się namówić Kanalię i Jolę na wycieczkę do Modeny Maranello do Muzeum Ferrari. To sto kilkadziesiąt kilometrów zaledwie.Grzechem byłoby nie zobaczyć. Jedziemy ze Sławkiem i Jolą. Pech, bo akurat telewizja kręci jakiś program, jest jakaś feta, faceci w garniakach - za to wszystko pozamykane. Tylko kilka modeli Ferrari stoi na parkingu przed sklepem z firmowymi gadżetami.
Mamy jeszcze jeden punkt programu: Maserati - kolekcja Panini na przedmieściach Modeny. Nie tak łatwo tam trafić, bo oznaczenie kiepskie. Muzeum znajduje się na terenie wielkiego gospodarstwa rolnego znanego z produkcji parmezanu. Ale nawet jak się tam dojedzie, znalezienie muzeum mieszczącego się w jednym z budynków gospodarskich -podobnego do innych - nie jest proste. To nie jest muzeum firmowe Maserati, tylko rodzinna kolekcja Paninich. Szukamy jakiejś tablicy informacyjnej, pytamy. Oznaczenie fatalne i z drogi do gospodarstwa i na jego terenie. Przed jednym z niepozornych budynków stoi rząd starych ciągników. Niektóre naprawdę archaiczne. Lubię oglądać stare pojazdy - gdyż z reguły widać całą ich konstrukcję i jest ona zrozumiała od strony mechanicznej: koła zębate, dźwignie, przeguby. łatwo zrozumieć co napędza co i jak to działa. Stoi min. traktor Lanz Bulldog, który pamiętam jeszcze z dzieciństwa, chociaż już wtedy był rzadkością. Pękaty komin wydechu - jak w westernowych parowozach, ogromne koło zamachowe. Nie miał rozrusznika, a do uruchamiania służyła zdejmowana kierownica, którą zakładało się na wystający wał napędowy z boku silnika i kręcąc nim uruchamiało silnik. Miał on jakąś monstrualną pojemność ok. 10 litrów, więc nie było to całkiem lekkie i proste. Zimą rozpalało się pod silnikiem ognisko, żeby zagrzać olej i umożliwić rozruch. Teraz wszystko jest łatwiejsze, ale za to nie widać jak działa. Wstęp bezpłatny. W środku rożne modele Maserati, ale nie tylko. Na pięterku również motocykle - gównie włoskie, ale też nie tylko. Tak czy inaczej i jedno i drugie muzeum warto zobaczyć. Bardzo udana wycieczka i fajna górska trasa. Jola jako pasażer. Moje plecy obite. Ja tylko jechałem za Kanalią - mówię - to pretensje kieruj do niego! No nie?
Jeszcze raz udaje mi się namówić Kanalię na traskę. Fajna, górska, po okolicy. W tym czasie reszta grupy imprezuje nad basenem, a główną atrakcją jest topienie w basenie nadmuchiwanego krokodyla oraz picie piwa z butelki. Pod wodą. Jak dzieci!
Komentarze
Prześlij komentarz